20.07.2023, 00:48 ✶
Patrick nie potrafiłby opisać stanu, w którym się w tym momencie znajdował. Z jednej strony, czuł jak z każdą kolejną chwilą wracały do niego siły – wzrok przestał mu się już rozmazywać, przestało kręcić w głowie a nogi nie odmawiały już posłuszeństwa. Z drugiej, wciąż było mu niemożebnie zimno a czekając na Błędnego Rycerza, myślał nawet że zaczął emanować zimnem i tak już chyba będzie zawsze. Z trzeciej wciąż pozostawał zagubiony a świadomość wszystkiego, co wydarzyło się w nocy przytłaczała go. Z czwartej… z czwartej cieszył się, że ma obok siebie akurat Florence.
Imię uzdrowicielki tańczyło mu w głowie przez cały dzień. Jeszcze leżąc na prowizorycznym łóżku w namiocie, szukał wzrokiem jej sylwetki, upewniając się, że gdzieś tam była, jak jakiś stały i istotny punkt w jego życiu. W innych okolicznościach chyba nawet mógłby jej powiedzieć na głos, że dobrze było ją mieć obok siebie. Wchodząc razem z Florence do autobusu, czuł przenikające go na wskroś zimno. Rozejrzał się po wnętrzu a potem ruszył za nią w stronę łóżka w kącie.
- Trochę – zgodził się. – Tylko nie każ mi się na nim kłaść – poprosił, siląc się nawet na jakiś rodzaj słabego, krzywego uśmieszku.
Cały dzień spędził na leżeniu i spaniu. Wolał nie ogłaszać własnej niemocy jeszcze tutaj, w pobliżu przypadkowych czarodziei. Czuł się zdecydowanie lepiej, póki nie wiedzieli, że był jednym z Zimnych. Nawet nie próbował wyciągać swojej różdżki i tym samym zaklęciem blokować łóżka Florence. W ogóle, najchętniej poprosiłby ją, żeby usiadła obok niego, najlepiej w taki sposób, żeby mógł poczuć bijące od niej ciepło. Przysiadł na swoim miejscu. Zapatrzył na własne dłonie. Czemu ciągle pozostawały takie zimne? Czemu nie mógł ich nijak rozgrzać?
- Ty też miałaś ciężki dzień – zagaił. – Kilkunastogodzinny dyżur pełen rannych i potrzebujących pilnej opieki pacjentów – opisał, przenosząc wzrok na twarz Florence. Wczoraj walił się świat na Polanie Ognisk, a dzisiaj Bulstrode pojawiła się na niej i zaczęła go metodycznie naprawiać. Jak tu nie cieszyć się na jej widok? I znowu przeszło Patrickowi przez myśl, że dobrze było ją mieć obok siebie. Najchętniej poprosiłby, żeby weszła do domu jego, jego dziadków i wuja, ale nie był aż takim egoistą, żeby to zrobić. Miała na głowie własne problemy, martwiła się o Atreusa, było teraz dużo ważniejszych spraw od picia gorącej herbaty w towarzystwie jego i jego rodziny. - Niewiele widziałem, ale Polana wygląda jak po przejściu tornada. Twój brat już się ocknął?
!steward1
Imię uzdrowicielki tańczyło mu w głowie przez cały dzień. Jeszcze leżąc na prowizorycznym łóżku w namiocie, szukał wzrokiem jej sylwetki, upewniając się, że gdzieś tam była, jak jakiś stały i istotny punkt w jego życiu. W innych okolicznościach chyba nawet mógłby jej powiedzieć na głos, że dobrze było ją mieć obok siebie. Wchodząc razem z Florence do autobusu, czuł przenikające go na wskroś zimno. Rozejrzał się po wnętrzu a potem ruszył za nią w stronę łóżka w kącie.
- Trochę – zgodził się. – Tylko nie każ mi się na nim kłaść – poprosił, siląc się nawet na jakiś rodzaj słabego, krzywego uśmieszku.
Cały dzień spędził na leżeniu i spaniu. Wolał nie ogłaszać własnej niemocy jeszcze tutaj, w pobliżu przypadkowych czarodziei. Czuł się zdecydowanie lepiej, póki nie wiedzieli, że był jednym z Zimnych. Nawet nie próbował wyciągać swojej różdżki i tym samym zaklęciem blokować łóżka Florence. W ogóle, najchętniej poprosiłby ją, żeby usiadła obok niego, najlepiej w taki sposób, żeby mógł poczuć bijące od niej ciepło. Przysiadł na swoim miejscu. Zapatrzył na własne dłonie. Czemu ciągle pozostawały takie zimne? Czemu nie mógł ich nijak rozgrzać?
- Ty też miałaś ciężki dzień – zagaił. – Kilkunastogodzinny dyżur pełen rannych i potrzebujących pilnej opieki pacjentów – opisał, przenosząc wzrok na twarz Florence. Wczoraj walił się świat na Polanie Ognisk, a dzisiaj Bulstrode pojawiła się na niej i zaczęła go metodycznie naprawiać. Jak tu nie cieszyć się na jej widok? I znowu przeszło Patrickowi przez myśl, że dobrze było ją mieć obok siebie. Najchętniej poprosiłby, żeby weszła do domu jego, jego dziadków i wuja, ale nie był aż takim egoistą, żeby to zrobić. Miała na głowie własne problemy, martwiła się o Atreusa, było teraz dużo ważniejszych spraw od picia gorącej herbaty w towarzystwie jego i jego rodziny. - Niewiele widziałem, ale Polana wygląda jak po przejściu tornada. Twój brat już się ocknął?
!steward1