Warto także wspomnieć o tym, że w tak szanowanych rodzinach, dzieci i młodzież miała prawie wszystko i niczego im nie brakowało. W przeciwieństwie to tych biedniejszych rodzin, czy rodów. Prawdą było, że wiele im odpuszczano, o ile nie było to nic za bardzo poważnego. Pieniądz, znajomości, tego brakowało niższej hierarchii społeczności czarodziei. Bez tego nie można było daleko zajść, jak się marzyło.
Mężczyzna nie krył się z tym, jak bardzo nie na rękę mu okazywanie swojej słabości, że musiał pozwolić kobiecie, na "przebadanie" się wstępnie ze swojego obecnego stanu zdrowia. Co innego, gdyby to miejsce miało w szpitalu Św. Munga. Ale byli właśnie w jej gabinecie. Cynthia zdawała się znać na podstawach medycyny, to z jednej strony było wspaniałe. Pomocne też przy jej pracy na stanowisku koronera, gdzie wiedza biologiczna też jest potrzebna w innym stopniu.
W takim stanie Nicholas nie był zbytnio rozmowny, ale przyznał się, udzielając odpowiedzi na pytanie, że nie wychodził na zewnątrz dzisiejszego dnia. Nie mając innych obowiązków, czarodziej oddawał się pracy, aby jak najlepiej wypaść nie tylko w oczach rodziny, ale przełożonych. Po to, aby móc awansować wyżej. Żeby jego praca była doceniana jak i zebrane doświadczenie oraz umiejętności. Drugie życie też dawało mu w kość, o czym niemal nikt nie wiedział, co jeszcze mógł porabiać Nicholas, przepracowując się.
Chusteczka prawdopodobnie nie wróciła do jego dłoni, gdyż też nie była jego własnością, więc wyjął swoją, aby przyłożyć do nosa i sprawdzić, czy krew nadal leciała. Spojrzał na zabrudzony materiał i przyłożył ją do nosa ponownie. Obserwował i nasłuchiwał krzątanie się czarownicy po pomieszczeniu, która przedstawiła po chwili instrukcję parzenia się herbaty, jaką przygotowała. Westchnął cicho, jakby na prawdę było to dla niego bardzo interesujące, choć nie było. Najgorzej, że będzie musiał przeczekać, aż gorący napar zaparzy się i ostygnie, aby mógł go spożyć. Czy nie lepiej byłoby przygotować go szybciej za pomocą magii? To tylko dwa machnięcia różdżką.
Ta obawa, o pozostaniu dłużej w gabinecie, pojawiła w momencie, kiedy panna Flint wspomniała o rogalikach.
Odmówił z kulturą. Gestem wolnej dłoni odmawiając. Drugą wciąż przytrzymywał chusteczkę przy nosie. Nie było mu w tej chwili wesoło, więc nie odwzajemniał uśmiechu.
- Dlaczego Koroner? Z wiedzą medyczną, mogłabyś dobrze pracować w Mungu.
Zapytał, jakby próbował zmienić temat. Poznać ją lepiej? W planie było połączenie ich rodzin. Zdawał sobie sprawę z tego pytanie może też być zwrotne w jego stronę, dlatego uważnie dobierał temat na rozmowę. I tak musiał czekać, aż herbata się zaparzy i ostygnie.