adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
- A gu-gu?
- Gu – zgodziła się z roztargnieniem Mavelle, której w udziale przypadło zajęcie się dzieciakiem kobiety, która przyszła złożyć zeznania. Bones osobiście się tą sprawą nie zajmowała, ale miała jedną cechę, przez którą wciśnięto jej dzieciaka: była kobietą. A jak kobieta, to wiadomo, że lepiej się dzieciakiem zajmie, prawda? A że zimna, to już takim tam mały, nieznaczący szczegół, i tak za oknem pogoda nie należała do tych z rodzaju najlepszych i tak, a co za tym szło, dzieciak i tak był całkiem ciepło ubrany.
I o dziwo, bynajmniej nie płakał, jak w pierwszej chwili się obawiała, gdy koniec końców zgadzała się poniańczyć chwilę bobasa. Z pewnym chłodem w sercu, bo siłą rzeczy młodsza się nie robiła, to raz, a dwa… nie znała pełnych rozmiarów zmian, jakie w niej zaszły przez wizytę w Limbo. Myśli te jednak dość szybko się rozpierzchły, przepędzone przez próby przeglądania papierów łączone z jednoczesnym zabawianiem małego czarodzieja.
Tylko że to wszystko trwało coś długo.
O wiele za długo, biorąc pod uwagę fakt, że – przedreptując przez biuro w poszukiwaniu kolejnej porcji kawy – przyuważyła, że przesłuchujący matkę tego jakże uroczego bąbla rozsiadł się na swoim miejscu i tak jakby… hm. No w teorii mógł uznać, że lepiej, aby rozmowę poprowadził kto inny i się zamienił, ale…
… miała jakieś takie dziwne przeczucie, które nie dawało jej spokoju. Nie no, chyba ta kobieta nie porzuciła swego potomka? Zapomniała o nim? Jak można zapomnieć, że było się z dzieckiem i nie zorientować się, że wychodzi bez dziecka? Starając się to wziąć na logikę, było to dość trudne do uwierzenia – zwłaszcza że Mavelle nie wyobrażała sobie, że gdyby była matką, potrafiłaby przeoczyć ten „drobny fakt” – przez co koniec końców uznała, iż poczeka jeszcze chwilę, zanim ruszy sprawdzać, co i jak.
I ta chwila minęła, a matki jak nie było widać, tak nie było widać.
- Sprawdzimy, co się dzieje z twoją mamusią? – spytała małego, podnosząc się z krzesła i przenosząc jego ciężar na biodro.
- Ugga! – radośnie odparło dziecko.
Na takie dictum Mavelle mogła zrobić tylko jedno: skierować się w stronę swego kuzyna, który naprawdę nie wyglądał, jakby właśnie zajmował się przesłuchiwaniem kogokolwiek…
- Erik? Powiedz, proszę, że po prostu oddałeś przesłuchanie jego matki komuś innemu, a nie po prostu wyszła... – rzuciła pod adresem Longbottoma, przystając przy jego biurku.
- Gu!