Dorastając w czystokrwistej rodzinie czarodziejów. Obserwując otoczenie, świat i ludzi, można było wyciągać wnioski, w jakich czasach się żyje i jak się wszystko zmienia. Opowieści ojca, dyscyplina matki, ukształtowały Nicholasa na odpowiedniego dziedzica rodziny, który po ojcu mógłby przejść interesy oraz spłodzić dziedzica. Gdy nie był już jedynakiem, a na świat przyszło jego rodzeństwo. Państwo Yaxley nie musieli się przejmować przyszłością ich rodu. Nicholas z obserwacji i zebranego dotychczas doświadczenia, uznał że nie należy do niczego i nikogo przywiązywać się jakimikolwiek uczuciami. Nie było w nim żadnego smutku czy radości. Miłości i ciepła. Nie ulegał, bywał nieustępliwy. Miał swoje racje. Jeżeli dla kogoś wydawał się być niebezpieczny, to lepiej dla niego, aby nie wchodził mu w drogę. Im większy dystans, bezpieczniej dla tej osoby.
Do biura panny Flint przybył tylko w celu dostarczenia dokumentów. Nie spodziewał się usłyszeć od niej uwag lekarskich. Był zaskoczony jej słowami, choć nie okazywał za bardzo po sobie. Kiedy dziewczyna odebrała od niego dokumenty, on z kolei od niej chusteczkę. Przyłożył do nosa, ścierając krew, po czym spojrzał na zabrudzony materiał. Przeklął w myślach, że aż tak widać po nim jak stan choroby się uwidocznił. Flint trafnie oceniła jego wygląd od strony medycznej, zauważając więcej niż przeciętny pracownik Ministerstwa. Takie oczywiste rzeczy, jak teleportacja czy podróż przez kominek w takim stanie, nie była dla niego wskazana. Nicholas doskonale o tym wiedział, ale nie był osobą, która chwali się chorobą. Wiedzą Ci, co powinni wiedzieć. Nie chciał litości ani współczucia. To by oznaczało, że jest słaby.
- Jestem pod wrażeniem analizy medycznej, przez spojrzenie na drugą osobę. Zapewniam, że nie zamierzam użyć teleportacji ani kominka.Tymi słowami chciał uspokoić Cynthię i zdusić jej nalegania, aby odpuściła. Po co chciała go przetrzymywać w burze, oferując herbatę? Wykorzystując jeszcze fakt, że choroba mu się odezwała.
Organizm jednak zmusił go do chwycenia za oparcie krzesła, jako podparcia. Przyłożył chusteczkę do nosa, gdyż krew znów spłynęła. Westchnął z rezygnacją przymykając powieki. Wygrała. Zgodnie z jej zaleceniem, usiadł na wolnym krześle. Przecenił swoje możliwości? Może gdyby nie przesiadywał dodatkowych godzin w pracy a od razu udał do swojego mieszkania, nawrót choroby nie miałby miejsca tutaj.