10.07.2023, 21:08 ✶
Dora Beltane opuściła wcześnie. Zdążyła obiec wszelkie stoiska i udać się do domu, znikając za drzwiami posiadłości Longbottomów niedługo przed tym, kiedy zapadł zmrok. Wieści o tym, co właściwie się stało, przyszły szybko - sąsiad powiedział sąsiadowi, a poranna wrzawa skupiała się na znalezieniu tylu rąk do pomocy, ile tylko się dało. A ona, ona do tej pomocy paliła się jak nikt.
Od rana starała się pomagać w polowym szpitalu rozstawionym na polanie. Podawała, przynosiła, przekazywała słowa z jednych ust do drugich, w ten sposób zajmując sobie dzień. Była zmęczona, ale też odczuwała dość wyraźną ulgę, uświadamiając sobie, że Longbottomowie byli cali i zdrowi. Przynajmniej w większości.
Potem, mimo że zmęczona, postanowiła zgłosić się do przeszukiwania lasu, ufając że chociaż trochę uda jej się pomóc w prowadzonych poszukiwaniach.
- Dobry wieczór - uśmiechnęła się do swojego partnera lekko, acz w nieco zmęczony sposób. Spojrzenie prześlizgnęło się po jego nietypowej aparycji, jednak jeśli ta wywołała w niej jakieś zmieszanie, Crawley nie dała tego po sobie poznać. - Miło mi, Dorothea Crawford, ale może mi pan mówić Dora. - dygnęła leciutko, może nieco niedbale, odgarniając włosy za ramię i kiwając głową. Tak, mogli ruszać. Skierowała swoje kroki w kierunku lasu w ślad za towarzyszącym jej mężczyzną.
!F6
Od rana starała się pomagać w polowym szpitalu rozstawionym na polanie. Podawała, przynosiła, przekazywała słowa z jednych ust do drugich, w ten sposób zajmując sobie dzień. Była zmęczona, ale też odczuwała dość wyraźną ulgę, uświadamiając sobie, że Longbottomowie byli cali i zdrowi. Przynajmniej w większości.
Potem, mimo że zmęczona, postanowiła zgłosić się do przeszukiwania lasu, ufając że chociaż trochę uda jej się pomóc w prowadzonych poszukiwaniach.
- Dobry wieczór - uśmiechnęła się do swojego partnera lekko, acz w nieco zmęczony sposób. Spojrzenie prześlizgnęło się po jego nietypowej aparycji, jednak jeśli ta wywołała w niej jakieś zmieszanie, Crawley nie dała tego po sobie poznać. - Miło mi, Dorothea Crawford, ale może mi pan mówić Dora. - dygnęła leciutko, może nieco niedbale, odgarniając włosy za ramię i kiwając głową. Tak, mogli ruszać. Skierowała swoje kroki w kierunku lasu w ślad za towarzyszącym jej mężczyzną.
!F6
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.