Osobiste zapiski stanowiło zawsze niesamowite źródło wiedzy. Książki publikowały treści przewertowane wiele razy, po edycji, przeczesane i przyklepane. W większości przypadków było to jak najbardziej wskazane. Ale przez to rzadko kiedy chowały w sobie tajemnice, tak jak osobiste zapiski. Być może obarczone błędem, być może pisane podczas napadu zmęczenia lub gorączki, przy wrzasku dzieciaków lub z pośpiechem. Można było snuć niekończące się domysły dotyczące ich genezy.
Dzienniki związane z pełnią. Martin nie interesował się nigdy szczególnie astrologią, czy astronomią. Z jakiegoś powodu sięganie poza obręb Ziemi go przerażało. Ale kto wie, może faza zodiakary jeszcze go najdzie.
— Tak, artykuły naukowe.
Martin obejmował wzrokiem cały pokaźny zbiór tekstów. Odsunął od siebie naturalną fascynację, by spojrzeć na to wszystko okiem tłumacza. W końcu musiał określić ile mniej więcej zajmie mu praca oraz wycenić ją.
— Czyli mam przetłumaczyć to wszystko, tak?
Sięgnął po dzienniki i przekartkował je ostrożnie sprawdzając, ile tekstu zawierają. Takie zlecenie mogłoby mu zabrać ponad miesiąc. Nie wspominając już o zapłacie. Kapłani chyba nie ociekali złotem, prawda?