18.07.2023, 00:02 ✶
Brenna odruchowo przyjęła fragment materiału i przycisnęła go do łuku brwiowego, tamując krwawienie. Przypatrywała się Mavelle, jakby poszukując oznak tego, że z tą coś jest nie tak... albo odwrotnie: że wszystko jest w porządku. Kiedy Bones chciała wstać, chwyciła ją za przedramię, mierząc kobietę podejrzliwym spojrzeniem jednego oka.
- Na pewno dasz radę wstać? - upewniła się, ale jeżeli ta zapewniła, że tak, nie bladła, nie chwiała się, puściła ją. Bo naprawdę miały tutaj dwóch gości do aresztowania, a ona sama potrzebowała jeszcze momentu, zanim wstanie, zacznie odczytywać im ich prawa i ogólnie będzie zachowywała się tak, jak należało.
Nie była pewna, czy podejrzany sprzedawca z Nokturna doprowadzi je do mordercy, na którego schwytaniu jej zależało. Ale właściwie i tak można było uznać to za pewien sukces. Z ulic zniknie jeden przestępca i niechcący rozwiązały sprawę ciągnącą się w Departamencie od kilku tygodni.
Kiedy Brenna poczuła się odrobinę lepiej, upewniła, że nic nie jest połamane, żaden kolejny sąsiad nie wyleci na nie póki co z wrzaskiem, a ona raczej nie zemdleje, dźwignęła się powoli, podpierając o uszkodzoną balustradę. Potem wycelowała różdżką w dziurę i mruknęła "reparo", za pomocą transmutacji chcąc naprawić tę nieszczęsną podłogę. Były wszystkie kawałki, miała więc nadzieję, że to wytrzyma, a przynajmniej wytrzyma dostatecznie długo, zanim przyślą tu kogoś z Ministerstwa, aby upewnił się, że zniszczenia zostały zlikwidowane.
- Do punktu Fiuu na Horyzontalnej - zdecydowała, żałując, że nie opanowała teleportacji łącznej. W takich chwilach zawsze boleśnie odczuwała niedostatek własnych umiejętności. Cholera, po tylu latach w Brygadzie wciąż potrafiła o wiele za mało. - Bierz Jenkinsa, ja biorę Harolda... A o reszcie...
Niewypowiedziane "porozmawiamy potem" - zawisło w powietrzu. O całej reszcie. O tym, co tu się stało, kiedy Mavelle zemdlała, i dlaczego zemdlała. O tym, że naprawdę musi pogadać z jakimś zaufanym uzdrowicielem i że muszą poszukać sposobu na... zatrzymanie tego. Czymkolwiek to "coś" było.
Później.
Kiedy dostarczą ich do aresztu, kiedy ich przesłuchają, kiedy Dani zatrzyma to wkurwiające krwawienie i kiedy... jeśli... okaże się, że nie muszą biec natychmiast do kolejnego miejsca.
- Chodźmy - odetchnęła, ruszając powoli po stopniach ku Jenkinsowi.
- Na pewno dasz radę wstać? - upewniła się, ale jeżeli ta zapewniła, że tak, nie bladła, nie chwiała się, puściła ją. Bo naprawdę miały tutaj dwóch gości do aresztowania, a ona sama potrzebowała jeszcze momentu, zanim wstanie, zacznie odczytywać im ich prawa i ogólnie będzie zachowywała się tak, jak należało.
Nie była pewna, czy podejrzany sprzedawca z Nokturna doprowadzi je do mordercy, na którego schwytaniu jej zależało. Ale właściwie i tak można było uznać to za pewien sukces. Z ulic zniknie jeden przestępca i niechcący rozwiązały sprawę ciągnącą się w Departamencie od kilku tygodni.
Kiedy Brenna poczuła się odrobinę lepiej, upewniła, że nic nie jest połamane, żaden kolejny sąsiad nie wyleci na nie póki co z wrzaskiem, a ona raczej nie zemdleje, dźwignęła się powoli, podpierając o uszkodzoną balustradę. Potem wycelowała różdżką w dziurę i mruknęła "reparo", za pomocą transmutacji chcąc naprawić tę nieszczęsną podłogę. Były wszystkie kawałki, miała więc nadzieję, że to wytrzyma, a przynajmniej wytrzyma dostatecznie długo, zanim przyślą tu kogoś z Ministerstwa, aby upewnił się, że zniszczenia zostały zlikwidowane.
- Do punktu Fiuu na Horyzontalnej - zdecydowała, żałując, że nie opanowała teleportacji łącznej. W takich chwilach zawsze boleśnie odczuwała niedostatek własnych umiejętności. Cholera, po tylu latach w Brygadzie wciąż potrafiła o wiele za mało. - Bierz Jenkinsa, ja biorę Harolda... A o reszcie...
Niewypowiedziane "porozmawiamy potem" - zawisło w powietrzu. O całej reszcie. O tym, co tu się stało, kiedy Mavelle zemdlała, i dlaczego zemdlała. O tym, że naprawdę musi pogadać z jakimś zaufanym uzdrowicielem i że muszą poszukać sposobu na... zatrzymanie tego. Czymkolwiek to "coś" było.
Później.
Kiedy dostarczą ich do aresztu, kiedy ich przesłuchają, kiedy Dani zatrzyma to wkurwiające krwawienie i kiedy... jeśli... okaże się, że nie muszą biec natychmiast do kolejnego miejsca.
- Chodźmy - odetchnęła, ruszając powoli po stopniach ku Jenkinsowi.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.