Najłatwiej w ten sposób walczyć ze stresem. Yaxley paplała, gadała głupoty, aby czymś zająć myśli. Z drugiej strony, nie bała się tego, co może czyhać na nich w lesie. Znała las, jego mieszkańców, wiedziała jak sobie z nimi radzić. Schody zaczynały się jednak dlatego, że w to wszystko mieszał się Voldemort. Kto wie, co właściwie zrobił, jak zaburzył równowagę, przez co i las mógł stać się dla niej obcy. Ta niewiadoma ją najbardziej przerażała. Jak bowiem powinna postąpić, kiedy znajdzie tutaj jego popleczników? Szczególnie bolesne mogłoby być w tej sytuacji spotkanie z Theonem, a wiedziała, że on mógł się tutaj znaleźć, bo angażował się w działania śmierciożerców, może nie powiedział tego wprost, ale Gerry wyłapała aluzję.
Przewróciła teatralnie oczami, kiedy Vinnie się odezwał po raz kolejny. Czy naprawdę musieli rozmawiać o kutasach? - Vince, jak Ty mało rzeczy widziałeś. - Dodała jeszcze, chociaż może faktycznie ten temat powinien zostać urwany. - Za słabo się znamy, żebym opowiadała ci o takich rzeczach, może kiedyś, przy whisky jak dalej będziesz chętny, ale teraz jestem zbyt trzeźwa. - Nie sądziła, żeby szczególnie interesowało go jej życie seksualne, bo właściwie czemu by miało? No, ale jeśli nadal będzie taki ciekawy... Nie było to dla niej tabu.
Na całe szczęście znalezienie pajęczyny przerwało tą dosyć niezręczną rozmowę. Yaxley rozglądała się wokół, nie czekali długo na towarzystwo, pojawił się i on. Ogromny, włochaty pająk. Geraldine sięgnęła do pasa, przy którym miała sztylet i złapała go mocno. Jak przyjdzie taka potrzeba, to będą walczyć.
- Uważaj Vince, wygląda jakby chciał Cię wpierdolić. - Odezwała się, jakby nie zauważył.