15.07.2023, 22:19 ✶
Żarty żartami, ale w tym, jakkolwiek by nie patrzeć, Brenna zdecydowanie miała rację – z nich dwóch Mavelle lepiej szczerzyła kły i „przekonywała” delikwentów metodami mało dyplomatycznymi, opierającymi się na strachu.
- Tak, dokładnie tak – zgodziła się bez mrugnięcia okiem – Niby nie, ale jeśli okaże się, że trzeba... – wzruszyła ramionami. Choć z drugiej strony – był tu i teraz incognito, może lepiej areszt odłożyć na później, nawet jeśli przyłapałyby go teraz na warzeniu czegoś mocno nielegalnego. Ot, priorytetem w tej chwili były informacje, nie zapełnianie aresztu coraz to kolejnymi delikwentami.
Podążyła za Brenną; gdyby należała do bardziej wydelikaconych osób, to zapewne właśnie po prostu by ją cofnęło – podwórze nie zachęcało do wejścia głębiej, to pewne. W zasadzie nie tylko by ją cofnęło – nawet nie bylaby wtedy brygadzistką; jakkolwiek by nie patrzeć, w tym zawodzie trzeba było cechować się mocnym żołądkiem.
- Jakie są szanse, że po prostu wyszedł? – mruknęła cicho, gdy drzwi się nie otwierały o wiele za długo. Samo to w sobie odpalało alarmowy dzwonek w głowie, z drugiej strony…. Nie musiał siedzieć cały czas w swoim domu, prawda? Sprawunki na mieście, mniej lub bardziej legalne, konieczność pozyskania jakiegoś składnika, równie dobrze mógł nawet cierpieć na dolegliwości irytującej natury i siedzieć w ustronnym miejscu, przez co dotarcie do drzwi było problematyczne. Odpowiedź Longbottom nie musiała paść – bo zaraz się jednak okazało, że Jenkins siedział w swojej norze. I praktycznie od razu widać było, że tak łatwo to nie pójdzie. Na wszelki wypadek dyskretnie – po raz kolejny – upewniła się, że jest w stanie bez problemu sięgnąć po różdżkę. Na sprawdzaniu się nie skończyło – „towarzyska” wizyta właśnie wybuchła z hukiem. „Pacjent” nie był sam, a jego gość…
… Brenna na nią wpadła – odskoczyła, starając się złapać równowagę i nie spaść z tych cholernych schodów, jednocześnie wyszarpując własną różdżkę i ciskając oszałamiaczem w stronę delikwenta, który nie otrzymał zaproszenia na dzisiejsze spotkanie,,
!longbottom3
- Tak, dokładnie tak – zgodziła się bez mrugnięcia okiem – Niby nie, ale jeśli okaże się, że trzeba... – wzruszyła ramionami. Choć z drugiej strony – był tu i teraz incognito, może lepiej areszt odłożyć na później, nawet jeśli przyłapałyby go teraz na warzeniu czegoś mocno nielegalnego. Ot, priorytetem w tej chwili były informacje, nie zapełnianie aresztu coraz to kolejnymi delikwentami.
Podążyła za Brenną; gdyby należała do bardziej wydelikaconych osób, to zapewne właśnie po prostu by ją cofnęło – podwórze nie zachęcało do wejścia głębiej, to pewne. W zasadzie nie tylko by ją cofnęło – nawet nie bylaby wtedy brygadzistką; jakkolwiek by nie patrzeć, w tym zawodzie trzeba było cechować się mocnym żołądkiem.
- Jakie są szanse, że po prostu wyszedł? – mruknęła cicho, gdy drzwi się nie otwierały o wiele za długo. Samo to w sobie odpalało alarmowy dzwonek w głowie, z drugiej strony…. Nie musiał siedzieć cały czas w swoim domu, prawda? Sprawunki na mieście, mniej lub bardziej legalne, konieczność pozyskania jakiegoś składnika, równie dobrze mógł nawet cierpieć na dolegliwości irytującej natury i siedzieć w ustronnym miejscu, przez co dotarcie do drzwi było problematyczne. Odpowiedź Longbottom nie musiała paść – bo zaraz się jednak okazało, że Jenkins siedział w swojej norze. I praktycznie od razu widać było, że tak łatwo to nie pójdzie. Na wszelki wypadek dyskretnie – po raz kolejny – upewniła się, że jest w stanie bez problemu sięgnąć po różdżkę. Na sprawdzaniu się nie skończyło – „towarzyska” wizyta właśnie wybuchła z hukiem. „Pacjent” nie był sam, a jego gość…
… Brenna na nią wpadła – odskoczyła, starając się złapać równowagę i nie spaść z tych cholernych schodów, jednocześnie wyszarpując własną różdżkę i ciskając oszałamiaczem w stronę delikwenta, który nie otrzymał zaproszenia na dzisiejsze spotkanie,,
!longbottom3