20.07.2023, 00:05 ✶
Patrick wbił wzrok we własne ręce, słuchając relacji Brenny. Na jego czole pojawiła się pionowa bruzda. Wyglądał jakby usilnie się nad czymś zastanawiał.
- Trudno. Trzeba przeszukać dom – wymamrotał wreszcie. – W razie czego, będę zmyślał, że otrzymaliśmy zgłoszenie o nieuprawnionym użyciu czarów przez małoletniego czarodzieja – powiedział.
Wymówka brzmiała tak samo dobrze jak każda inna, nawet jeśli to nie oni powinni być wezwani na miejsce w takim przypadku. Steward wyszedł zresztą z założenia, że Harper zrozumie. W grę wchodziło w końcu życie dziecka a Brenna tylko co przyznała, że w piwnicy namalowano pentagram. Ten zaś, może bezpodstawnie, kojarzył się Patrickowi albo z nekromancją (która była przecież sztuką zakazaną) albo z przywoływaniem lub wypędzaniem duchów. Cokolwiek się tutaj działo, nie sprawiało bezpiecznego wrażenia.
- Sprawdzaj dół a ja wejdę na piętro – zaproponował jeszcze a potem skierował się ku górze.
Brennę nawiedziło uczucie deja vu. Bardzo podobną scenę widziała podczas widmowidzenia w domu Hillów. Tylko wtedy śpiącego chłopca znoszono po schodach. Tutaj Steward wchodził na górę. Poruszał się cicho. Najwyżej dwa lub trzy razy usłyszała skrzypnięcie stopnia, gdy stawiał kroki.
Brygadzistka tymczasem zajrzała do pustej kuchni. W szarości rodzącego się dnia wyglądała na starą i zaniedbaną. Wynajmujący dom, raczej nie gotowali – nawet za pomocą magii – na stole i blatach walały się opakowania po zamówionym na wynos żarciu. Na parterze znajdowała się jeszcze łazienka – również pusta i również wyglądająca na starą i (choć czystą) nieszczególnie zadbaną oraz sypialnia. Ta znowu, pusta (łóżko, szafa, komoda, krzesło, stolik nocny, lampka i brzydkie, ciemne zasłony w kwiaty) – ale z pewnością mieszkał w niej przynajmniej jeden z najmujących, bo dało się tu wyczuć mdławy zapach męskiego potu a na krześle leżały byle jak rzucone spodnie. Pościel na łóżku była skołtuniona, jakby ktoś albo jej nie pościelił albo niedawno wstał.
- Trudno. Trzeba przeszukać dom – wymamrotał wreszcie. – W razie czego, będę zmyślał, że otrzymaliśmy zgłoszenie o nieuprawnionym użyciu czarów przez małoletniego czarodzieja – powiedział.
Wymówka brzmiała tak samo dobrze jak każda inna, nawet jeśli to nie oni powinni być wezwani na miejsce w takim przypadku. Steward wyszedł zresztą z założenia, że Harper zrozumie. W grę wchodziło w końcu życie dziecka a Brenna tylko co przyznała, że w piwnicy namalowano pentagram. Ten zaś, może bezpodstawnie, kojarzył się Patrickowi albo z nekromancją (która była przecież sztuką zakazaną) albo z przywoływaniem lub wypędzaniem duchów. Cokolwiek się tutaj działo, nie sprawiało bezpiecznego wrażenia.
- Sprawdzaj dół a ja wejdę na piętro – zaproponował jeszcze a potem skierował się ku górze.
Brennę nawiedziło uczucie deja vu. Bardzo podobną scenę widziała podczas widmowidzenia w domu Hillów. Tylko wtedy śpiącego chłopca znoszono po schodach. Tutaj Steward wchodził na górę. Poruszał się cicho. Najwyżej dwa lub trzy razy usłyszała skrzypnięcie stopnia, gdy stawiał kroki.
Brygadzistka tymczasem zajrzała do pustej kuchni. W szarości rodzącego się dnia wyglądała na starą i zaniedbaną. Wynajmujący dom, raczej nie gotowali – nawet za pomocą magii – na stole i blatach walały się opakowania po zamówionym na wynos żarciu. Na parterze znajdowała się jeszcze łazienka – również pusta i również wyglądająca na starą i (choć czystą) nieszczególnie zadbaną oraz sypialnia. Ta znowu, pusta (łóżko, szafa, komoda, krzesło, stolik nocny, lampka i brzydkie, ciemne zasłony w kwiaty) – ale z pewnością mieszkał w niej przynajmniej jeden z najmujących, bo dało się tu wyczuć mdławy zapach męskiego potu a na krześle leżały byle jak rzucone spodnie. Pościel na łóżku była skołtuniona, jakby ktoś albo jej nie pościelił albo niedawno wstał.