13.07.2023, 00:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2023, 00:15 przez Mavelle Bones.)
Odrobina prywatności zawsze była dobrym pomysłem. Wprawdzie Patrickowi ufała i zapewne dałaby się za niego pokroić czy nawet poszłaby za nim w ogień – no bo hej, nie tylko go ceniła jako przyjaciela, ale i też był bardzo istotny z zupełnie innego punktu widzenia, którego Victoria nie była świadoma.
I dokładnie z tego powodu tak bardzo chciała, żeby odpuścił, zawrócił, wycofał się, póki miał szansę. Ale oczywiście nie mogła go tak po prostu ogłuszyć i związać, żeby się nie pchał, gdzie nie trzeba (i co z tego, że sama się pchała? Tak, po części hipokryzja, a po części… generałowie zwykle zostawali z tyłu, nie szli zaś w pierwszych szeregach). Może powinna go nawet za to ochrzanić?
Ale znów: na pewno nie tutaj. Nie z Victorią obok, nie w momencie, gdy prawie każdy mógł się tu wparować ot tak, bez niczego. Tak, prywatność nie tylko była dobrym pomysłem – ale i też czymś bardzo pożądanym.
- … dobrze – wymamrotała, opadając z westchnięciem na łóżko. Nie teraz, świetnie, później. Może się uda zagłębić w naturę tego cholernego zaklęcia, które odczuwała tak, jakby założono jej kaganiec czy knebel – i to bardzo wybiórczo. Co, oczywiście, budziło też złość. Tak, zdecydowanie jeszcze mu pokaże… kiedyś.
Czy Victoria miała rację twierdząc, że wtedy by nie wrócili? Być może, z drugiej strony… czy nie przejście tych prób tym bardziej oznaczałoby brak powrotu? Bo co, jeśli ten wybór, który musieli podjąć, był właśnie taką próbą? Mogli przecież się poddać bądź… no właśnie.
- Wyciągną go z tego – spróbowała podnieść Victorię na duchu, owijając się porządniej kocem. Tak. Tylko to pozostawało – wiara, że się uda. Teraz najlepsze, co mogli zrobić, to po prostu… odpoczywać. Dochodzić do siebie. Bo wciąż ich stan pozostawał wiele do żczenia, a przynajmniej Mavelle miała mnóstwo zastrzeżeń o kondycji swojego ciała i tego, jak bardzo mogła mu (nie)ufać.
Drzemki przeplatane pobudkami, rozmowami. Czasem zajrzał uzdrowiciel, czasem do uszu docierały strzępy (lub węcej niż strzępy) rozmów, czasem zajrzał ktoś bliższy…
… i tak minuta za minutą, godzina za godziną, czas zdawał się wlec w nieskończoność. Niemniej ostatecznie nadszedł wieczór, a wraz z nim – pora na opuszczenie szpitala i stawienie czoła nowemu światu.
I dokładnie z tego powodu tak bardzo chciała, żeby odpuścił, zawrócił, wycofał się, póki miał szansę. Ale oczywiście nie mogła go tak po prostu ogłuszyć i związać, żeby się nie pchał, gdzie nie trzeba (i co z tego, że sama się pchała? Tak, po części hipokryzja, a po części… generałowie zwykle zostawali z tyłu, nie szli zaś w pierwszych szeregach). Może powinna go nawet za to ochrzanić?
Ale znów: na pewno nie tutaj. Nie z Victorią obok, nie w momencie, gdy prawie każdy mógł się tu wparować ot tak, bez niczego. Tak, prywatność nie tylko była dobrym pomysłem – ale i też czymś bardzo pożądanym.
- … dobrze – wymamrotała, opadając z westchnięciem na łóżko. Nie teraz, świetnie, później. Może się uda zagłębić w naturę tego cholernego zaklęcia, które odczuwała tak, jakby założono jej kaganiec czy knebel – i to bardzo wybiórczo. Co, oczywiście, budziło też złość. Tak, zdecydowanie jeszcze mu pokaże… kiedyś.
Czy Victoria miała rację twierdząc, że wtedy by nie wrócili? Być może, z drugiej strony… czy nie przejście tych prób tym bardziej oznaczałoby brak powrotu? Bo co, jeśli ten wybór, który musieli podjąć, był właśnie taką próbą? Mogli przecież się poddać bądź… no właśnie.
- Wyciągną go z tego – spróbowała podnieść Victorię na duchu, owijając się porządniej kocem. Tak. Tylko to pozostawało – wiara, że się uda. Teraz najlepsze, co mogli zrobić, to po prostu… odpoczywać. Dochodzić do siebie. Bo wciąż ich stan pozostawał wiele do żczenia, a przynajmniej Mavelle miała mnóstwo zastrzeżeń o kondycji swojego ciała i tego, jak bardzo mogła mu (nie)ufać.
Drzemki przeplatane pobudkami, rozmowami. Czasem zajrzał uzdrowiciel, czasem do uszu docierały strzępy (lub węcej niż strzępy) rozmów, czasem zajrzał ktoś bliższy…
… i tak minuta za minutą, godzina za godziną, czas zdawał się wlec w nieskończoność. Niemniej ostatecznie nadszedł wieczór, a wraz z nim – pora na opuszczenie szpitala i stawienie czoła nowemu światu.
Koniec sesji