03.11.2022, 23:44 ✶
Niewiele było takich okazji, w trakcie których można było zobaczyć Patricka w smokingu, ogolonego na gładko, ze starannie uczesanymi włosami i w butach błyszczących od pasty. A jednak bal u Longbottomów wydawał się właściwą okazją do właśnie takiego, trochę przesadzonego wyglądu. I dlatego Steward dokładnie tak się prezentował, gdy pokazywał zaproszenie jednemu z ochroniarzy.
- Jeśli nadarzy się okazja, przyniosę wam butelkę ognistej whisky – obiecał bezczelnie, zanim zabrał swoje zaproszenie i wszedł do środka. Przelotnie zastanowił się, czy Longbottomowie zapłaciliby ochronie, gdyby rzeczywiście pomógł im w upiciu się.
Steward nie za często bywał w domu Brenny i Ericka, toteż całkiem ostentacyjnie rozejrzał się po wnętrzu, może trochę okiem człowieka, który dziwi się, że ktoś potrzebował aż tak dużego domu do mieszkania, a naprawdę tylko po to, by wyłapać czarodziejów i czarownice, którzy przybyli tu dzisiaj. Miał nadzieję, że nie został zaproszony tylko dlatego, że był aurorem i spodziewano się tu jakichś większych kłopotów.
Czy szukał znajomych twarzy? Może trochę. Wiedział na pewno, że spotka tu rodzeństwo Longbottomów, ale zdawał sobie również sprawę, że akurat oni będą tego wieczoru najbardziej obleganym duetem. Zakładał, że przynajmniej trzy czwarte gości będzie próbowało najpierw dopaść do Brenny a potem przywitać się z jej bratem. Kiwał uprzejmie głową tym, których rozpoznawał, kontrolnie szukając przy okazji punktu, z którego mógłby odebrać coś mocniejszego do wypicia.
Pomachał ręką na powitanie Brennie, a potem skierował się w stronę Mavelle. Obrzucił ją zaintrygowanym spojrzeniem.
- Dzień dobry, szukam gdzieś Mavelle, taka chodząca w spodniach, trochę rozczochrana – zaczął, uśmiechając się z każdym słowem coraz szerzej. – Ślicznie wyglądasz – skomplementował ją.
- Jeśli nadarzy się okazja, przyniosę wam butelkę ognistej whisky – obiecał bezczelnie, zanim zabrał swoje zaproszenie i wszedł do środka. Przelotnie zastanowił się, czy Longbottomowie zapłaciliby ochronie, gdyby rzeczywiście pomógł im w upiciu się.
Steward nie za często bywał w domu Brenny i Ericka, toteż całkiem ostentacyjnie rozejrzał się po wnętrzu, może trochę okiem człowieka, który dziwi się, że ktoś potrzebował aż tak dużego domu do mieszkania, a naprawdę tylko po to, by wyłapać czarodziejów i czarownice, którzy przybyli tu dzisiaj. Miał nadzieję, że nie został zaproszony tylko dlatego, że był aurorem i spodziewano się tu jakichś większych kłopotów.
Czy szukał znajomych twarzy? Może trochę. Wiedział na pewno, że spotka tu rodzeństwo Longbottomów, ale zdawał sobie również sprawę, że akurat oni będą tego wieczoru najbardziej obleganym duetem. Zakładał, że przynajmniej trzy czwarte gości będzie próbowało najpierw dopaść do Brenny a potem przywitać się z jej bratem. Kiwał uprzejmie głową tym, których rozpoznawał, kontrolnie szukając przy okazji punktu, z którego mógłby odebrać coś mocniejszego do wypicia.
Pomachał ręką na powitanie Brennie, a potem skierował się w stronę Mavelle. Obrzucił ją zaintrygowanym spojrzeniem.
- Dzień dobry, szukam gdzieś Mavelle, taka chodząca w spodniach, trochę rozczochrana – zaczął, uśmiechając się z każdym słowem coraz szerzej. – Ślicznie wyglądasz – skomplementował ją.