17.07.2023, 13:06 ✶
- Jeśli posiada moc manipulowania siłami natury… to chyba on jest najpotężniejszym czarodziejem? – podsunął Darcy. Walczył ze sobą, żeby nie wyciągnąć notatnika, w obawie, że to mogłoby ją spłoszyć. Zamiast tego starał się więc zapamiętać wszystko, co mówiła i nie przepuścić żadnego nazwiska, jakie wymieniała. Jeszcze nie był pewny, czy napisze ten artykuł, a jeżeli tak, to co w nim umieści, ale nie zaszkodziło być przygotowanym i mieć jak najwięcej informacji, które można wykorzystać.
- Sądzisz, że sabat z okazji Lithy się nie odbędzie? Chociaż… po wczorajszym wieczorze czarodzieje prawdopodobnie baliby się wziąć w nim udział – zastanowił się Darcy. On się do tego nie przyznawał, nawet sam przed sobą, ale się bał. I chociaż do końca czerwca ten strach mógł jeszcze zblaknąć, to w tej chwili było bardzo prawdopodobne, że panicz Darcy nie pojawi się ani na tym, ani żadnym kolejnym sabacie.
Cenił dobrą zabawę.
Ale dużo bardziej cenił swoje życie.
- Pani Moody? Masz na myśli Harper Moody? No proszę, szefowa Biura Aurorów osobiście dołączyła do walki! – Omal nie podskoczył na tę informację. Szefowie Departamentów w końcu rzadko obstawiali takie imprezy. Czy pojawiła się tutaj jako gość i dołączyła do walki? A może spodziewała się, że do czegoś dojdzie? Tak czy inaczej, informacja o tym, że Harper walczyła, była bez wątpienia godna wzmianki w Proroku Codziennym. Żeby tak jeszcze dorwać jakiś komentarz od kogoś, kto pracował tam dłużej niż Heather…
Otworzył usta, by zadać kolejne pytanie, ale został wreszcie wypatrzony przez jedną z uzdrowicielek.
– A pan co tutaj robi? – spytała, podchodząc bliżej i obrzucając go uważnym spojrzeniem. – Jeśli nie potrzebuje pan pomocy medycznej i niczego tutaj nie przynosi, proszę opuścić namiot.
Darcy zawahał się. Z jednej strony miał dużo pytań, z drugiej chciał zanotować to wszystko, co przekazała mu Wood, aby o niczym nie zapomnieć. I wykłócanie się z uzdrowicielką niekoniecznie było dobrym pomysłem – mogłoby mu utrudnić późniejsze poczynania.
– Dzięki za rozmowę, Heather – powiedział więc tylko, zwracając się do dziewczyny. Może nie wykorzystałby tej konwersacji tak perfidnie, jak planował, gdyby nie nazwała go Horacym. Horacym! Tym zabiła w nim ewentualne wyrzuty sumienia… – Życzę ci zdrowia, ja muszę już najwyraźniej stąd znikać…
- Sądzisz, że sabat z okazji Lithy się nie odbędzie? Chociaż… po wczorajszym wieczorze czarodzieje prawdopodobnie baliby się wziąć w nim udział – zastanowił się Darcy. On się do tego nie przyznawał, nawet sam przed sobą, ale się bał. I chociaż do końca czerwca ten strach mógł jeszcze zblaknąć, to w tej chwili było bardzo prawdopodobne, że panicz Darcy nie pojawi się ani na tym, ani żadnym kolejnym sabacie.
Cenił dobrą zabawę.
Ale dużo bardziej cenił swoje życie.
- Pani Moody? Masz na myśli Harper Moody? No proszę, szefowa Biura Aurorów osobiście dołączyła do walki! – Omal nie podskoczył na tę informację. Szefowie Departamentów w końcu rzadko obstawiali takie imprezy. Czy pojawiła się tutaj jako gość i dołączyła do walki? A może spodziewała się, że do czegoś dojdzie? Tak czy inaczej, informacja o tym, że Harper walczyła, była bez wątpienia godna wzmianki w Proroku Codziennym. Żeby tak jeszcze dorwać jakiś komentarz od kogoś, kto pracował tam dłużej niż Heather…
Otworzył usta, by zadać kolejne pytanie, ale został wreszcie wypatrzony przez jedną z uzdrowicielek.
– A pan co tutaj robi? – spytała, podchodząc bliżej i obrzucając go uważnym spojrzeniem. – Jeśli nie potrzebuje pan pomocy medycznej i niczego tutaj nie przynosi, proszę opuścić namiot.
Darcy zawahał się. Z jednej strony miał dużo pytań, z drugiej chciał zanotować to wszystko, co przekazała mu Wood, aby o niczym nie zapomnieć. I wykłócanie się z uzdrowicielką niekoniecznie było dobrym pomysłem – mogłoby mu utrudnić późniejsze poczynania.
– Dzięki za rozmowę, Heather – powiedział więc tylko, zwracając się do dziewczyny. Może nie wykorzystałby tej konwersacji tak perfidnie, jak planował, gdyby nie nazwała go Horacym. Horacym! Tym zabiła w nim ewentualne wyrzuty sumienia… – Życzę ci zdrowia, ja muszę już najwyraźniej stąd znikać…