15.07.2023, 22:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.07.2023, 22:54 przez Brenna Longbottom.)
Wszystko działo się błyskawicznie.
Jenkins dobył różdżki, Mavelle dobyła różdżki i... zamarła nagle, wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Już w kolejnej sekundzie trzy rzeczy wydarzyły się jednocześnie.
Poszukiwany - Harold Swift, którego sprawę prowadziła dwójka znajomych Bumowców - wycelował w Brennę i cisnął zaklęcie.
Jenkins - rzucił czar w Mavelle.
A Mavelle... straciła przytomność: upadła z hukiem na ziemię, nietknięta przez zaklęcie Jenkinsa, nie podejmując próby obrony. Schwytana w szpony przeszłości, nie swoich wspomnień, zapadła się w wizji. Czar, mający trafić w nią, przeleciał górą, gdy ona się przewróciła.
Cichy okrzyk wydostał się z ust Brenny, chyba bardziej wywołany myślą, że Mavelle oberwała (jeszcze nie dotarło do Longbottom w pełni, że czar uderzył w balustradę, nie Bones, że to nie przez niego straciła przytomność) niż o tym, że w jej stronę też leci czar. Machnęła różdżką, wyczarowując tarczę, ale rozproszenie okazało się za słabe. Zaklęcie przebiło się przez protego i odrzuciło ją w tył, tak, że stoczyła się po stopniach. Na jej szczęście - były na parterze, spadła dosłownie z kilku schodków, nie skończyło się więc to złamaniami ani rozwaleniem tego durnego łba, ale i tak boleśnie się poobijała, a z rozciętego łuku brwiowego popłynęła krew. Poderwała się jednak niemal natychmiast, po pierwsze świadoma, że w tej chwili nie może pozwolić sobie na leżenie i pojękiwanie, po drugie... że jej nieprzytomna kuzynka została tam, pod drzwiami.
Machnięcie różdżki i czarodziejskie łańcuchy pofrunęły ku Jenkinsowi, wiążąc go. Harold był w tej chwili poza zasięgiem wzroku i zaklęć Brenny, wciąż w mieszkaniu.
- MAV!
Jakieś drzwi piętro wyżej otworzyły się, po czym niemal natychmiast zamknęły z trzaskiem, gdy lokatorzy zrozumieli, że na dole trwa regularna bitwa. Ktoś zza innych wyklinał głośno i gdyby Brenna miała czas się nad tym zastanawiać, modliłaby się pewnie, aby żaden sąsiad nie przyszedł alchemikowi z pomocą. W tej chwili jednak jej myśli były skupione wyłącznie na walce... i zimnym strachu o kuzynkę, ale... bogowie... nie było zielonego światła, nie było zielonego światła...
/rzuty pod odpis, ten zrobiony na ich podstawie jest/
Rozproszenie
Kształtowanie
Jenkins dobył różdżki, Mavelle dobyła różdżki i... zamarła nagle, wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Już w kolejnej sekundzie trzy rzeczy wydarzyły się jednocześnie.
Poszukiwany - Harold Swift, którego sprawę prowadziła dwójka znajomych Bumowców - wycelował w Brennę i cisnął zaklęcie.
Jenkins - rzucił czar w Mavelle.
A Mavelle... straciła przytomność: upadła z hukiem na ziemię, nietknięta przez zaklęcie Jenkinsa, nie podejmując próby obrony. Schwytana w szpony przeszłości, nie swoich wspomnień, zapadła się w wizji. Czar, mający trafić w nią, przeleciał górą, gdy ona się przewróciła.
Cichy okrzyk wydostał się z ust Brenny, chyba bardziej wywołany myślą, że Mavelle oberwała (jeszcze nie dotarło do Longbottom w pełni, że czar uderzył w balustradę, nie Bones, że to nie przez niego straciła przytomność) niż o tym, że w jej stronę też leci czar. Machnęła różdżką, wyczarowując tarczę, ale rozproszenie okazało się za słabe. Zaklęcie przebiło się przez protego i odrzuciło ją w tył, tak, że stoczyła się po stopniach. Na jej szczęście - były na parterze, spadła dosłownie z kilku schodków, nie skończyło się więc to złamaniami ani rozwaleniem tego durnego łba, ale i tak boleśnie się poobijała, a z rozciętego łuku brwiowego popłynęła krew. Poderwała się jednak niemal natychmiast, po pierwsze świadoma, że w tej chwili nie może pozwolić sobie na leżenie i pojękiwanie, po drugie... że jej nieprzytomna kuzynka została tam, pod drzwiami.
Machnięcie różdżki i czarodziejskie łańcuchy pofrunęły ku Jenkinsowi, wiążąc go. Harold był w tej chwili poza zasięgiem wzroku i zaklęć Brenny, wciąż w mieszkaniu.
- MAV!
Jakieś drzwi piętro wyżej otworzyły się, po czym niemal natychmiast zamknęły z trzaskiem, gdy lokatorzy zrozumieli, że na dole trwa regularna bitwa. Ktoś zza innych wyklinał głośno i gdyby Brenna miała czas się nad tym zastanawiać, modliłaby się pewnie, aby żaden sąsiad nie przyszedł alchemikowi z pomocą. W tej chwili jednak jej myśli były skupione wyłącznie na walce... i zimnym strachu o kuzynkę, ale... bogowie... nie było zielonego światła, nie było zielonego światła...
/rzuty pod odpis, ten zrobiony na ich podstawie jest/
Rozproszenie
Rzut N 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Kształtowanie
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.