— Pan może dać radę, ale to nadwyręży kostkę jeszcze bardziej! Może ja panu usztywnię stopę chociaż! — Powiedział Finch i od razu wystrzelił w stronę bolącej stopy jakieś podejrzane zaklęcie. Zielony glut wyciekł całą pulpą na nogę Borgina. Cały but i kilka dobrych centymetrów powyżej kostki zostało obleczone podejrzanym mazidłem, które po chwili zastygło, tworząc specyficzne usztywnienie. Borgin czuł wciąż ból i dyskomfort, ale każdy krok nie był już aż tak uciążliwy.
— No to powodzenia — odparł Moody spoglądając na zielony opatrunek. Nie wiadomo, czy życzył powodzenia w przetrwaniu z Finchem, czy tak ogólnie. Brygadziści ruszyli w głąb lasu, podczas gdy nasi bohaterowie szli w stronę Doliny.
— To ja pana od razu spiszę, będzie szybciej — odparł Weasley do Rookwooda. Bez przerywania pochodu, wyjął samopiszące pióro i notes. — Proszę się nie obawiać, spisuję pana jako ofiarę oczywiście, haha! No to, imię i nazwisko?
Finch chciał złapać Borgina w jakiś sposób, by ułatwić mu spacer powrotny, ale robił to trochę nieudolnie. Poza tym co jakiś czas dramatycznie usuwał różdżką z drogi pojedyncze gałęzie, jakby robiło to jakąś różnicę.
— Pan miał dużo szczęścia, panie Borgin. Podobno tragedia się tam wydarzyła! No, no, prawdziwy z pana bohater teraz będzie! — nawijał tak cały czas.