Mimo, że nie przestawał żartować i rzucać durnych, niewłaściwych komentarzy, stwierdzenie że dobry humor go nie opuszczał było raczej dalekie od prawdy. Czarny humor i nawijanie pozwalały zmniejszyć napięcie oraz stres, który towarzyszył mu od samego początku, gdy tylko wszedł do lasu. Miał wprawę w poruszaniu się po lesie, czuł się w nim dobrze, znacznie lepiej niż w centrum Londynu. Być może z powodu zdobytego z biegiem lat doświadczeniem wiedział doskonale, co może na nich czyhać i jak bardzo mogą mieć przejebane, gdy tylko znajdą się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Tym bardziej, że po Sabacie w kniei mogło roić się od tych pojebów w maskach, którzy na wieść że mają do czynienia z mugolakiem, dostaną piany z ust.
Daleko było mu do geniuszu, jednak Vincent nie był głupi. Miał świadomość tego, że jego śmierć nie będzie spokojna. Nie umrze we własnym łóżku jako stary dziadek na emeryturze, otoczony swoją liczną rodziną - rodzeństwem swoim, rodzeństwem żony, gromadą ich dzieci oraz wnucząt. Zdecydowanie jednak nie spieszyło mu się do Pani Matki.
- Chuj nie jest owalny, Yaxley. Choć aż jestem ciekawy, jakie chuje widziałaś w swoim życiu, jeżeli masz takie doświadczenia - odpowiedział, kompletnie nieświadomy głupot, jakie wygadywał. To na pewno był stres i nieudolna próba zmniejszenia napięcia. - Chociaż nie, to źle brzmi. Nie opowiadaj mi proszę o tym - dodał szybko. Okazało się, że wiedza Gerry na temat starożytnych run jest tak samo imponująca jak jego - czyli wcale. No to... problem? Pan Torsik również nie wydawał się zbyt pomocny.
- Kurwa mać - mruknął, gdy dotarło do niego, że to faktycznie pajęczyna. Gdy tylko dobiegł do niego dźwięk tuptania (dużej ilości włochatych stópek????), odruchowo machnął różdżką, chcąc wyczarować kopułę ochronną. Na wszelki wypadek.
Akcja nieudana
Kształtowanie: wyczarowanie ochronnej tarczy dla siebie i swojej koleżanki
!C2scenariusz3