Słuchała tego, co mówił Cameron. Na samą myśl o tym, co wydarzyło się w nocy robiło jej się ciepło. Nie spodziewała się, że to wszystko zakończy się w ten sposób. Bardzo dużo się działo, do tego bardzo szybko, a jedyne, co pamiętała to widok tego mężczyzny, kiedy wianek zamienił się w koronę z cierni, a jego głowa została nimi przebita. Zapewne nigdy nie wymarze tego ze swojej pamięci.
- Nie mam pojęcia, ona była jakaś dziwna, ta kobieta, dobrze, że udało nam się stamtąd uciec. - Mieli przewagę liczebną, nic więc dziwnego, że jakoś, prawie bez przeszkód opuścili dom wiedźmy.
Potakiwała, gdy Lupin kontynuował opowieść. Przekazał wszystko bardzo dokładnie i na tyle szczegółowo na ile dało się to opisać w krótkiej formie. Brzmiało to naprawdę dziwnie, no ale poprzedniej nocy wydarzyło się wiele nieprawdopodobnych rzeczy. Może więc i w tę historię uwierzą? - Tak, Brenn, to wszystko to jest prawda, wiem, że brzmi to dziwnie, ale dokładnie tak było. - Potwierdziła jeszcze słowa chłopaka, który dzielił z nią niedolę.
- Szliśmy już dosyć długo, nie mogliśmy trafić do Doliny no i spotkaliśmy Was. Myślę, że nas nie śledziła, raczej nie była w stanie. - Odpowiedziała jeszcze na pytanie Vince'a. Odwróciła się przy tym za siebie, żeby sprawdzić, czy faktycznie nie kręci się w okolicy jakaś wiedźma. Na szczęście nikogo tutaj nie było.
- Mam nadzieję, że nie potrafi manipulować żywiołami, jeszcze tego brakuje, żeby Samiwieciekto to robił... - Zimny dreszcz przeszedł jej po karku. To było okropne, wolałaby, żeby się więcej coś takiego nie powtórzyło.
Marzyła o tym, żeby znaleźć się przy Mabel, przytulić do niej i zapomnieć chociaż na chwilę o tym wszystkim. Na szczęście ta dwójka ich znalazła i jeszcze chwila, a jej marzenie powinno się spełnić.
Wtedy nagle pojawił się ptak, nie byle jaki ptak, no bo była to kura. Norka spojrzała na Camerona. Nie zdążyła się odezwać, kiedy to stworzenie wskoczyło na chłopaka. - NIE RUSZAJ SIĘ... - Krzyknęła jeszcze, chociaż sama nie wiedziała dlaczego miałby się nie ruszać.
- Brenna nie możesz zostać tutaj sama! - Jeszcze tego brakowało, żeby Longbottom się coś stało. - Nie miałaś łatwej nocy, nie jesteś w najlepszej formie. - Chciała jej o tym przypomnieć, gdyby zapomniała. Nie mogła ryzykować! Nie przy pannie Figg, nie pozwoli na to.
Przeniosła spojrzenie na Vincenta, który to zaczął zajmować się kurą. Całkiem sprawnie poszło mu zdjęcie zwierzaka z głowy Lupina. - Widać, że się znasz na rzeczy. - Skomentowała jeszcze. - Może jej nie oddawajmy, chyba wybrała swojego nowego właściciela. - Szkoda było, żeby kura trafiła w nieodpowiednie ręce.