10.07.2023, 01:50 ✶
Ulysses zmarszczył brwi, wsłuchując się w opis poczynań zjawy. Jak dla niego, brzmiało to nawet nie jak zachowanie ducha, ale jak jakiś rodzaj dalekiego echa, widzialne resztki odbitego minionego świata, z którym raczej nie można było się porozumieć. Coś, jak stale odgrywany spektakl, zacięta płyta, najpierw interesująca, z czasem irytująca powtarzalnością i nudna. Reakcja Sebastiana wskazywała jednak na to, że najwidoczniej takie duchy istniały i miał już z nimi do czynienia.
- Obserwowaliście go? – wtrącił. – Jak daleko sięga ta bańka, w której tkwi? Kilka minut? Kilka godzin? Kilka dni? Nie ma w niej żadnych, nawet najmniejszych odstępstw?
Ostatecznie pytał jednak bardziej jako ciekawski obserwator niż jako ktoś, kto posiadał jakąkolwiek specjalistyczną wiedze w temacie. Nie zamierzał wchodzić z butami w kompetencje Sebastiana i nawet nie chciał dawać mu do zrozumienia, że mógłby spróbować to zrobić.
W sprawie mugoli i tego, jak ich pojawienie się oczyściło to miejsce, nie wypowiadał się. Coś tam o tym zdążył już przeczytać w skardze napisanej przez Wellingtona. Swoją drogą, młodemu Rookwoodowi wydawało się mocno podejrzane, że ten wiedział o tym, ile się tutaj działo. Musiał mieć naprawdę dobre źródło informacji. Albo kogoś opłacał, kogoś kto pozostawał średnio lojalny wobec Shafiqów, albo miał jakieś wtyki w Mungo.
Tego dnia Ulysses wyglądał mało Ulyssesowo. Typowy dla siebie garnitur zastąpił czarnym golfem i eleganckimi spodniami. Najpewniej nadal wyróżniał się niewłaściwym do miejsca strojem, ale jak na siebie, naprawdę próbował się dopasować.
Przystanął, skupiając wzrok na ruinach budynku, o których wspominał Cathal. Patrzył na wystające z ziemi fragmenty przeciągle, słuchając toczącej się wśród zebranych rozmowy. Próbował wypatrzeć wzrokiem wspomniane drzwi.
- Kiedy je zobaczymy?
- Obserwowaliście go? – wtrącił. – Jak daleko sięga ta bańka, w której tkwi? Kilka minut? Kilka godzin? Kilka dni? Nie ma w niej żadnych, nawet najmniejszych odstępstw?
Ostatecznie pytał jednak bardziej jako ciekawski obserwator niż jako ktoś, kto posiadał jakąkolwiek specjalistyczną wiedze w temacie. Nie zamierzał wchodzić z butami w kompetencje Sebastiana i nawet nie chciał dawać mu do zrozumienia, że mógłby spróbować to zrobić.
W sprawie mugoli i tego, jak ich pojawienie się oczyściło to miejsce, nie wypowiadał się. Coś tam o tym zdążył już przeczytać w skardze napisanej przez Wellingtona. Swoją drogą, młodemu Rookwoodowi wydawało się mocno podejrzane, że ten wiedział o tym, ile się tutaj działo. Musiał mieć naprawdę dobre źródło informacji. Albo kogoś opłacał, kogoś kto pozostawał średnio lojalny wobec Shafiqów, albo miał jakieś wtyki w Mungo.
Tego dnia Ulysses wyglądał mało Ulyssesowo. Typowy dla siebie garnitur zastąpił czarnym golfem i eleganckimi spodniami. Najpewniej nadal wyróżniał się niewłaściwym do miejsca strojem, ale jak na siebie, naprawdę próbował się dopasować.
Przystanął, skupiając wzrok na ruinach budynku, o których wspominał Cathal. Patrzył na wystające z ziemi fragmenty przeciągle, słuchając toczącej się wśród zebranych rozmowy. Próbował wypatrzeć wzrokiem wspomniane drzwi.
- Kiedy je zobaczymy?