Nie miał zielonego pojęcia jakby mógł mu to wytłumaczyć ale przecież widział to na własne oczy. Magia po prostu... Nie działała, a już na pewno nie tak jak ich uczono w szkole czy na różnych kursach. Może gdyby uważał bardziej na zajęciach to byłby w stanie wytłumaczyć mu to zjawisko. Zważając jednak na ambiwalentne podejście do większości przedmiotów w Hogwarcie, nie posiadał wiedzy na ten temat i tym samym dał sobie spokój z tłumaczeniem. Tak powinno być lepiej dla wszystkich...
Stanley mógłby próbować teleportacji stąd do usranej śmierci, a i tak zapewne by to się nie udało. Nie wiedział czy powinien informować Sauriela o tym, że znał sztukę pojedynczej teleportacji - ta grupowa była mu całkowicie obca. Na całe szczęście nie działała ona tak jak powinna, a gdyby tak było to i tak by został z Rookwoodem. Skoro ten na niego czekał, Borgin nie zamierzał go zostawić na pastwę losu. Albo wyjdą stąd razem albo wcale.
Zgoda, pozwolenie, a raczej akceptacja pomniejszego planu, który miał na celu wyeliminowanie Ministerialnej zguby ucieszył Stanleya. Widząc jak ochoczo do tematu podszedł Sauriel, sam skierował różdżkę w kierunku osamotnionej owieczki. I był już gotowy aby cisnąć w niego cruciatusem kiedy tamten zwołał kolegów... No proszę... Banda łysego... Pięciu na jednego... Oczywiście liczył tylko swojego przyjaciela, ponieważ jego stan pozwalał mu na podjęcie walki, a Borgin mimo przebłysków świadomości, nadal nie czuł się zbyt pewnie w tej okolicy.
- Pierdolone ministerstwo... Ściągnęli posiłki... - zacisnął mocniej dłoń na rękojeści - Nici z zabawy... - przyznał smutniejszym głosem, a następnie zaczął się rozglądać w poszukiwaniu nowego planu. Za nimi było "coś", przed nimi brygadziści z Aurorami. Wbiegnięcie z polany do lasu było trochę jak przejście z deszczu pod rynnę - tak źle i tak nie dobrze - Wiem - uniósł swój magiczny patyk do góry - Spróbuję transmutować nasze szaty w płaszcze, a maski w kaptury do tego odzienia. Będziemy udawać ofiary tych złych Śmierciożerców... - parsknął śmiechem pod nosem - Jest szansa, że nam się uda - zaproponował, powstrzymując się jeszcze na chwilę przed rzuceniem czaru - Ale gdyby mi się nie udało, wracamy do naszego pierwotnego planu i wiejemy w prawo - wskazał ruchem głowy drogę między funkcjonariuszami Ministerstwa, a "czymś" z południa - To będzie nasza jedyna droga ratunku - dodał, biorąc głęboki oddech. Stanley, spokojnie. Dasz radę. To nie jest takie trudne... Dodawał sobie otuchy, próbując tym samym skupić się wystarczająco mocno aby czar zakończył się sukcesem.
Borgin wykonał sprawny ruch różdżką, poprzedzony krótką inkantacją, a następnie spróbował zamienić Śmierciożercze szaty i maski w płaszcze z kapturami. Liczył, że transmutacja będzie na tyle długa aby pozwoliła im na minięcie brygadzistów i opuszczenie Doliny Godryka w spokoju.
Rzut na transmutację
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972