10.07.2023, 01:00 ✶
Głos Rookwooda wyrwał ją ze stanu zawieszenia, w którym się właśnie znalazła. Bo wspomnienie wizji, jaką roztoczył przed nią bogin, nie chciało się ulotnić; gorzej, zagnieździło się i była całkiem pewna, że przyczepiło się do niej na dłużej niż na tę chwilę, w której rozprawiała się z tym pieprzonym stworem.
Drgnęła, po czym otarła szybko oczy, zanim skupiła spojrzenie na Ulyssesie. Nie skomentowała nijak tego, co zdążyła zobaczyć – po co? Ot, kolejny sekret, jaki poznała i… na razie nawet się nie zastanawiała, czy może go w jakikolwiek sposób użyć.
Równie dobrze mogła go pogrzebać na wieki; zwłaszcza że była w stanie to zrozumieć. Strach przed własnymi rodzicami. Zależność od nich, z której tak ciężko się wyplątać. Ta sama zależność, co nie pozwoliła na odcięcie pępowiny, przez co uległa ich woli, a na jej palcu zalśniła obrączka – lecz wręczona nie przez tego mężczyznę, którego pragnęła od wielu lat.
- W porządku – stwierdziła, starając się robić dobrą minę do złej gry. Tak, Ulyssesie, mój koszmar wcale nie sprawił, że mam ochotę stąd uciec z krzykiem, wcale nie sprawił, że byłam gotowa rzucić się z tego mostu tu i teraz. I już mniejsza z tym, że śmierć w wodzie nie należy do przyjemnych…
- Powinnam dać radę przejść jeszcze kawałek – zawahała się, odwracając spojrzenie. Dokąd wiodła dalsza droga? Jak na razie nie natknęli się na nic aż tak niebezpiecznego, więc… kusiło. Bo skoro do tej pory zagrożenie się nie pojawiło, to istniała całkiem spora szansa, że jeśli zapuści się dalej, to nadal nie pojawi się nic, co mogłoby zrobić z niej przekąskę.
- Jeśli nie wrócę za godzinę... – wzruszyła ramionami. Rób, co chcesz. Szukaj, wracaj, cokolwiek – … nie ryzykuj, tylko wracaj – dodała i poszła dalej.
!E3
Drgnęła, po czym otarła szybko oczy, zanim skupiła spojrzenie na Ulyssesie. Nie skomentowała nijak tego, co zdążyła zobaczyć – po co? Ot, kolejny sekret, jaki poznała i… na razie nawet się nie zastanawiała, czy może go w jakikolwiek sposób użyć.
Równie dobrze mogła go pogrzebać na wieki; zwłaszcza że była w stanie to zrozumieć. Strach przed własnymi rodzicami. Zależność od nich, z której tak ciężko się wyplątać. Ta sama zależność, co nie pozwoliła na odcięcie pępowiny, przez co uległa ich woli, a na jej palcu zalśniła obrączka – lecz wręczona nie przez tego mężczyznę, którego pragnęła od wielu lat.
- W porządku – stwierdziła, starając się robić dobrą minę do złej gry. Tak, Ulyssesie, mój koszmar wcale nie sprawił, że mam ochotę stąd uciec z krzykiem, wcale nie sprawił, że byłam gotowa rzucić się z tego mostu tu i teraz. I już mniejsza z tym, że śmierć w wodzie nie należy do przyjemnych…
- Powinnam dać radę przejść jeszcze kawałek – zawahała się, odwracając spojrzenie. Dokąd wiodła dalsza droga? Jak na razie nie natknęli się na nic aż tak niebezpiecznego, więc… kusiło. Bo skoro do tej pory zagrożenie się nie pojawiło, to istniała całkiem spora szansa, że jeśli zapuści się dalej, to nadal nie pojawi się nic, co mogłoby zrobić z niej przekąskę.
- Jeśli nie wrócę za godzinę... – wzruszyła ramionami. Rób, co chcesz. Szukaj, wracaj, cokolwiek – … nie ryzykuj, tylko wracaj – dodała i poszła dalej.
!E3