05.11.2022, 00:53 ✶
Młody Bulstrode nie posiadał żadnym wątpliwości co do tego, dlaczego w ogóle zostało dostarczone mu zaproszenie na bal planowany przez Longbottomów. Nie mógł powiedzieć, że pozostawał z nimi w nadmiernie zażyłych kontaktach, bo te ograniczały się raczej do sporadycznego natykania na siebie w Ministerstwie Magii lub podczas niektórych z oddawanych im spraw. To Orion był tym, który chętnie bratał się z każdym napotkanym współpracownikiem, podczas gdy Atreus zastanawiał się nad tym, jak bardzo chciałby właśnie znajdować się w zupełnie innym miejscu. Na przykład w kasynie z Seraphiną. W sumie nad wyraz często, wymarzoną alternatywa dla wszelakich nudnych obowiązków dnia codziennego, był właśnie wypad z kuzynką...
Nie zamierzał jednak narzekać - to nie więzy przyjaźni go tutaj tego wieczoru przygnały, a majątek którym dysponował i który chętny był wydać na prezentowane przez gospodarzy fanty. O ile te w ogóle go jakkolwiek zaciekawią. Albo jego narzeczoną, nie zapominajmy oczywiście o niej. Może i ich związek był zaledwie wypadkiem, jednak nie znaczyło to, że nie chciał przynajmniej poudawać przy większym gronie obserwatorów, jak to głębokim uczuciem ją darzy.
Większość dnia minęła mu spokojnie; godziny w pracy spełnił głównie na dopinaniu papierkowej roboty, która była dla niego prawdziwą udręką i absolutnym rozczarowaniem. Był to dla niego zawsze najgorszy element prowadzenia spraw i nawet niespecjalnie pocieszał go fakt, że część współpracowników posiadała podobne do niego podejście. Kiedy więc znudził się już niemożebnie, nie mogąc dalej udźwignąć ciężaru tego typu odpowiedzialności, dyskretnie przełożył papiery na biurko Oriona i opuścił miejsce pracy punktualnie. Dawało mu to nawet sporo czasu na powrót do domu i przygotowanie się do ponownego wyjścia. Skrzaty przygotowały dla niego odpowiednie ubranie, składające się z białej koszuli, a także kompletu kamizelki i krótkiej czarodziejskiej szaty, które zachowane były w większości barwy klasycznej czerni. Jedynymi akcentami kolorystycznymi była podszewka, która widoczna była przede wszystkim w luźniejszych i bardziej powiewających elementach kroju, a która to miała barwę głębokiej zieleni.
Na miejscu pojawił się z pewnym zapasem czasu, który miał zamiar spędzić głównie w oczekiwaniu na Elaine. Czas umilał sobie w typowy dla siebie sposób, czyli przytulając między palcami papierosa, którego powoli wypalał w towarzystwie innych gości, którzy pojawili się nieco wcześniej i wciąż zwlekali z zagłębieniem się w posiadłości Longbottomów. Liczył też na to, że przywita go jakaś przyjazna twarz, z którą wymieni nieco więcej, jak zwykłe uprzejmości.
Kiedy pojawiła się jego narzeczona, przywitał ją lekkim uśmiechem i taksującym spojrzeniem, którym omiótł ją od stóp do głów. Zaciągnął się po raz ostatni, przeprosił dżentlemenów z którymi do tej pory rozmawiał i podał kobiecie ramię.
- Wyglądasz czarująco. Mam też nadzieję, że z wdziękiem będziesz olśniewać innych gości - poprowadził ją po schodkach do wejścia, prezentując przy nim ich zaproszenia, a następnie wkroczył do środka, wypatrując gospodarzy i zaraz też kierując sie w ich stronę.
- Dobry wieczór - przywitał się z nimi, ubierając w lekki, charaterystyczny dla siebie uśmieszek, po tym wskazując dłonią na Elaine - Wątpię, że państwo się znają. Elaine Delacour, moją cudowna narzeczona. Na prawdę miło nam, że otrzymaliśmy zaproszenie. Nie mogę się już wprost doczekać licytacji.
Nie zamierzał jednak narzekać - to nie więzy przyjaźni go tutaj tego wieczoru przygnały, a majątek którym dysponował i który chętny był wydać na prezentowane przez gospodarzy fanty. O ile te w ogóle go jakkolwiek zaciekawią. Albo jego narzeczoną, nie zapominajmy oczywiście o niej. Może i ich związek był zaledwie wypadkiem, jednak nie znaczyło to, że nie chciał przynajmniej poudawać przy większym gronie obserwatorów, jak to głębokim uczuciem ją darzy.
Większość dnia minęła mu spokojnie; godziny w pracy spełnił głównie na dopinaniu papierkowej roboty, która była dla niego prawdziwą udręką i absolutnym rozczarowaniem. Był to dla niego zawsze najgorszy element prowadzenia spraw i nawet niespecjalnie pocieszał go fakt, że część współpracowników posiadała podobne do niego podejście. Kiedy więc znudził się już niemożebnie, nie mogąc dalej udźwignąć ciężaru tego typu odpowiedzialności, dyskretnie przełożył papiery na biurko Oriona i opuścił miejsce pracy punktualnie. Dawało mu to nawet sporo czasu na powrót do domu i przygotowanie się do ponownego wyjścia. Skrzaty przygotowały dla niego odpowiednie ubranie, składające się z białej koszuli, a także kompletu kamizelki i krótkiej czarodziejskiej szaty, które zachowane były w większości barwy klasycznej czerni. Jedynymi akcentami kolorystycznymi była podszewka, która widoczna była przede wszystkim w luźniejszych i bardziej powiewających elementach kroju, a która to miała barwę głębokiej zieleni.
Na miejscu pojawił się z pewnym zapasem czasu, który miał zamiar spędzić głównie w oczekiwaniu na Elaine. Czas umilał sobie w typowy dla siebie sposób, czyli przytulając między palcami papierosa, którego powoli wypalał w towarzystwie innych gości, którzy pojawili się nieco wcześniej i wciąż zwlekali z zagłębieniem się w posiadłości Longbottomów. Liczył też na to, że przywita go jakaś przyjazna twarz, z którą wymieni nieco więcej, jak zwykłe uprzejmości.
Kiedy pojawiła się jego narzeczona, przywitał ją lekkim uśmiechem i taksującym spojrzeniem, którym omiótł ją od stóp do głów. Zaciągnął się po raz ostatni, przeprosił dżentlemenów z którymi do tej pory rozmawiał i podał kobiecie ramię.
- Wyglądasz czarująco. Mam też nadzieję, że z wdziękiem będziesz olśniewać innych gości - poprowadził ją po schodkach do wejścia, prezentując przy nim ich zaproszenia, a następnie wkroczył do środka, wypatrując gospodarzy i zaraz też kierując sie w ich stronę.
- Dobry wieczór - przywitał się z nimi, ubierając w lekki, charaterystyczny dla siebie uśmieszek, po tym wskazując dłonią na Elaine - Wątpię, że państwo się znają. Elaine Delacour, moją cudowna narzeczona. Na prawdę miło nam, że otrzymaliśmy zaproszenie. Nie mogę się już wprost doczekać licytacji.