16.07.2023, 20:02 ✶
Nie miała dobrego dnia. A cios zdecydowanie go nie poprawił. Nie zdołała zablokować ciosu, Sauriel był szybki i silny, prawdopodobnie silniejszy od niej. Zdążyła tylko odwrócić nieco twarz na bok, aby nie oberwać bezpośrednio w nos – wiedziona instynktem, który podpowiadał, że nos złamany w takiej bójce oznaczał zwykle jej bezwzględny koniec. Złamany nos oznaczałby nie tylko nagłą eksplozję bólu, ale też zamroczenie i przede wszystkim: załzawione oczy.
Walnięcie pięścią sprawiło, że zatoczyła się, na tych swoich idiotycznych, eleganckich butach, ale Sauriel nie mógł liczyć na to, że nie będzie się wtrącać. Mógł sobie myśleć, że psy są posłuszne, ale ich posłuszeństwo zwykle wynikało z lojalności, a Brenna była lojalna pewnym zasadom. Zdołała ustać, chociaż ból, przytłumiony przez adrenalinę, uderzył nagłą falą i mogła być pewna, że na jej twarzy już za moment pojawi się przepiękny siniak i jeszcze piękniejsza opuchlizna. I ani się nie odsunęła, ani nie próbowała uciekać, jak przystało na pańcię, na jaką w tej chwili wyglądała.
Nie dostrzegła czerwieni w oczach Sauriela, nie widziała nawet ich czerni, zbyt skupiona na czymś innym – na tym, jak ten rzucił się na tego drugiego mężczyznę i myślą, że jeżeli go dorwie, to prawdopodobnie zabije. Nie wiedziała – bogowie, całe szczęście, że nie wiedziała – kogo ma przed sobą, ile osób ten ktoś już zabił, kogo zabił, bo wtedy pewnie też chciałaby zabić jego i ani myślałaby ograniczać się do prób powstrzymania go fizycznie. I kto wie, może próbowałaby nawet użyć czarnej magii, niszcząc przy okazji swoją reputację i siebie.
- ZMIATAJ STĄD! – wrzasnęła tymczasem do Williama (znajdzie go później: o ile będzie jakieś później, bo cóż, będzie potrzebny jako świadek, ale tak wolała, żeby nie znajdował się tutaj, tak gdyby nie zdołała zatrzymać tego tutaj, i gdyby nikt nie wpadł na pomysł wezwania Brygadzistów na służbie). I spróbowała się odwinąć Saurielowi, też pięścią w twarz.
Walnięcie pięścią sprawiło, że zatoczyła się, na tych swoich idiotycznych, eleganckich butach, ale Sauriel nie mógł liczyć na to, że nie będzie się wtrącać. Mógł sobie myśleć, że psy są posłuszne, ale ich posłuszeństwo zwykle wynikało z lojalności, a Brenna była lojalna pewnym zasadom. Zdołała ustać, chociaż ból, przytłumiony przez adrenalinę, uderzył nagłą falą i mogła być pewna, że na jej twarzy już za moment pojawi się przepiękny siniak i jeszcze piękniejsza opuchlizna. I ani się nie odsunęła, ani nie próbowała uciekać, jak przystało na pańcię, na jaką w tej chwili wyglądała.
Nie dostrzegła czerwieni w oczach Sauriela, nie widziała nawet ich czerni, zbyt skupiona na czymś innym – na tym, jak ten rzucił się na tego drugiego mężczyznę i myślą, że jeżeli go dorwie, to prawdopodobnie zabije. Nie wiedziała – bogowie, całe szczęście, że nie wiedziała – kogo ma przed sobą, ile osób ten ktoś już zabił, kogo zabił, bo wtedy pewnie też chciałaby zabić jego i ani myślałaby ograniczać się do prób powstrzymania go fizycznie. I kto wie, może próbowałaby nawet użyć czarnej magii, niszcząc przy okazji swoją reputację i siebie.
- ZMIATAJ STĄD! – wrzasnęła tymczasem do Williama (znajdzie go później: o ile będzie jakieś później, bo cóż, będzie potrzebny jako świadek, ale tak wolała, żeby nie znajdował się tutaj, tak gdyby nie zdołała zatrzymać tego tutaj, i gdyby nikt nie wpadł na pomysł wezwania Brygadzistów na służbie). I spróbowała się odwinąć Saurielowi, też pięścią w twarz.
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.