Jak zwykle zbyt ostrożny, może nadto spięty, chociaż czemu się mu dziwiła? To nie był przypadkowy zgon i tylko oni dwoje wiedzieli o tym fakcie, ale przecież byli tu sami, a może to ona przez emocje nie kontrolowała się jak powinna? Na jego słowa, westchnęła tylko cicho w geście irytacji. Jednak nie podjęła tematu dalej, pozwoliła, by wylał to, co leżało mu na wątrobie i zakończył temat Williama i jej wdowieństwa, tak samo, jak zakończył jego życie.
Gdy mówił o specjalnym miejscu, zauważyła błysk satysfakcji i ten niewątpliwie szelmowski uśmieszek, który topił najtwardsze serca szkolnych koleżanek. Nie dodała nic więcej i pozwoliła, by prowadził.
Nie wiedziała, o jakie miejsce chodzi, ale Nokturn świetnie pasował do Logana. Pozbawiony tandetnej powłoki blichtru i luksusu jak Pokątna, szczery w swojej prostocie i jasny w przesłaniu. Jesteś tu, by zrobić interes i wyjść, nie popatrzeć na oszklone gabloty z pięknymi wystawami, co czasem lubiła robić, zwłaszcza przed świętami, gdy mogła wybrać prezenty dla rodziny. Tutaj jednak nie pozostało jej nic innego, jak podążać za wspólnikiem, dość żwawym i sprężystym krokiem. Nawet jeśli cholerne buty na obcasie nie były stworzone do przemieszczania się po tej alei i musiała uważać, żeby nie skończyć z nosem w kamieniu, albo przynajmniej zranioną dumą.
W pewnym momencie zatrzymali się przed niewielkim sklepem, niewyróżniającym się na tle innych w tym miejscu. Każde wyglądało podobnie odpychająco i groźnie szeptało do odwiedzającego, że wchodzi tu na własne ryzyko, ponieważ zakupy tutaj mogą nie skończyć się dobrze. Chwilę przyglądała się krzyczącej tabliczce z napisem zamknięte, a później skierowała uwagę na właściciela owego przybytku. Może tylko się jej wydawało, a może jednak nie, lecz dostrzegła jakby sekundowe zawahanie w jego działaniach, a może jedynie zamyślenie. Nie trwało to jednak na tyle długo, by uznała to za znaczące i już chwilę później porzuciła ten obraz na rzecz bodźców płynących z wnętrza.
Słodki zapach kurzu, mieszający się z aromatem jakby lekko zatęchłego drewna, podbijany całkowitą ciemnością, do której jej oczy musiały chwilę się przyzwyczaić. Szła powoli, kierując się za mężczyzną, uważając, by nie znokautować nogi o jakiś zdradliwy mebel lub nie wejść nie daj Merlinie w jakiegoś szczura, który takie miejsce mógłby traktować niczym uczniowie Pokój Życzeń w Hogwarcie. Wzdrygnęła się na samą myśl o tłustym szkodniku, który mógł się tu gdzieś czaić.
Kolejne pomieszczenie wyglądało już lepiej, a przynajmniej tyle wywnioskowała z przebijających się resztek światła z pomieszczenia obok. Dopiero blask świec pozwolił jej dokładnie rozejrzeć się po pokoju. Wielkich regałach z księgami, które od razu przyciągnęły jej ciekawość i nabrała autentycznej chęci, by zbadać ich grzbiety, dopieścić dotykiem nietypowe obwoluty i zagłębić się w tytuły. Może znalazłaby coś wartego uwagi, co udałoby się odkupić od ciemnowłosego po okazyjnej cenie.
Rozsiadła się na wskazanym fotelu, poprawiając sukienkę, a następnie przyjrzała się, jak mężczyzna wyciąga z biurka butelkę i polewa obficie. Szanowana, że nie pieścił się z alkoholem, tylko od razu robił konkretnie, co trzeba, a alkoholu potrzebowała teraz bardziej niż kolejnych kondolencji.
Gdy zaczął mówić, jej twarz automatycznie przybrała wyraz niezadowolenia, wzrok stał się czujniejszy. Miała pełną świadomość, że Crouch miał wielu wrogów, nawet więcej niż przyjaciół, bo tych trzymał tylko dla zasady i korzyści. Rzadko obopólnych.
Co miała mu powiedzieć? Że się boi? Widziała już raz pod domem jednego podejrzanego typa wpatrującego się w okna, ale co z tego? Nie miała dowodów, że to jakiś poplecznik Williama, a nawet jeśli to co? Kolejna przysługa? Przecież nie pomoże jej, bo tak, nie będzie paprał sobie rąk pozbywaniem się niewygodnych ludzi. Jakaś masochistyczna strona jej osoby ciągnęła ją do Borgina, do tego zachmurzonego mrokiem spojrzenia, które za każdym razem badało najmniejszy zakamarek duszy i umysłu, w którym tajemniczo odbijały się płomienie świec. Zupełnie jakby czytał z człowieka jak z zakazanej księgi, wyszukując najdrobniejszych oznak słabości i robiąc sobie z nich koraliki argumentów i przewagi. Właśnie to podpowiadała jej inna część umysłu, ta, która jawiła się tą iście przystojną osobę, jako wilka w idealnym opakowaniu. Głosik, szepczący by uważała, nie zagłębiała się ponownie w ten świat. Co jednak miała czynić, jeśli jedna część ledwie szeptała, a druga drapała pazurami do krwi, wydzierając na światło dziennie wspomnienia, które zamknęła szczelnie z napisem przeszłość.
Nie była to troska, nie nią się kierował. Nie miała co się oszukiwać, nawet nie przeszło jej to przez myśl. Może ciekawość? Badanie gruntu pod kolejną inwestycję? Właściwie, jedynym celem jej tutaj było zapłacenie mu. Powinna wyjść i więcej się nie kontaktować, lecz coś kazało jej siedzieć w tym fotelu, wziąć szklankę, pić tą cholerną, drażniącą nozdrza swym aromatem Ognistą.
–Nie bezpośrednio – rzuciła tajemniczo. – Z resztą, nie wiem prawie nic o jego biznesach. –Skrzyżowała nogi w kostkach i przesunęła stopami po ziemi jak najbliżej fotela. – Jak już mówiłam, pełniłam tam tylko funkcję ozdoby. – Spojrzała na niego, z lekkim wyzwaniem w oczach. – Wiem tylko, jak tragicznie niektórzy kończyli – pociągnęła spory łyk alkoholu i wypuściła powietrze z ust. – Z resztą co da ci taka wiedza? – Zapytała, kręcąc delikatnie szklanką. – To przecież nie twój problem. – Dodała jeszcze, badawczo wpatrując się w jego twarz.