20.07.2023, 09:53 ✶
- Poznałam mężczyznę z wizji i zaglądając przez okno zobaczyliśmy, że jest nieprzytomny? - zaproponowała Brenna krótko. Widmowidzenie samo w sobie było tylko wskazówką, w sądzie bez podparcia innymi dowodami było łatwe do podważenia, ale już podejrzewała, że Harper przy bajeczce pt. "Patrick pokazał mi go po zgłoszeniu i go rozpoznałam, dlatego tam weszliśmy" nie będzie wyciągać służbowych konsekwencji. Nie wspominając o tym, że człowiek w salonie mógł być czymś podtruty, a dojrzenie kogoś takiego już usprawiedliwiało wejście do środka. Poza tym... to Steward był Prawą Ręką, a z kolei to jej rodzinie wiele osób nie chciało w Departamencie podpaść (nawet jeżeli sama Moody tym by się nie przejmowała). Lepiej, aby w razie czego, zwalać sprawę na nią.
Tak czy inaczej, nie drążyła tematu. Wspólną wersję wydarzeń mogli ustalić później.
Zamknęła drzwi wejściowe z powrotem, ot wiedziona odruchem - gdyby ktoś tu wrócił, chciała zyskać parę sekund, nawet jeżeli teraz taki scenariusz zdawał się jej mało prawdopodobny. Sprawdzała kolejne pomieszczenia metodycznie, powściągając potrzebę pośpiechu, wciąż starając się zachować ostrożność. Czyli nie zapalać świateł, nie wpadać do niego w swoim zwykłym tempie, nie skrzypieć podłogą, zaglądać do najbardziej oczywistych schowków. Wydawało się, że dom jest pusty - ba, może inni, poza człowiekiem z salonu nawet go opuścili, skoro pokój, w którym ktoś sypiał, był pozbawiony ubrań poza spodniami. Wciąż zaciskała palce na różdżce. Do opakowań po jedzeniu podeszła, by zajrzeć do środka - ot sprawdzając, czy po resztkach da się stwierdzić, czy coś zamawiano niedawno. Nie przeglądała wszystkich, zerknęła zaledwie. Jeżeli dom okaże się całkiem pusty i nie natkną się na żadne oczywiste ślady, przyjdzie czas na sprawdzanie takich, próbę dobudzenia mężczyzny, wezwanie uzdrowiciela, widmowidzenie.
Dopiero jeśli po obejściu całego parteru nie znalazła nikogo ani niczego bardzo podejrzanego, skierowała się za Patrickiem na piętro.
Tak czy inaczej, nie drążyła tematu. Wspólną wersję wydarzeń mogli ustalić później.
Zamknęła drzwi wejściowe z powrotem, ot wiedziona odruchem - gdyby ktoś tu wrócił, chciała zyskać parę sekund, nawet jeżeli teraz taki scenariusz zdawał się jej mało prawdopodobny. Sprawdzała kolejne pomieszczenia metodycznie, powściągając potrzebę pośpiechu, wciąż starając się zachować ostrożność. Czyli nie zapalać świateł, nie wpadać do niego w swoim zwykłym tempie, nie skrzypieć podłogą, zaglądać do najbardziej oczywistych schowków. Wydawało się, że dom jest pusty - ba, może inni, poza człowiekiem z salonu nawet go opuścili, skoro pokój, w którym ktoś sypiał, był pozbawiony ubrań poza spodniami. Wciąż zaciskała palce na różdżce. Do opakowań po jedzeniu podeszła, by zajrzeć do środka - ot sprawdzając, czy po resztkach da się stwierdzić, czy coś zamawiano niedawno. Nie przeglądała wszystkich, zerknęła zaledwie. Jeżeli dom okaże się całkiem pusty i nie natkną się na żadne oczywiste ślady, przyjdzie czas na sprawdzanie takich, próbę dobudzenia mężczyzny, wezwanie uzdrowiciela, widmowidzenie.
Dopiero jeśli po obejściu całego parteru nie znalazła nikogo ani niczego bardzo podejrzanego, skierowała się za Patrickiem na piętro.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.