09.07.2023, 22:55 ✶
Ulysses zwolnił, wsłuchując się w dźwięki, które słyszeli przed sobą. Wreszcie stanął i zamarł. Marszczył brwi, próbując najwyraźniej zrozumieć czy rzeczywiście wsłuchiwał się w prowadzoną przez jakąś dwójkę przepełnioną egzaltacją rozmowę, czy też zaczynał mieć omamy słuchowe. Bądź co bądź konwersacja była dość abstrakcyjna jak na miejsce, w którym ją prowadzono.
- Słyszysz to? – zapytał Alannę. – Co to za brednie.
A potem jakby dotarło do niego, że stanie tu nie miało najmniejszego sensu, bo drgnął i ruszył w stronę, z której dochodziły głosy. Wreszcie udało im się znaleźć kogoś żywego? Wreszcie udało im się przybyć na czas? O, na szczęście! Miał już dosyć trupów, głowa jednego ciążyła mu nawet w worku, który ze sobą targał.
Ulysses zobaczył ich mniej więcej w tym samym momencie, w którym oni zobaczyli go. Skrzywił się odruchowo, gdy Finnigan wrzasnął. Z jednej strony, naturalnie, był w stanie zrozumieć strach, który ogarnął mężczyznę w tym strasznym miejscu. Z drugiej, nienawidził, gdy ktoś wydzierał się w jego obecności. Patrzył na parę, która musiała się obwiązać linami wokół drzewa a teraz nie potrafiła się rozwiązać.
- Wielki pająk – powtórzył za kobietą. Nie miał zielonego pojęcia jaki wielki pająk mógł się czaić w tym lesie, ale rzeczywiście dobrze było wiedzieć, że przebywał na zachodzie. – Spróbuję rozproszyć wasze liny. – Nie dodał już, że w chwili obecnej istniały trudne do pokonania problemy z magią. A mianowicie, że raz działała a raz nie działała, a raz działała jak miała na to ochotę.
Wyciągnął różdżkę i podszedł do nich. Gdzieś, w połowie drogi spojrzał na zachód, jakby upewniając się, że wielki pająk nie postanowił tu wrócić. Machnął różdżką, zamierzając rozproszyć pętające dwójkę nieszczęśliwców więzy.
Rozpraszanie lin, które oplatają znalezionych w lesie kochanków
- Słyszysz to? – zapytał Alannę. – Co to za brednie.
A potem jakby dotarło do niego, że stanie tu nie miało najmniejszego sensu, bo drgnął i ruszył w stronę, z której dochodziły głosy. Wreszcie udało im się znaleźć kogoś żywego? Wreszcie udało im się przybyć na czas? O, na szczęście! Miał już dosyć trupów, głowa jednego ciążyła mu nawet w worku, który ze sobą targał.
Ulysses zobaczył ich mniej więcej w tym samym momencie, w którym oni zobaczyli go. Skrzywił się odruchowo, gdy Finnigan wrzasnął. Z jednej strony, naturalnie, był w stanie zrozumieć strach, który ogarnął mężczyznę w tym strasznym miejscu. Z drugiej, nienawidził, gdy ktoś wydzierał się w jego obecności. Patrzył na parę, która musiała się obwiązać linami wokół drzewa a teraz nie potrafiła się rozwiązać.
- Wielki pająk – powtórzył za kobietą. Nie miał zielonego pojęcia jaki wielki pająk mógł się czaić w tym lesie, ale rzeczywiście dobrze było wiedzieć, że przebywał na zachodzie. – Spróbuję rozproszyć wasze liny. – Nie dodał już, że w chwili obecnej istniały trudne do pokonania problemy z magią. A mianowicie, że raz działała a raz nie działała, a raz działała jak miała na to ochotę.
Wyciągnął różdżkę i podszedł do nich. Gdzieś, w połowie drogi spojrzał na zachód, jakby upewniając się, że wielki pająk nie postanowił tu wrócić. Machnął różdżką, zamierzając rozproszyć pętające dwójkę nieszczęśliwców więzy.
Rozpraszanie lin, które oplatają znalezionych w lesie kochanków
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!