09.07.2023, 23:13 ✶
To chyba były nerwy. A przynajmniej Ulysses uznawał, że winę za jego zachowanie ponosiły nerwy. I nie chodziło nawet o to, że jemu samemu nie udało się rozproszyć lin, które wiązały parę kochanków. Od początku wiedział, że magia nie działała tak do końca, więc własne niepowodzenie zrzucił na karb tego, co się z nią właśnie działo.
Chodziło o to, że Ulysses się uśmiechnął. Uśmiechnął się tym zmęczonym, poirytowanym uśmiechem, który kompletnie nie był wesoły, ale czaiło się w nim całe morze desperacji i zmęczenia.
- Tak, nie zostawimy was tutaj – zapewnił Finneasa i Vivianne.
A potem, gdy liny pętające ich ciało opadły, popatrzył bezradnie na trzymany w rękach worek. Całe szczęście, że kochankowie nie mieli pojęcia, co właściwie w nim niósł. Ulysses miał ochotę odprowadzić parę i pozostawić wraz nimi worek z głową. Źle się czuł, ciągle nosząc go ze sobą.
- Odprowadzimy was na polanę – rzucił. Posłał Alannie przepraszające spojrzenie.
Wiedział, że biegali tak w te i we w te bezsensu. Odrobinę było mu nawet wstyd, że wykorzystywał do tego Carrow (nie musiała się wcale chcieć pisać na takie wycieczki, choć to bieganie do kniei, wynoszenie trupów i ratowanie ludzi, będzie pewnie ładnie wyglądało w ministerialnych kartotekach i odsunie od nich podejrzenia o bycie śmierciożercami).
Ruszył przodem, odprowadzając Finneasa i Vivianne na polanę. Przy okazji oddał również worek z głową nieszczęśnika (to ostatnie zrobił dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej złożyli ciało młodej matki). Znaleźli dwa trupy i uratowali dwie osoby. Bilans wychodził na zero?
Ruszył znowu z Alanną do kniei.
Chodziło o to, że Ulysses się uśmiechnął. Uśmiechnął się tym zmęczonym, poirytowanym uśmiechem, który kompletnie nie był wesoły, ale czaiło się w nim całe morze desperacji i zmęczenia.
- Tak, nie zostawimy was tutaj – zapewnił Finneasa i Vivianne.
A potem, gdy liny pętające ich ciało opadły, popatrzył bezradnie na trzymany w rękach worek. Całe szczęście, że kochankowie nie mieli pojęcia, co właściwie w nim niósł. Ulysses miał ochotę odprowadzić parę i pozostawić wraz nimi worek z głową. Źle się czuł, ciągle nosząc go ze sobą.
- Odprowadzimy was na polanę – rzucił. Posłał Alannie przepraszające spojrzenie.
Wiedział, że biegali tak w te i we w te bezsensu. Odrobinę było mu nawet wstyd, że wykorzystywał do tego Carrow (nie musiała się wcale chcieć pisać na takie wycieczki, choć to bieganie do kniei, wynoszenie trupów i ratowanie ludzi, będzie pewnie ładnie wyglądało w ministerialnych kartotekach i odsunie od nich podejrzenia o bycie śmierciożercami).
Ruszył przodem, odprowadzając Finneasa i Vivianne na polanę. Przy okazji oddał również worek z głową nieszczęśnika (to ostatnie zrobił dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej złożyli ciało młodej matki). Znaleźli dwa trupy i uratowali dwie osoby. Bilans wychodził na zero?
Ruszył znowu z Alanną do kniei.