19.07.2023, 17:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2023, 17:43 przez Brenna Longbottom.)
- Doskonale, to tylko ułatwi mi pracę - zapewniła odnośnie tego, że nie skorzysta z prawa do milczenia. Może innym jego nadmierne rozgadanie przeszkadzało, ale Brenna bardzo lubiła ludzi, którzy dużo mówili. Szczególnie w pracy. Nawet z największych głupot dało się wyciągnąć informacje. - Mówiłam do tej pięknej pani, ale dziękuję. Będę potrzebowała jeszcze pani danych - powiedziała do zapłakanej kobiety, kiedy kajdanki dołączyły do poluzowanego sznura na nadgarstkach Sauriela.
Prawdopodobnie byli już skazani na to, by nie mieć o sobie najlepszego mniemania. Zarówno ze względu na okoliczności spotkania, jak i ogół życiowych doświadczeń oraz obrane ścieżki zawodowe, ale i po trochu także z powodu nazwisk - bo gdy już znaleźli się w Ministerstwie, musiała spytać go o dane.
Rookwood.
Była wobec tego rodu więcej niż ostrożna, ale nie kojarzyła ich dotąd z bójek barowych. Chociaż po prawdzie chyba sam fakt, że należał do tej rodziny wzbudził w niej dużo więcej niechęci niż cios w twarz. Był kuzynem Charliego, a każdy bliski krewny, w pewnym sensie, stanowił dla chłopaka zagrożenie. Nowa twarz, nowa fryzura i lewe papiery nie gwarantowały stu procentowej anonimowości.
Sauriel miał jednak gwarantowane, że owszem, Brenna zainteresuje się Wacherem. Był wszak świadkiem, a Rookwood zgłaszał jej przestępstwo i niezależnie od tego, jak urządził twarz Brygadzistki i kto był jego ojcem (albo wujem), musiała to sprawdzić. Poza serią standardowych pytań dotyczących tożsamości i sytuacji w barze, dostał formularz ze zgłoszeniem przestępstwa, a następnie dużo zapytań odnośnie Watchera. Od domniemanego trucicielstwa, przez informacje o tym panie (które zamierzała zweryfikować w rozmowie z damą Williama), aż po wypytywanie odnośnie wyglądu - bo sama Brenna niestety, nie miała okazji przyjrzeć się mu dostatecznie dobrze. A tak jak mogła wytapetować okolicę portretami Sauriela, tak i mogła zrobić to z facjatą Watchera… o ile wcześniej nie natknie się na jakiś trop bez tego, bo publiczne listy gończe mogły skłonić go do zejścia do podziemia. Nie zamierzała jednak odpuszczać.
Pod tym względem naprawdę była jak pies: gdy wskazywało się jej cel, goniła.
Prawdopodobnie byli już skazani na to, by nie mieć o sobie najlepszego mniemania. Zarówno ze względu na okoliczności spotkania, jak i ogół życiowych doświadczeń oraz obrane ścieżki zawodowe, ale i po trochu także z powodu nazwisk - bo gdy już znaleźli się w Ministerstwie, musiała spytać go o dane.
Rookwood.
Była wobec tego rodu więcej niż ostrożna, ale nie kojarzyła ich dotąd z bójek barowych. Chociaż po prawdzie chyba sam fakt, że należał do tej rodziny wzbudził w niej dużo więcej niechęci niż cios w twarz. Był kuzynem Charliego, a każdy bliski krewny, w pewnym sensie, stanowił dla chłopaka zagrożenie. Nowa twarz, nowa fryzura i lewe papiery nie gwarantowały stu procentowej anonimowości.
Sauriel miał jednak gwarantowane, że owszem, Brenna zainteresuje się Wacherem. Był wszak świadkiem, a Rookwood zgłaszał jej przestępstwo i niezależnie od tego, jak urządził twarz Brygadzistki i kto był jego ojcem (albo wujem), musiała to sprawdzić. Poza serią standardowych pytań dotyczących tożsamości i sytuacji w barze, dostał formularz ze zgłoszeniem przestępstwa, a następnie dużo zapytań odnośnie Watchera. Od domniemanego trucicielstwa, przez informacje o tym panie (które zamierzała zweryfikować w rozmowie z damą Williama), aż po wypytywanie odnośnie wyglądu - bo sama Brenna niestety, nie miała okazji przyjrzeć się mu dostatecznie dobrze. A tak jak mogła wytapetować okolicę portretami Sauriela, tak i mogła zrobić to z facjatą Watchera… o ile wcześniej nie natknie się na jakiś trop bez tego, bo publiczne listy gończe mogły skłonić go do zejścia do podziemia. Nie zamierzała jednak odpuszczać.
Pod tym względem naprawdę była jak pies: gdy wskazywało się jej cel, goniła.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.