— Skupienia, tak... Trochę trudno o nie w obecnych czasach... Ale następnym razem będę lepiej przygotowany, obiecuję!
Trochę się spiął, gdy go złapała, ale się nie odsunął. Tak bardzo za nią tęsknił. Nie chciał jej już nigdy wypuszczać... ale nie mógł. Była wolnym ptakiem. Wyjawienie uczuć, jakie do niej żywił, tylko zniewoliłoby ją. Jej przeznaczeniem było podróżować po świecie. Jego również, ale ze zdecydowanie większymi przerwami na pracę w okolicy. Giovanni nie wyobrażał sobie połączenie tych dwóch stylów życia, znalezienia kompromisu. Ale to była tylko powierzchniowa wymówka. Tak naprawdę bał się wchodzić w jakikolwiek związek ze względu na swoją przypadłość. Nawet jeśli Kim znała Jonathana i akceptowała jego istnienie.
Wrócili do domu, a Gio zarzucał Kim propozycjami. Mogła pograć w szachy z jego ojcem, albo poploteczkować z jego matką, pobawić się w pokoju muzycznym, albo zakopać w bibliotece. Było wiele możliwości, ale z jakiegoś powodu nie proponował spędzania czasu z nim. Czuł, że to byłoby za dużo dla niego. Będzie jeszcze na to pora. Przecież Kim miała zostać na kilka kolejnych dni...