16.07.2023, 16:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2023, 16:40 przez Brenna Longbottom.)
Rzuty na npc - krytyczny sukces npc.
Jenkins był opleciony łańcuchami. Nie należał do najbardziej utalentowanych magów na świecie, a nawet na tej ulicy czy w tym budynku. A kiedy wykonał kolejny gest różdżką, Brenna rzuciła własne zaklęcie rozpraszające - udane.
Mimo to strach najwyraźniej dodał mu sił, wyzwalając w nim zdumiewające moce magiczne. Może to był ten jeden, jedyny raz w jego życiu, gdy rzucił perfekcyjny czar. Pomimo tego, że Brygadzistka osłabiła siłę zaklęcia, podłoga pod stopami Brenny i tak załamała się z trzaskiem i kobieta spadła wprost na jakieś drewniane meble w suterynie. Straszliwy huk, czyjś krzyk, przekleństwa Brenny (oddalone, bo była teraz poziom niżej), która bardzo boleśnie się poobijała - te wszystkie dźwięki przywitały Mavelle, ledwo zaczęła odzyskiwać przytomność.
A Brenna, pod którą zaczęły łamać się meble... teleportowała się. Na całe szczęście (dla niej, bo nie dla Jenkinsa) zdołała to zrobić niemal perfekcyjnie i wylądowała tuż za jego plecami. Wciąż w pozycji siedzącej, w jakiej była na dole. Bardzo boleśnie poobijana, wściekła jak całe stado os, dalej przerażona tym, że Mavelle wciąż nie przyłączyła się do walki...
Nie rzucała tym razem zaklęć. Kopnęła po prostu z całej siły, zbijając mężczyznę - wciąż, choć czar puszczał, częściowo skrępowanego, więc nie mającego dużej szansy na uniknięcie tego manewru - z nóg. Tym razem to on stoczył się te parę stopni, i potoczył, zatrzymując tuż przy dziurze wybitej w podłodze. Odległość była na tyle niewielka, by nie miało to większych szans go zabić, zwłaszcza, że gdy wypuścił z dłoni różdżkę, mógł trochę osłonić się ręką, by ochronić głowę.
Tyle że to wcale nie był koniec.
Mavelle, wciąż leżąca tuż obok, po odzyskaniu przytomności (i usłyszeniu tylu pięknych hałasów) mogła zobaczyć, jak jej kuzynka się aportuje, jak Jenkins spada, ale też jak Harold przesuwa się, rzuca ku drzwiom, celując w Brennę.
Rozproszenie
Translokacja
Jenkins był opleciony łańcuchami. Nie należał do najbardziej utalentowanych magów na świecie, a nawet na tej ulicy czy w tym budynku. A kiedy wykonał kolejny gest różdżką, Brenna rzuciła własne zaklęcie rozpraszające - udane.
Mimo to strach najwyraźniej dodał mu sił, wyzwalając w nim zdumiewające moce magiczne. Może to był ten jeden, jedyny raz w jego życiu, gdy rzucił perfekcyjny czar. Pomimo tego, że Brygadzistka osłabiła siłę zaklęcia, podłoga pod stopami Brenny i tak załamała się z trzaskiem i kobieta spadła wprost na jakieś drewniane meble w suterynie. Straszliwy huk, czyjś krzyk, przekleństwa Brenny (oddalone, bo była teraz poziom niżej), która bardzo boleśnie się poobijała - te wszystkie dźwięki przywitały Mavelle, ledwo zaczęła odzyskiwać przytomność.
A Brenna, pod którą zaczęły łamać się meble... teleportowała się. Na całe szczęście (dla niej, bo nie dla Jenkinsa) zdołała to zrobić niemal perfekcyjnie i wylądowała tuż za jego plecami. Wciąż w pozycji siedzącej, w jakiej była na dole. Bardzo boleśnie poobijana, wściekła jak całe stado os, dalej przerażona tym, że Mavelle wciąż nie przyłączyła się do walki...
Nie rzucała tym razem zaklęć. Kopnęła po prostu z całej siły, zbijając mężczyznę - wciąż, choć czar puszczał, częściowo skrępowanego, więc nie mającego dużej szansy na uniknięcie tego manewru - z nóg. Tym razem to on stoczył się te parę stopni, i potoczył, zatrzymując tuż przy dziurze wybitej w podłodze. Odległość była na tyle niewielka, by nie miało to większych szans go zabić, zwłaszcza, że gdy wypuścił z dłoni różdżkę, mógł trochę osłonić się ręką, by ochronić głowę.
Tyle że to wcale nie był koniec.
Mavelle, wciąż leżąca tuż obok, po odzyskaniu przytomności (i usłyszeniu tylu pięknych hałasów) mogła zobaczyć, jak jej kuzynka się aportuje, jak Jenkins spada, ale też jak Harold przesuwa się, rzuca ku drzwiom, celując w Brennę.
Rozproszenie
Rzut N 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
Translokacja
Rzut N 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.