Innego życia Yaxley sobie nie wyobrażał, gdyby nie urodził się w wystarczająco zamożnej rodzinie i w dodatku, krwi czystej czarodziei. Znanej nie tylko z nazwiska, ale i doświadczenia, pracy i osiągnięć przez rodziców. Życie w biedzie było dla niego odrzucające. Być może dałby sobie radę, ale nie wyobrażał sobie żyć inaczej niż obecnie. Rodzicom zawdzięcza wiele, że go odpowiednio wychowali, oraz przekazali swoją wiedzę. A on może dalej się rozwijać w swoich kierunkach. Pamiętał o swoich rodzinnych obowiązkach, ale nie ze wszystkim się spieszył.
Cynthia swoim spojrzeniem medyka, bezbłędnie oceniła obecny stan zdrowia Nicholasa, który chcąc nie chcąc, musiał zgodzić się na jej ofertę wypicia herbaty. Może gdyby go nie zatrzymywała, zdążyłby wrócić do siebie? Trasa nie byłaby szybka, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze słowa, że teleportacja oraz kominek z proszkiem Fiuu mogą mu bardziej zaszkodzić. Nie mógł sobie pozwolić na ryzyko. Kiedy zapytała, czy może go obejrzeć, zmierzyć puls, skinął głową w zgodzie bez słowa. Jej opinia odnośnie jego obecnego stanu zdrowia, wykazywała przemęczenie. Mogło się zgadzać, gdyż siedział i dzisiaj po godzinach pracy. To nie był pierwszy raz, kiedy brał na siebie zbyt wiele. Praca była dla niego ważna, ale może nie najważniejsza, biorąc pod uwagę także udzielanie się w organizacjach. Czy miał czas dla siebie? Czy gdyby założył rodzinę, miałby dla nich czas?
- Nie byłem.Przyznał szczerze, nie kryjąc się z tym. Być może chcąc pozostać przy tej diagnozie medycznej, nie zdradzając się z prawdziwą chorobą. Wyjątkowo dzisiaj, nie wychodził z Ministerstwa. Jak przyszedł do biura, tak pozostał w nim i pracował, robiąc przerwę na zwyczajne ludzkie potrzeby. Kobieta nie miała pojęcia o jego chorobie genetycznej, jeżeli nikt z jego rodziny Flintom o tym nie wspominał. Może niech tak zostanie? Problem w tym, że w jego przypadku herbata mogłaby nie bardzo pomóc. Mieć nadzieję, że chociaż na tyle, aby mógł wrócić do siebie.