22.07.2023, 23:27 ✶
Cześć, Tancred. Te słowa wybrzmiały w mojej głowie bardzo cicho, jakby wypowiedziane szeptem. Początkowo nawet pomyślałem, że mam do czynienia z kimś zza zasłony, moją matką, która cieszy się, że syn wrócił na "stare śmieci". Przeniosłem wzrok w kierunku, z którego wydawało mi się, że słyszę głos. Widok stojącej kobiety, zdecydowanie należącej do świata materialnego, wywołał we mnie automatyzm ruchowy i spowodował cofnięcie się o krok. Skąd ona się tu wzięła? Zmrużyłem oczy, ilustrując jej twarz, próbując sobie przypomnieć, skąd możemy się znać. Kiedy trybiki zaskoczyły na siebie i dotarło do mnie, kto stoi na moim podwórku, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. No, przynajmniej grymasu, który miał nim być. - Wiesz Brenna, trochę się czuje jak włamywacz. - odparłem, wcale nie żartując. Biorąc pod uwagę, że nie było mnie tu tyle czasu, to czy wciąż mogłem uważać dom za swoją własność? W teorii został zapisany na całą naszą piątkę, ale...czy którekolwiek z nas się nim zainteresowało? - Tak, niestety tak. - pokiwałem głową w odpowiedzi, rozglądając się dookoła. Pozarastany chwastami ogródek zielarski, wisteria i milin bez ludzkiej ręki rozrośnięte wszędzie, nawet na ścianie domu. Wszystko tu wręcz błagało, by ktoś zaprowadził porządek. - Słyszałem, że było bardzo źle. - nie żeby dalej nie było, dodałem już sobie w myślach. Dopiero tę parę dni po wydarzeniach zdołałem znaleźć chwilę na sprawdzenie na własne oczy historii zasłyszanych w Hogsmeade, zamku i gazecie. Czy moja obecność na Beltane zmieniłaby cokolwiek? Było to bardzo wątpliwe, jednak z pewnością miałbym mniejsze wyrzuty sumienia niż obecnie. Nawet jeśli nie powinienem ich mieć, bo i nie mam do tego żadnej podstawy. - Co tam u Was słychać? Twoja mama nadal ma mi za złe strącenie tego chińskiego wazonu? - zadałem pytanie, jakbyśmy zamiast w zrujnowanym ogrodzie rozmawiali przy salonowym stoliku, popijając herbatę.