Co prawda to prawda, okoliczności wizyty Erika różniły się nieco od poprzedniej, jednak czy były bardziej pozytywne? Gdy był tu ostatni raz, wraz z kuzynką nastawiali się na to, że przekazują mężczyźnie wieści o dramatycznym zniknięciu jego żony. W takiej sytuacji ciężko o uśmiech. A teraz? Wszystko kręciło się wokół Beltane. Na swój sposób może to i lepiej. Może to sprawi, że działania skierowane przeciw Śmierciożercom nabiorą na sile. A kto wie, może Longbottom wyjdzie z gabinetu z małym asem w rękawie.
— Owszem — potwierdził przypuszczenia wróżbity, powłócząc za nim wzrokiem. — Cieszymy się, że nasze najgorsze podejrzenia się nie sprawdziły.
Przynajmniej nie można było zarzucić Brygadzie Uderzeniowej, że zignorowało wezwanie. Może zrobili nieco więcej, niż było od nich wymagane, aby upewnić się, że Annaleigh Dolohov faktycznie nic się nie stało, jednak zdaniem Erika zrobili wszystko, jak należało. Może nie podręcznikowo, ale zgodnie z własnym sumieniem. Poza tym żyli w niebezpiecznych czasach, co zresztą potwierdziło niedawne Beltane, tak więc nadmierny sceptycyzm wobec takich wezwań był wręcz wskazany. Lepiej było sprawdzić wszystko dwa razy, niż potem żałować.
— Niektórzy mogliby powiedzieć, że tego typu przepowiednia, to nie efekt dobrej wróżby, a logicznego myślenia. Zarówno aurorzy, jak i brygadziści dosyć często obrywają — skomentował nieco zaczepnie, chociaż w jego głosie nie rozbrzmiała nawet nuta kpiny. — Nie żebym sugerował Mistrzowi brak tego talentu. Takiej renomy i posłuchu wśród klientów nie zdobywa się tanimi sztuczkami.
Co najwyżej w grę wchodzi naiwność odwiedzających, skomentował w myślach, chociaż wątpił, aby żerowanie na słabych umysłach było główną taktyką Dolohova podczas spotkań z jego ulubieńcami. Może w przypadku podstarzałych i majętnych czarownic, które wiedziały, po jaką przepowiednię przychodzą i łatwiej było ugiąć się pod ich wolą, niż zdradzić im prawdę. To wciąż mogło być mało etyczne, ale czy obecnie granica tego, co etyczne, a co nie nie przesuwała się to w jedną, to w drugą stronę z dnia na dzień?
— Aha — mruknął nieco zbity z tropu, gdy filiżanka wypełniona brązową cieczą wylądowała w jego dłoniach. — A więc od razu przechodzimy do konkretów? — Uniósł niepewnie brew. — Żadnych pytań? Żadnych próśb o streszczenie tego, co się wydarzało z mojej perspektywy? — Upił łyk herbaty, zastanawiając się, czy powinien poprosić o cukier. — Po prostu... wróżenie z fusów?
Nie oponował, podświadomie czując wzrastającą w nim ciekawość co do tego, jak potoczy się to spotkanie. Jak daleko sięgał wzrok trzeciego oka Vakela Dolohova? Czy faktycznie wyczyta wszystko, co mu potrzebne z resztek herbaty? Uśmiechnął się pod nosem, podnosząc filiżankę do ust. Może faktycznie magia tego typu nie różniła się zbytni od darów, jakimi dysponowała jego własna siostra?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞