19.07.2023, 01:23 ✶
Im dłużej Sarah mówiła, tym bardziej Atreus zastanawiał się, dlaczego musiał być taki, a nie inny, bez większego zaangażowania dłubiąc w tym, co przyniosła mu na talerzu dziewczyna. Spoglądał na nią sporadycznie, bardziej dla zwykłego i raczej grzecznego utrzymania jej w przekonaniu, że jednak jej słucha. Słuchał, ale przy każdej przekręconej zgłosce miał ochotę grzecznie jej podziękować. Nawet gdyby chciał, nie znalazł by w sobie chociaż odrobiny współczucia dla jej przypadłości, bo jedyne co zaprzątało mu głowę to to, jak ktokolwiek miałby ją brać na poważnie. Może posiadała jakiś porażający wachlarz umiejętności, skoro rodzina jej się nie wstydziła i wciąż trzymała w domu?
Zastanawiał się też, czy nie lepiej było jednak zostać przy samym nazwisku. Może wtedy dziewczyna aż tak opropnie by się nie męczyła, a on nie musiałby już nigdy więcej słyszeć, jak kaleczy jego imię. Cóż.. przynajmniej uśmiechała się ładnie.
Pokiwał głową, unosząc lekko brwi i próbując w pokraczny sposób nie zadławić się i dać jej znać, że naprawdę nie ma za co, taka praca, taki obowiązek. Mów mi więcej. Słyszeć że było się bohaterem zawsze było przyjemnie, co ogromnie łaskotało jego i tak sporych rozmiarów ego, jednak nie wypychało całkowicie rozczarowania jakie przyniosła ze sobą porażka, o której Macmillan nie miała pojęcia.
Bulstrode przełknął to co miał w ustach, nie musząc podążać za jej spojrzeniem, by zdawać sobie sprawę z tego, gdzie tak naprawdę uciekło. Cokolwiek zrobiło z nim limbo wewnętrznie, pozostawiło ślady też na zewnątrz. Bezkresna zimnota jak na razie zdawała się być jedynym przejawem nieprzemyślanej wizytacji w innym wymiarze i auror miał szczerą nadzieję, że na tym się skończy.
- Nie krępuj się - wyciągnął w jej stronę dłoń, do której jeszcze przed chwilą przykleiła swoje srebrne oczy, zachęcając ją do pochwycenia w jej własne, a jednocześnie uśmiechnął się do niej lekko. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że faktycznie - tylko ją to zachęci, na jego nieszczęście na pewno do dalszego mówienia, ale jeszcze nie był na tyle głupi, żeby obcesowo odprawić ją z to i tym samym ewentualnie przekreślić sobie szanse u innych kapłanek. Nie wspominając już o tym, że to co powiedziała gdzieś w połowie całego tego potoku słów, wydało mu się przydatne.
- Byłbym wdzięczny - zaczął, powstrzymując powątpiewanie, które tak bardzo chciało przedrzeć się na światło dzienne. - Odnośnie informacji na ten temat. Myślałem o tym, żeby udać się do Parkinsonów, ale odnośnie tego tematu chyba lepiej udać się w ręce profesjonalistów - mrugnął do niej porozumiewawczo.
- I co mówiły te zapisy?
Zastanawiał się też, czy nie lepiej było jednak zostać przy samym nazwisku. Może wtedy dziewczyna aż tak opropnie by się nie męczyła, a on nie musiałby już nigdy więcej słyszeć, jak kaleczy jego imię. Cóż.. przynajmniej uśmiechała się ładnie.
Pokiwał głową, unosząc lekko brwi i próbując w pokraczny sposób nie zadławić się i dać jej znać, że naprawdę nie ma za co, taka praca, taki obowiązek. Mów mi więcej. Słyszeć że było się bohaterem zawsze było przyjemnie, co ogromnie łaskotało jego i tak sporych rozmiarów ego, jednak nie wypychało całkowicie rozczarowania jakie przyniosła ze sobą porażka, o której Macmillan nie miała pojęcia.
Bulstrode przełknął to co miał w ustach, nie musząc podążać za jej spojrzeniem, by zdawać sobie sprawę z tego, gdzie tak naprawdę uciekło. Cokolwiek zrobiło z nim limbo wewnętrznie, pozostawiło ślady też na zewnątrz. Bezkresna zimnota jak na razie zdawała się być jedynym przejawem nieprzemyślanej wizytacji w innym wymiarze i auror miał szczerą nadzieję, że na tym się skończy.
- Nie krępuj się - wyciągnął w jej stronę dłoń, do której jeszcze przed chwilą przykleiła swoje srebrne oczy, zachęcając ją do pochwycenia w jej własne, a jednocześnie uśmiechnął się do niej lekko. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że faktycznie - tylko ją to zachęci, na jego nieszczęście na pewno do dalszego mówienia, ale jeszcze nie był na tyle głupi, żeby obcesowo odprawić ją z to i tym samym ewentualnie przekreślić sobie szanse u innych kapłanek. Nie wspominając już o tym, że to co powiedziała gdzieś w połowie całego tego potoku słów, wydało mu się przydatne.
- Byłbym wdzięczny - zaczął, powstrzymując powątpiewanie, które tak bardzo chciało przedrzeć się na światło dzienne. - Odnośnie informacji na ten temat. Myślałem o tym, żeby udać się do Parkinsonów, ale odnośnie tego tematu chyba lepiej udać się w ręce profesjonalistów - mrugnął do niej porozumiewawczo.
- I co mówiły te zapisy?