19.07.2023, 17:47 ✶
Crawley chętnie podążyła za swoim towarzyszem, zagłębiając się pomiędzy drzewa. Znała Knieję, i to bardzo dobrze, i zwykle nie bała się spacerować po niej samej czy w towarzystwie, teraz jednak czuła delikatny, umiejscowiony gdzieś pod sercem niepokój, który zasiały wydarzenia minionej nocy i ostrzeżenia, jakie przynieśli ze sobą brygadziści i aurorzy. Między drzewami mogli czekać na nich nie tylko zagubieni po Beltane ludzie, ale także dziwne czy niebezpieczne istoty.
Może dlatego, że Ururu szedł pierwszy, to ona nie wpadła w pułapkę, a może też instynktownie nie chciała postawić nóg tam, gdzie oczy wypatrzyły coś innego. Cokolwiek jednak nie było powodem, to właśnie Marquez został ofiarą.
- Na Merlina, nic panu nie jest? - dziewczyna dopadła do niego w paru krokach, wyraźnie zaaferowana. Pytanie, które dość szybko skategoryzowała jako niemądre, wymsknęło się wręcz mimowolnie, bo chyba po cichu liczyła na to, że wnyki nie zacisnęły się na nim, a gdzieś obok, uruchomione poruszoną ściółką czy zwykłym przypadkiem. Niestety, im dłużej patrzyła na jego nogę, tym bardziej nie mogła zaprzeczać, że stalowe szczęki zacisnęły się na jego kończynie.
Dora podciągnęła rękawy, ostrożnie przyglądając się całej konstrukcji i stopniu zniszczeń.
- Nie wygląda to tak źle. Nie krwawi pan mocno, może jest na tyle stara, że nie zacisnęła się poprawnie? - zasugerowała ostrożnie. Barwa krwi czy szybkość jej płynięcia wydawała się jej nienaturalna, ale nie po to nie ukończyła stażu w Mungu, żeby móc teraz wydawać na ten temat profesjonalne opinie. Tym bardziej, ze najważniejszym było teraz wydostanie go z tej pułapki.
- Możemy spróbować ją otworzyć zaklęciem, albo czymś podważyć. Mam ze sobą parę opatrunków z namiotu medycznego, jak pana uwolnimy, to będę mogła opatrzyć ranę. - poinformowała go, troskliwie spoglądając na jego twarz, ale też i dookoła, jakby chcąc upewnić się, że pułapka była w tym momencie jedynym ich zmartwieniem.
Może dlatego, że Ururu szedł pierwszy, to ona nie wpadła w pułapkę, a może też instynktownie nie chciała postawić nóg tam, gdzie oczy wypatrzyły coś innego. Cokolwiek jednak nie było powodem, to właśnie Marquez został ofiarą.
- Na Merlina, nic panu nie jest? - dziewczyna dopadła do niego w paru krokach, wyraźnie zaaferowana. Pytanie, które dość szybko skategoryzowała jako niemądre, wymsknęło się wręcz mimowolnie, bo chyba po cichu liczyła na to, że wnyki nie zacisnęły się na nim, a gdzieś obok, uruchomione poruszoną ściółką czy zwykłym przypadkiem. Niestety, im dłużej patrzyła na jego nogę, tym bardziej nie mogła zaprzeczać, że stalowe szczęki zacisnęły się na jego kończynie.
Dora podciągnęła rękawy, ostrożnie przyglądając się całej konstrukcji i stopniu zniszczeń.
- Nie wygląda to tak źle. Nie krwawi pan mocno, może jest na tyle stara, że nie zacisnęła się poprawnie? - zasugerowała ostrożnie. Barwa krwi czy szybkość jej płynięcia wydawała się jej nienaturalna, ale nie po to nie ukończyła stażu w Mungu, żeby móc teraz wydawać na ten temat profesjonalne opinie. Tym bardziej, ze najważniejszym było teraz wydostanie go z tej pułapki.
- Możemy spróbować ją otworzyć zaklęciem, albo czymś podważyć. Mam ze sobą parę opatrunków z namiotu medycznego, jak pana uwolnimy, to będę mogła opatrzyć ranę. - poinformowała go, troskliwie spoglądając na jego twarz, ale też i dookoła, jakby chcąc upewnić się, że pułapka była w tym momencie jedynym ich zmartwieniem.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.