09.07.2023, 23:42 ✶
— Nie możesz, ale bardzo byś chciała? — odparł krótko, posyłając jej pytające spojrzenie. W oczach czaiło się nieco rozbawienia, ale również zamyślenia. Słowa siostry sprawiły, że mimowolnie wrócił do nieco odległych czasów, gdy wszyscy byli jeszcze dzieciakami. Wraz z siostrą niejednokrotnie starał się kontrolować i ograniczać Atreusa z racji na niecodzienne pomysły oraz pewną tendencję do wpadania w tarapaty. Czy było to słuszne? Jeszcze niedawno jego odpowiedź byłaby zdecydowanie twierdząca, ale od dłuższego już czasu zaczął nabierać pewnych wątpliwości. Wszystko za sprawą tego, że pracowali razem naprawdę sporo. Blustrode miał okazję oglądać brata przy pracy i był pod naprawdę sporym wrażeniem. Jasne, jego podejście nie zawsze było najlogiczniejsze i czasem ocierało się o zbyt duże ryzyko, ale koniec końców — praktycznie zawsze mu się udawało.
— Może byliśmy wobec niego zbyt surowi i oschli? Zawsze staraliśmy się go ograniczać, a... jest naprawdę dobrym aurorem, Flo. Wiem, że czasem aż za bardzo nadstawia karku, ale serce ma w dobrym miejscu. Zawsze stara się pomagać ludziom. Głowę też ma na karku — dodał po chwili lekko zamyślonym głosem.
Zaśmiał się lekko, obrazując w głowie wizję siostry, która usilnie stara się utrzymać w porządku ogromną posiadłość. Tak, to zdecydowanie nie byłoby dobrym pomysłem, gdyby miała otrzymać taki dom.
— Sam też nie narzekam. Zarówno na mieszkanie jak i pensję. Zresztą, nigdy nie robiłem tego dla pieniędzy. Po prostu jest tylu ludzi, którzy potrzebują pomocy. Robi się tam coraz gorzej, wiesz? — dokończył i chociaż na początku wypowiedzi był rozbawiony, teraz jego nastrój poleciał w dół o kilka dobrych poziomów.
Nie chciał jednak, żeby udzieliło się to i jej, dlatego szybko złamał się kolejnego tematu.
— W takim razie ustaliliśmy, co stanie się z dywanem. Co do zastawy... tak, wezmę to na siebie. Powiem więcej, w razie czego powiem, że to ja je stłukłem. Po prostu już nie mogę na nie patrzeć. Pozbądźmy się ich. — Na samo wspomnienie tych wszystkich talerzy i kubków. Były wykonane w sposób, który wręcz automatycznie wprawiał go w niesmak. Już jako dziecko marzył o tym, żeby je potłuc i będąc szczerym, teraz wcale się to nie zmniejszyło.
— Dobrze. Wezmę książki, a Ty... nie spędź tutaj całego popołudnia, dobrze? Dopiero co wróciłaś z pracy, musisz odpocząć. W razie czego wołaj, to przyjdę i pomogę — z tymi słowami na ustach, zaczął powoli zbierać wszystkie książki w kupę, a gdy już się to udało, rzucił na nie krótkie zaklęcie, dzięki któremu ustawiły się w ładny stosik, który tuż za nim opuścił pomieszczenie. Udał się z nimi do biblioteki, gdzie dokładnie przeczyścił kolejne tomiszcza, oceniając przy tym to, czy przedstawiały jakąkolwiek wartość.
— Może byliśmy wobec niego zbyt surowi i oschli? Zawsze staraliśmy się go ograniczać, a... jest naprawdę dobrym aurorem, Flo. Wiem, że czasem aż za bardzo nadstawia karku, ale serce ma w dobrym miejscu. Zawsze stara się pomagać ludziom. Głowę też ma na karku — dodał po chwili lekko zamyślonym głosem.
Zaśmiał się lekko, obrazując w głowie wizję siostry, która usilnie stara się utrzymać w porządku ogromną posiadłość. Tak, to zdecydowanie nie byłoby dobrym pomysłem, gdyby miała otrzymać taki dom.
— Sam też nie narzekam. Zarówno na mieszkanie jak i pensję. Zresztą, nigdy nie robiłem tego dla pieniędzy. Po prostu jest tylu ludzi, którzy potrzebują pomocy. Robi się tam coraz gorzej, wiesz? — dokończył i chociaż na początku wypowiedzi był rozbawiony, teraz jego nastrój poleciał w dół o kilka dobrych poziomów.
Nie chciał jednak, żeby udzieliło się to i jej, dlatego szybko złamał się kolejnego tematu.
— W takim razie ustaliliśmy, co stanie się z dywanem. Co do zastawy... tak, wezmę to na siebie. Powiem więcej, w razie czego powiem, że to ja je stłukłem. Po prostu już nie mogę na nie patrzeć. Pozbądźmy się ich. — Na samo wspomnienie tych wszystkich talerzy i kubków. Były wykonane w sposób, który wręcz automatycznie wprawiał go w niesmak. Już jako dziecko marzył o tym, żeby je potłuc i będąc szczerym, teraz wcale się to nie zmniejszyło.
— Dobrze. Wezmę książki, a Ty... nie spędź tutaj całego popołudnia, dobrze? Dopiero co wróciłaś z pracy, musisz odpocząć. W razie czego wołaj, to przyjdę i pomogę — z tymi słowami na ustach, zaczął powoli zbierać wszystkie książki w kupę, a gdy już się to udało, rzucił na nie krótkie zaklęcie, dzięki któremu ustawiły się w ładny stosik, który tuż za nim opuścił pomieszczenie. Udał się z nimi do biblioteki, gdzie dokładnie przeczyścił kolejne tomiszcza, oceniając przy tym to, czy przedstawiały jakąkolwiek wartość.
Koniec sesji