Nie żartował z pogrzebu. W tym momencie te słowa to była bardziej kwestia swego rodzaju troski o nich - jakkolwiek by to nie brzmiało. Sam Stanley był przekonany, że nie ujdzie z tego lasu żywo, a to wszystko przez to co się tam czaiło. Borgin uważał, że to nie był jeszcze czas na świętowanie. Może i odnaleźli ich inni funkcjonariusze bezpieczeństwa ale nadal nie byli w bezpiecznym miejscu i okolicy. No i przede wszystkim udawali "poszkodowanych" kiedy to oni szkodzili.
Nie zdążył zareagować albo to właśnie Finch był zbyt szybki i za bardzo skory do pomocy, która była jednak trochę przerostem formy nad treścią w jego wykonaniu. Zielona pulpa nie dosyć, że nie była tym czego potrzebował, to w dodatku tylko uwaliła mu już do końca buty. Gdyby to chodziło tylko o buty to mógłby jeszcze to przeżyć... ale dodatkowo spodnie? Nie do przeżycia! - Dzięki wielkie. Na pewno pomoże - odparł z "ulgą" w głosie. Czy powinien być wdzięcznym? Trochę tak. Czy powinien się zdenerwować na "medyka"? Jeszcze jak. Czas ich trochę gonił, a ewentualną kłótnie ze swoim kolegą po fachu, musiał odłożyć w czasie.
Pomoc Sauriela była wystarczająca aby byli w stanie dotrzeć do Doliny. Kręcący się wokół nich Finch był tylko niczym piąte koło u wozu - będące tak potrzebne jak nic i przede wszystkim wcale. Nie wypadało jednak mu odmówić, zwłaszcza kiedy tak bardzo chciał się wykazać i wesprzeć rannego - Szczęścia to akurat miałem dużo. Nie da się ukryć - przyznał, stawiając ostrożnie kroki, przyglądając się co jakiś czas zielonej pulpie. To w ogóle działa? Zastanawiał się, próbując doszukać się jakichś pozytywów w zaistniałej sytuacji - Daj spokój. Żaden ze mnie bohater. Daleko mi do niego. Robiłem to co do mnie należało i to co zrobiłby chyba każdy na moim miejscu - dodał po chwili. Taka też była prawda. Gdyby tylko inni funkcjonariusze wiedzieli co robił jeszcze kilka minut temu, te słowa nie przeszłyby im przez usta. Żaden z nich nie nazwałby go "bohaterem", a jakimś "bandytą" czy "potworem". Nie wspominając już nawet o całej otoczce, która by się wtedy pojawiła. Stanley musiał to wyprzeć ze swoich myśli, ponieważ nie mógł pozwolić aby jego umysł oszalał - najpierw przez dźwięki z lasu, a teraz przez słowa Fincha.
- Daleko jeszcze do Doliny? - zapytał, przerywając tym samym słowotok brygadzisty. Nie mógł już dłużej wytrzymać jego gadaniny i przede wszystkim chciał już móc wrócić do domu aby trochę odpocząć i przemyśleć sobie pewne sprawy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972