11.07.2023, 13:29 ✶
Cały ten czas, kiedy Alastor namiętnie studiował każdy element obrazu poza tym najistotniejszym, Eden nie podążała wzrokiem razem z nim, lecz patrzyła na twarz aurora wyczekująco. Spojrzenie miała uporczywe; gdzieś w oczach kobiety tańczyła nutka irytacji, że nie dostrzega oczywistego. Wrodzona zołza dosłownie targała trzewiami Lestrange, by zapytać, czy jest może ślepy, ale na szczęście zdrowy rozsądek przypominał, że po pierwsze temu panu niekoniecznie chcemy dopiec, bo nie dość, że go chyba lubimy, to jeszcze jest zwyczajnie zbyt dobrym człowiekiem, by dostrzec wskazówkę czarnoksiężnika. Po drugie - zwracanie uwagi na fakt, że Eden ten zaszczyt kopnął, też nie było jej na rękę. Nie chodziło nawet o konsekwencje ministerialne (i było to dla niej szokiem), ale przede wszystkim nie chciała, by Alastor się na niej zawiódł.
Po chwili dotarło do niej, że choć intencje miała zgoła inne, to gapi się na niego w sposób nieprzyzwoity, i Bridgers, o ile nie była również w pełni skupiona na badaniu obrazu, może zinterpretować to nie tak, jak należy. Toteż wróciła wzrokiem do obrazu, wodząc wzrokiem za palcami Moody’ego. Zrobiła to akurat w momencie, kiedy opuszkami przejechał po okienku, a światełko zamrugało i zniknęło. Otworzyła szeroko oczy, prostując się jak struna; nie mogła przewidzieć, co się stanie, ale miała złe przeczucia. Spodziewała się, że obraz jest przejściem, ale dokąd? Mieli do czynienia z czarnoksiężnikiem, więc raczej nie wylądują na łące z kwiatkami. A nawet jeśli, to te kwiaty prawdopodobnie będą mięsożerne.
Tak czy siak, przez moment nic się nie działo. Chciała wypuścić powietrze z ulgą, widząc, że dotyk Alastora nie otworzył bram do piekieł, ale z drugiej strony nie dawało jej to spokoju. Miała wrażenie, że to cisza przed burzą. Światełko musiało coś wskazywać, cokolwiek by to nie było. Mimo czyhającego niebezpieczeństwa ciekawość Eden wygrała i odruchowo dotknęła domku, przejeżdżając po nim kciukiem. Obraz zafalował, co sprawiło, że mimowolnie zrobiła krok do tyłu.
Na próżno.
Nagłe objęcia wody nie były czymś, czego się spodziewała. Oczekiwała twardego upadku, który złamie im karki. Niemniej spotkanie z głębinami było równie nieprzyjemne, bo Eden nigdy nie nauczyła się pływać - zawsze była typem osoby, która brzydzi się jezior, rzek i innych akwenów, gdzie woda jest nie tylko zimna, ale i zwyczajnie nieprzyjemna. Zanim więc Moody wyciągnął ją gwałtownie na powierzchnię, zdążyła się nałykać nerwów, paniki oraz brei, w której pływali.
Oparła się na łokciach ze zwieszoną głową, wykaszlując całą wodę z piersi. Mokre włosy przybrały nieprzyjemny kolor brudnego blondu i przylepiły się do ciała, oplątując ją niczym dzikie pnącza. Miała wrażenie, że wygląda obrzydliwie i tak też się czuła.
Kiedy blask światła rozbłysł tuż przy jej głowie, zwróciła w tym kierunku twarz. Wytarła usta, spoglądając na Alastora w taki sposób, jakby nie wyjął jej z wody, a ściągnął z krzyża. Była widocznie wdzięczna, ale jednak rozważała powrót do bezkresnego zbiornika przed nimi i dokończenia tego, czego woda nie zdołała.
- Wiedziałam, że ten dzień byłby dobry, gdybym nie przyszła do tego mieszkania. Wyczułam pismo nosem - oświadczyła wreszcie chrypliwym głosem, którego brzmienie ewidentnie sugerowało, że nie pozbyła się jeszcze całej wody z gardła. - Dziękuję. - Przypomniała sobie o manierach dopiero po salwie narzekania, dochodząc do wniosku, że gdyby nie odruch ratowniczy Moody’ego, skończyłaby na dnie bez oznak życia. Podciągnęła kolana i wspierając się na dłoniach wstała z podłogi, a następnie podała rękę Alkowi.
- Znowu razem przeciwko złu - oznajmiła, czując nawracającą falę wspomnień z czasów, kiedy byli partnerami. Wolną ręką odgarnęła włosy z twarzy i zarzuciła je do tyłu. - Jak za starych dobrych czasów, co? - Uśmiechnęła się pod nosem, choć sytuacja nie powinna wywoływać w niej radości.
Po chwili dotarło do niej, że choć intencje miała zgoła inne, to gapi się na niego w sposób nieprzyzwoity, i Bridgers, o ile nie była również w pełni skupiona na badaniu obrazu, może zinterpretować to nie tak, jak należy. Toteż wróciła wzrokiem do obrazu, wodząc wzrokiem za palcami Moody’ego. Zrobiła to akurat w momencie, kiedy opuszkami przejechał po okienku, a światełko zamrugało i zniknęło. Otworzyła szeroko oczy, prostując się jak struna; nie mogła przewidzieć, co się stanie, ale miała złe przeczucia. Spodziewała się, że obraz jest przejściem, ale dokąd? Mieli do czynienia z czarnoksiężnikiem, więc raczej nie wylądują na łące z kwiatkami. A nawet jeśli, to te kwiaty prawdopodobnie będą mięsożerne.
Tak czy siak, przez moment nic się nie działo. Chciała wypuścić powietrze z ulgą, widząc, że dotyk Alastora nie otworzył bram do piekieł, ale z drugiej strony nie dawało jej to spokoju. Miała wrażenie, że to cisza przed burzą. Światełko musiało coś wskazywać, cokolwiek by to nie było. Mimo czyhającego niebezpieczeństwa ciekawość Eden wygrała i odruchowo dotknęła domku, przejeżdżając po nim kciukiem. Obraz zafalował, co sprawiło, że mimowolnie zrobiła krok do tyłu.
Na próżno.
Nagłe objęcia wody nie były czymś, czego się spodziewała. Oczekiwała twardego upadku, który złamie im karki. Niemniej spotkanie z głębinami było równie nieprzyjemne, bo Eden nigdy nie nauczyła się pływać - zawsze była typem osoby, która brzydzi się jezior, rzek i innych akwenów, gdzie woda jest nie tylko zimna, ale i zwyczajnie nieprzyjemna. Zanim więc Moody wyciągnął ją gwałtownie na powierzchnię, zdążyła się nałykać nerwów, paniki oraz brei, w której pływali.
Oparła się na łokciach ze zwieszoną głową, wykaszlując całą wodę z piersi. Mokre włosy przybrały nieprzyjemny kolor brudnego blondu i przylepiły się do ciała, oplątując ją niczym dzikie pnącza. Miała wrażenie, że wygląda obrzydliwie i tak też się czuła.
Kiedy blask światła rozbłysł tuż przy jej głowie, zwróciła w tym kierunku twarz. Wytarła usta, spoglądając na Alastora w taki sposób, jakby nie wyjął jej z wody, a ściągnął z krzyża. Była widocznie wdzięczna, ale jednak rozważała powrót do bezkresnego zbiornika przed nimi i dokończenia tego, czego woda nie zdołała.
- Wiedziałam, że ten dzień byłby dobry, gdybym nie przyszła do tego mieszkania. Wyczułam pismo nosem - oświadczyła wreszcie chrypliwym głosem, którego brzmienie ewidentnie sugerowało, że nie pozbyła się jeszcze całej wody z gardła. - Dziękuję. - Przypomniała sobie o manierach dopiero po salwie narzekania, dochodząc do wniosku, że gdyby nie odruch ratowniczy Moody’ego, skończyłaby na dnie bez oznak życia. Podciągnęła kolana i wspierając się na dłoniach wstała z podłogi, a następnie podała rękę Alkowi.
- Znowu razem przeciwko złu - oznajmiła, czując nawracającą falę wspomnień z czasów, kiedy byli partnerami. Wolną ręką odgarnęła włosy z twarzy i zarzuciła je do tyłu. - Jak za starych dobrych czasów, co? - Uśmiechnęła się pod nosem, choć sytuacja nie powinna wywoływać w niej radości.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~