16.07.2023, 11:52 ✶
- Całe szczęście – wymamrotała Brenna, która była ubabrana błotem, krwią i wnętrznościami. Nie protestowała, kiedy Victoria zwróciła ku niej różdżkę, zakładając, że jeżeli ta miałaby ochotę ją zaatakować, to chwilę temu miała lepszą okazję. Tergeo nie mogło całkowicie oczyścić Brygadzistki, która przetoczyła się wcześniej po ziemi, ale przynajmniej kawałki błotoryja znikły, wyssane mocą zaklęcia. Błota też nieco ubyło.
Na całe szczęście, niezbyt zależało jej na tych ciuchach, i to nie był pierwszy raz, kiedy skończyła cała ubabrana.
- Mam nadzieję. I że ten nieszczęsny mugol zwiał – westchnęła. Wiedziała, że trzeba będzie go jeszcze znaleźć i wmówić mu, że to co go zaatakowało to stado jakichś psów albo coś takiego. Posiłkując się przy tym odrobiną magii.
Mimo całej tej paskudnej sytuacji, uśmiechnęła się zawadiacko na sugestię Victorii, że mogłaby przygarnąć błotoryja i przeszkolić jako pomocnika brygadzisty. Były bezpieczne, wnętrzności znikły z jej ubrania i udało się im prawdopodobnie zniechęcić te stworzenia do kolejnych ataków.
- Sądzisz, że dałby radę wywąchiwać nielegalne eliksiry i przemycane substancje? W Ministerstwie na pewno zrobiłabym furorę, gdybym tak spacerowała po korytarzach z tym dżentelmenem na smyczy… - stwierdziła, spoglądając na spętanego łańcuchami zwierzaka, który kwiczał żałośnie, najwyraźniej bardzo niezadowolony ze swojego położenia. Kobieta machnęła różdżką, wzmacniając czar, tak na wszelki wypadek. – Ale obawiam się, że moja mama wyrzuciłaby mnie razem z nim z domu. Tego to już by nie zdzierżyła. Poza tym jego dieta mogłaby być trochę problematyczna, trzeba by mu wyjaśnić, że nie wolno mu zjadać naszych psów, a mamy ich… pięć. Albo osiem. Właściwie to zależy jak liczyć – powiedziała. – Myślę, że kopsnę się szybko do Ministerstwa, niech tu kogoś przyślą i zdecydują, co zrobić z tym panem.
Po prawdzie likwidacja byłaby najlepszą decyzją, ale Brenna, mimo wszystko, nie chciała podejmować tej decyzji sama. Zwłaszcza, kiedy jednego już usunęła w tak… widowiskowy sposób. Ostatecznie była Brygadzistką, dobrze stosować się do przepisów, kiedy to tylko możliwe. Bo i tak nie robiła tego zawsze…
– Pewnie i bez błotoryja wywołam małą sensację, aportując się tam w tym stroju – dodała, spoglądając na swoje ubranie, pokryte błotem.
Znów przeniosła spojrzenie na Victorię. Wzrok miała odrobinę rozbawiony.
– Chyba nici z naszej randki w Zakazanym Lesie, bo jeśli do trzech razy sztuka, to był ten wyjątek potwierdzający regułę – oświadczyła. Victoria weszła z nią do lasu trzy razy, i trzykrotnie zakończyło się to… nieprzewidywalnie. Raz coś je ścigało po Zakazanym Lesie, potem wpadły na gromadę nieumarłych, a teraz próbowały je zeżreć błotoryje.
Na całe szczęście, niezbyt zależało jej na tych ciuchach, i to nie był pierwszy raz, kiedy skończyła cała ubabrana.
- Mam nadzieję. I że ten nieszczęsny mugol zwiał – westchnęła. Wiedziała, że trzeba będzie go jeszcze znaleźć i wmówić mu, że to co go zaatakowało to stado jakichś psów albo coś takiego. Posiłkując się przy tym odrobiną magii.
Mimo całej tej paskudnej sytuacji, uśmiechnęła się zawadiacko na sugestię Victorii, że mogłaby przygarnąć błotoryja i przeszkolić jako pomocnika brygadzisty. Były bezpieczne, wnętrzności znikły z jej ubrania i udało się im prawdopodobnie zniechęcić te stworzenia do kolejnych ataków.
- Sądzisz, że dałby radę wywąchiwać nielegalne eliksiry i przemycane substancje? W Ministerstwie na pewno zrobiłabym furorę, gdybym tak spacerowała po korytarzach z tym dżentelmenem na smyczy… - stwierdziła, spoglądając na spętanego łańcuchami zwierzaka, który kwiczał żałośnie, najwyraźniej bardzo niezadowolony ze swojego położenia. Kobieta machnęła różdżką, wzmacniając czar, tak na wszelki wypadek. – Ale obawiam się, że moja mama wyrzuciłaby mnie razem z nim z domu. Tego to już by nie zdzierżyła. Poza tym jego dieta mogłaby być trochę problematyczna, trzeba by mu wyjaśnić, że nie wolno mu zjadać naszych psów, a mamy ich… pięć. Albo osiem. Właściwie to zależy jak liczyć – powiedziała. – Myślę, że kopsnę się szybko do Ministerstwa, niech tu kogoś przyślą i zdecydują, co zrobić z tym panem.
Po prawdzie likwidacja byłaby najlepszą decyzją, ale Brenna, mimo wszystko, nie chciała podejmować tej decyzji sama. Zwłaszcza, kiedy jednego już usunęła w tak… widowiskowy sposób. Ostatecznie była Brygadzistką, dobrze stosować się do przepisów, kiedy to tylko możliwe. Bo i tak nie robiła tego zawsze…
– Pewnie i bez błotoryja wywołam małą sensację, aportując się tam w tym stroju – dodała, spoglądając na swoje ubranie, pokryte błotem.
Znów przeniosła spojrzenie na Victorię. Wzrok miała odrobinę rozbawiony.
– Chyba nici z naszej randki w Zakazanym Lesie, bo jeśli do trzech razy sztuka, to był ten wyjątek potwierdzający regułę – oświadczyła. Victoria weszła z nią do lasu trzy razy, i trzykrotnie zakończyło się to… nieprzewidywalnie. Raz coś je ścigało po Zakazanym Lesie, potem wpadły na gromadę nieumarłych, a teraz próbowały je zeżreć błotoryje.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.