09.07.2023, 19:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2023, 20:03 przez Ulysses Rookwood.)
Ulysses pokiwał powoli głową. Przed oczami stanęła mu drobna sylwetka Danielle, gdy na jego widok podnosiła się z ziemi i szła w jego kierunku. I ta chwila później, gdy rzuciła mu się na szyję. Przelatujące przez głowę myśli, wtedy tak lekkie i niedowierzające, teraz tak ciężkie, niemal nie do udźwignięcia.
- Ona prawie wczoraj zginęła. I to kilkukrotnie – sprostował. – Udało jej się uniknąć stratowania. Potem jeden ze śmierciożerców próbował ją spalić i nabić na pal. A dzisiaj okazało się, że zaginął jej ojciec – zakończył cicho.
Młody Rookwood chciałby go odnaleźć. Nie martwego, ale żywego – może przestraszonego lub rannego, ale żywego. Danielle nie musiałaby nawet wiedzieć, że to on go uratował, byleby tylko udało mu się to zrobić. Kto wie, może zaraz go znajdą? I wtedy, podczas powrotu na polanę, przyzna mu się, niby przypadkiem, że zna jego córkę i że spotkał ją wczoraj razem z chłopakiem na Beltane.
Ale póki co znaleźli tylko trupa młodej kobiety. Ulysses wzruszył bezradnie ramionami. Chciał powiedzieć, że najwidoczniej jeszcze nie rozumieją wielkości tego wspaniałego planu, ale coś kazało mu się zamknąć. Obawiał się, że zmarła pewnie była mugolaczką a wtedy cała jej miłość do córki nie miała w oczach Lorda Voldemorta żadnego znaczenia.
Kiedy niósł zmarłą, ciążyła mu w ramionach. Starał się nie myśleć o tym, że była czyjąś matką, czyjąś córką, czyimś dzieckiem, że miała przed sobą więcej życia niż za sobą. Oczyścił głowę aż zaczęła rozbrzmiewać w niej cisza. Zaciskał zęby i po prostu ją niósł aż wreszcie wyszli z lasu i wrócili na polanę.
- Ma córkę Rachel – powiedział odkładając ją delikatnie na ziemię we wskazanym przez służby miejscu. Jego brat, Augustus, z pewnością wiedziałby co z nią zrobić, on się na tym nie znał. Ulysses omijał wzrokiem własną brudną koszulę. – Wracamy do kniei? – zapytał Alannę, a potem w zależności od tego co postanowiła ruszył za nią.
Kiedy szedł miał zaciśnięte usta i tak bardzo spiętą linię ramion, że niemal przypominał robota.
- Ona prawie wczoraj zginęła. I to kilkukrotnie – sprostował. – Udało jej się uniknąć stratowania. Potem jeden ze śmierciożerców próbował ją spalić i nabić na pal. A dzisiaj okazało się, że zaginął jej ojciec – zakończył cicho.
Młody Rookwood chciałby go odnaleźć. Nie martwego, ale żywego – może przestraszonego lub rannego, ale żywego. Danielle nie musiałaby nawet wiedzieć, że to on go uratował, byleby tylko udało mu się to zrobić. Kto wie, może zaraz go znajdą? I wtedy, podczas powrotu na polanę, przyzna mu się, niby przypadkiem, że zna jego córkę i że spotkał ją wczoraj razem z chłopakiem na Beltane.
Ale póki co znaleźli tylko trupa młodej kobiety. Ulysses wzruszył bezradnie ramionami. Chciał powiedzieć, że najwidoczniej jeszcze nie rozumieją wielkości tego wspaniałego planu, ale coś kazało mu się zamknąć. Obawiał się, że zmarła pewnie była mugolaczką a wtedy cała jej miłość do córki nie miała w oczach Lorda Voldemorta żadnego znaczenia.
Kiedy niósł zmarłą, ciążyła mu w ramionach. Starał się nie myśleć o tym, że była czyjąś matką, czyjąś córką, czyimś dzieckiem, że miała przed sobą więcej życia niż za sobą. Oczyścił głowę aż zaczęła rozbrzmiewać w niej cisza. Zaciskał zęby i po prostu ją niósł aż wreszcie wyszli z lasu i wrócili na polanę.
- Ma córkę Rachel – powiedział odkładając ją delikatnie na ziemię we wskazanym przez służby miejscu. Jego brat, Augustus, z pewnością wiedziałby co z nią zrobić, on się na tym nie znał. Ulysses omijał wzrokiem własną brudną koszulę. – Wracamy do kniei? – zapytał Alannę, a potem w zależności od tego co postanowiła ruszył za nią.
Kiedy szedł miał zaciśnięte usta i tak bardzo spiętą linię ramion, że niemal przypominał robota.