04.11.2022, 00:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 01:37 przez Morgana le Fay.)
Przed balem nie dało się uciec, choćby nie wiadomo jak nie próbowała. Szczegół, że naprawdę nie usiłowała się wymigać – nie miała służby w tym dniu, a zostawić kuzynostwo z całą organizacją balu to tak trochę nie wypadało, biorąc pod uwagę, że korzystała z dobrego serca Longbottomów, zamieszkując pod ich dachem.
Toteż nie dość, że nie próbowała umknąć, to jeszcze oferowała się z pomocą. W efekcie od samego rana Brenna ganiała Mav, każąc pomagać przy tym czy tamtym. Ale nie to było najgorsze – na końcu padł rozkaz odpowiedniego prezentowania się. Sprawa niebywale ciężka, ponieważ Bonesówna miała swoje gusta i guściki, a jakże, tyle że średnio przystające do tego, co wypadało włożyć na siebie, żeby godnie reprezentować ten dom. I nie, ku rozczarowaniu Mavelle, kuzynka absolutnie i z całą stanowczością, na jaką ją było stać, nie zgodziła się na mugolskie spodnie.
Szkoda, w końcu były całkiem wygodne i rozwiązałyby problem pałętającego się między nogami materiału.
Niemniej smutne oczy nie wywarły żadnego wrażenia i nie skruszyły serca kuzynki. Chyba żeby za jego skruszenie uznać fakt, iż ta wpadła do pokoju Mav i wcisnęła jej sukienkę. Całkiem ładną, jasną, kontrastującą z urodą. I całkiem prostą, pozbawioną sterty ozdób. Cóż więc pozostało?
Zrobić dobrą minę do złej gry, wcisnąć się w kieckę, jak przykazano, i spędzić dobrą chwilę przed lustrem, żeby przeobrazić się w zupełnie inną istotę, niż była na co dzień.
Znalazłszy się już we właściwej sali, starała się nie plątać zanadto kuzynostwu pod nogami, biorąc pod uwagę, że jako gospodarze balu, mieli teraz na głowie wiele obowiązków. Pozostawała jednak w zasięgu wzroku, na wypadek gdyby okazała się być do czegoś potrzebną. Bal się zaczynał, owszem, co nie oznaczało, iż nie pojawią się kwestie, co do których przyda się dodatkowa para rąk.
Gdzieś po drodze puściła oczko do Erika, łącząc je z promiennym uśmiechem, by dodać otuchy. Machina została wprawiona w ruch, nie dało się jej teraz zatrzymać; teraz już pozostawało jedynie przeć przed siebie i odegrać swoją rolę jak należy.
- Myślę, że o Mavelle powinieneś spytać Brennę – odparła lekkim tonem, zwracając się do Patricka, gdy ten niej podszedł – Dzień dobry, czy ja pana w ogóle znam? – dodała jeszcze, po czym się wyszczerzyła w szerokim uśmiechu – Dziękuję. I wiesz co? Wyglądasz tak, że to wręcz trzeba uwiecznić – oświadczyła, przemycając komplement między wierszami.
Och, może potem, jeśli postanowią uciec od tłumu. Małe accio, chwila spokoju… w teorii da się zrobić, pytanie jak z praktyką!
Toteż nie dość, że nie próbowała umknąć, to jeszcze oferowała się z pomocą. W efekcie od samego rana Brenna ganiała Mav, każąc pomagać przy tym czy tamtym. Ale nie to było najgorsze – na końcu padł rozkaz odpowiedniego prezentowania się. Sprawa niebywale ciężka, ponieważ Bonesówna miała swoje gusta i guściki, a jakże, tyle że średnio przystające do tego, co wypadało włożyć na siebie, żeby godnie reprezentować ten dom. I nie, ku rozczarowaniu Mavelle, kuzynka absolutnie i z całą stanowczością, na jaką ją było stać, nie zgodziła się na mugolskie spodnie.
Szkoda, w końcu były całkiem wygodne i rozwiązałyby problem pałętającego się między nogami materiału.
Niemniej smutne oczy nie wywarły żadnego wrażenia i nie skruszyły serca kuzynki. Chyba żeby za jego skruszenie uznać fakt, iż ta wpadła do pokoju Mav i wcisnęła jej sukienkę. Całkiem ładną, jasną, kontrastującą z urodą. I całkiem prostą, pozbawioną sterty ozdób. Cóż więc pozostało?
Zrobić dobrą minę do złej gry, wcisnąć się w kieckę, jak przykazano, i spędzić dobrą chwilę przed lustrem, żeby przeobrazić się w zupełnie inną istotę, niż była na co dzień.
Znalazłszy się już we właściwej sali, starała się nie plątać zanadto kuzynostwu pod nogami, biorąc pod uwagę, że jako gospodarze balu, mieli teraz na głowie wiele obowiązków. Pozostawała jednak w zasięgu wzroku, na wypadek gdyby okazała się być do czegoś potrzebną. Bal się zaczynał, owszem, co nie oznaczało, iż nie pojawią się kwestie, co do których przyda się dodatkowa para rąk.
Gdzieś po drodze puściła oczko do Erika, łącząc je z promiennym uśmiechem, by dodać otuchy. Machina została wprawiona w ruch, nie dało się jej teraz zatrzymać; teraz już pozostawało jedynie przeć przed siebie i odegrać swoją rolę jak należy.
- Myślę, że o Mavelle powinieneś spytać Brennę – odparła lekkim tonem, zwracając się do Patricka, gdy ten niej podszedł – Dzień dobry, czy ja pana w ogóle znam? – dodała jeszcze, po czym się wyszczerzyła w szerokim uśmiechu – Dziękuję. I wiesz co? Wyglądasz tak, że to wręcz trzeba uwiecznić – oświadczyła, przemycając komplement między wierszami.
Och, może potem, jeśli postanowią uciec od tłumu. Małe accio, chwila spokoju… w teorii da się zrobić, pytanie jak z praktyką!
400