04.11.2022, 15:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2022, 15:23 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)
- Po co tyle żresz przed treningiem?- oparła sobie ręce na biodrach i spojrzała na niego z dezaprobatą. Przecież wiedział, że będzie szedł na trening! Cholera jasna nie mógł jeść później? Jeszcze brakowało, żeby zarzygał im boisko. Na samą myśl zrobiło się jej niedobrze.
- Wyglądasz jak gówno Longbottom.- Gerry nigdy nie należała do tych specjalnie delikatnych, warto podkreślić, że to co mówiła było naprawdę szczere, co najgorsze zaczynało ją to martwić. Jeśli nie będzie o siebie dbał, to kto pomoże jej pokonać Ślizgonów?!
- Czy kiedy tak zapełniałeś swój żołądek nie wpadłeś na to, że za chwilę będziesz latać? Akurat Ciebie miałam za jednego z rozsądniejszych...- jak widać już zmieniła zdanie. Zawiodła się na nim, sądziła, że Erik akurat jest bardziej ogarnięty. - Mam nadzieję, że to ostatni raz.- powiedziała karcąco. Nie, żeby była kapitanem, ale bardzo poważnie podchodziła do spraw związanych z drużyną, chyba nic jej bardziej nie obchodziło w tej szkole.
Skoro przeszli już do kolejnego tematu, ona doskonale wiedziała, że nie są to wyłącznie gorsze dni. Była Yaxleyem na Merlina. Wyczuwała takich jak on, wiedziała też, że przed wakacjami nie miał tego w sobie. - Erik, ja wiem.- odetchnęła głęboko, wolała mu powiedzieć. - Ja wiem, co się zmieniło.- nie zamierzała mówić wprost o co jej chodzi, miała nadzieję, że się domyśli - a jeśli ja wiem, to wie też Theon- i to było w tym najgorsze. - Nie dowiedział się ode mnie, jakby coś.- wolała to sprostować. Nie doniosłaby na swojego szkolnego kolegę, na pewno nie do brata bliźniaka.
Dlaczego musiała z nim rozmawiać o tym właśnie tutaj? Nie miała pojęcia, jakoś tak się zdarzyło. Idealne miejsce, kibel w którym śmierdziało rzygami, a w tle latała jeszcze ta nienormalna... Geraldine wybuchnęła śmiechem, rozbawiła ją to sytuacja, nie mogła się powstrzymać. Śmiech ten brzmiał dość histerycznie.
- Nie dramatyzuj.- odparła do Marty przez śmiech, a na jej policzkach pojawiły się łzy, rozpłakała się ze śmiechu. Gerry zdecydowanie nie była specjalnie stabilna emocjonalnie.
- Martoooo, a może opowiesz nam coś, skoro już zaczęłaś...- Yaxley powoli zaczęła się uspokajać. Wydawało się jej to dobrą okazją do podpytania ducha, co właściwie tutaj robi. - Jak to się właściwie stało, że umarłaś w tej łazience...- gdy wypowiedziała te słowa na głos... cóż znowu pojawił się problem, rozbawiły ją one okropnie, starała się nie roześmiać, ale szło jej ciężko.
- Wyglądasz jak gówno Longbottom.- Gerry nigdy nie należała do tych specjalnie delikatnych, warto podkreślić, że to co mówiła było naprawdę szczere, co najgorsze zaczynało ją to martwić. Jeśli nie będzie o siebie dbał, to kto pomoże jej pokonać Ślizgonów?!
- Czy kiedy tak zapełniałeś swój żołądek nie wpadłeś na to, że za chwilę będziesz latać? Akurat Ciebie miałam za jednego z rozsądniejszych...- jak widać już zmieniła zdanie. Zawiodła się na nim, sądziła, że Erik akurat jest bardziej ogarnięty. - Mam nadzieję, że to ostatni raz.- powiedziała karcąco. Nie, żeby była kapitanem, ale bardzo poważnie podchodziła do spraw związanych z drużyną, chyba nic jej bardziej nie obchodziło w tej szkole.
Skoro przeszli już do kolejnego tematu, ona doskonale wiedziała, że nie są to wyłącznie gorsze dni. Była Yaxleyem na Merlina. Wyczuwała takich jak on, wiedziała też, że przed wakacjami nie miał tego w sobie. - Erik, ja wiem.- odetchnęła głęboko, wolała mu powiedzieć. - Ja wiem, co się zmieniło.- nie zamierzała mówić wprost o co jej chodzi, miała nadzieję, że się domyśli - a jeśli ja wiem, to wie też Theon- i to było w tym najgorsze. - Nie dowiedział się ode mnie, jakby coś.- wolała to sprostować. Nie doniosłaby na swojego szkolnego kolegę, na pewno nie do brata bliźniaka.
Dlaczego musiała z nim rozmawiać o tym właśnie tutaj? Nie miała pojęcia, jakoś tak się zdarzyło. Idealne miejsce, kibel w którym śmierdziało rzygami, a w tle latała jeszcze ta nienormalna... Geraldine wybuchnęła śmiechem, rozbawiła ją to sytuacja, nie mogła się powstrzymać. Śmiech ten brzmiał dość histerycznie.
- Nie dramatyzuj.- odparła do Marty przez śmiech, a na jej policzkach pojawiły się łzy, rozpłakała się ze śmiechu. Gerry zdecydowanie nie była specjalnie stabilna emocjonalnie.
- Martoooo, a może opowiesz nam coś, skoro już zaczęłaś...- Yaxley powoli zaczęła się uspokajać. Wydawało się jej to dobrą okazją do podpytania ducha, co właściwie tutaj robi. - Jak to się właściwie stało, że umarłaś w tej łazience...- gdy wypowiedziała te słowa na głos... cóż znowu pojawił się problem, rozbawiły ją one okropnie, starała się nie roześmiać, ale szło jej ciężko.