Długie poły skórzanego płaszcza kończyły się przy kostkach Idy, kiedy ta przekładała ciężar ciała z nogi na nogę. Ledwo po przekroczeniu progu klubokawiarni, była w stanie z łatwością stwierdzić, że to nie jest do końca jej typowa sceneria. Działająca zadaniowo Moody, chociaż z charakteru przypominała bardziej tykającą bombę, dość konsekwentnie gasiła w sobie własny ogień, widząc uśmiechających się odwiedzających.
Pozwoliła głosowi Brenny prowadzić się przez tłum, w milczeniu tylko potakując co jakiś czas. Duże ilości ludzi, którzy nie próbowali jej zabić ani wyśmiać rozkojarzały kobietę, a to sprawiało, że wyglądała nawet bardziej podejrzanie niż zazwyczaj.
- Uhuh. - Odparła niewyraźnie do Longbottom, kiwając głową na powitanie Mavelle, z którą znały się z pracy w Brygadzie. Obie wyglądały ładnie, ewidentnie wkładając jakiś wysiłek w dostosowanie się do pozytywnej atmosfery, jaka panowała w kawiarni. Ida wybijała się z tłumu, czarne dzwony i biała koszula wepchnięta do spodni, stanowiły małą wariację od jej typowego wyglądu. Zmusiła się jednak do rozpuszczenia włosów, które nawet porządnie uczesane spływały długimi falami na plecy, podtrzymywane na skroniach przez duże okulary przeciwsłoneczne typu awiator.
- Ida Moody. - Zerknęła najpierw na drobną blondynkę, o uroczo zaczerwienionych policzkach, a potem na towarzyszącego jej kota, który leniwie usadowił się na blacie.
Spokój, opanowanie i kontrola. Dziś nic nie miało prawa ją zaskoczyć, szczególnie w tak niepozornych warunkach. Nabrała powietrza i wypuściła nosem głęboki oddech, wreszcie skupiając się na rozmowie.
- Tiramisu. Pączki są za słodkie. I nic nie musisz mi kupować, stać mnie jeszcze na kawę. - Uniosła dłoń w znaku stop, głucha na czystą uprzejmość w głosie znajomej. Nawet gdyby miała przez miesiąc gryźć sam piach, nigdy nie pozwoliłaby nikomu kupować coś dla siebie.
Nikomu poza Eden, a i tego czasami żałowała, gdy piękne prezenty Lestrange wałęsały się z wyrzutem po jej lichym mieszkaniu, pozostawiając przy każdym spojrzeniu w ich stronę dekoncentrację ich niezrozumiałą relacją.
Przygryzła wnętrze ust, zmuszając się do porzucenia niewygodnego tematu myśli i zamiast tego skierowała w stronę Nory dalszą próbę rozmowy. - Fajna miejscówka. Pewnie dużo musiało ci zejść czasu na to całe... Pieczenie.
Miała nawet zamiar powiedzieć coś więcej, wysilić się mimo własnych ograniczeń na kontynuowanie rozmowy, ale skupienie zgromadzonych przeniosło się w stronę kogoś innego, toteż i oczy Moody posłusznie ruszyły w kierunku…
- Wybacz, spóźniłeś się na casting Mruczku, już kogoś wybrali. - Skrzyżowała ramiona, podbródkiem wskazując na rudowłosego kuguchara, spoczywającego obok Figg. Nie miała pojęcia na jakiej zasadzie ktoś przekonał, a może zmusił, Longbottoma do tego rodzaju wyczynów, ale w swoich umyśle Zeneida zgodnie podjęła decyzję, że prędzej sama sobie wykopałaby dół i rzuciła Avadę.
Na szczęście, skoro cała uwaga zapewniona już była innej jednostce, sama Moody mogła rozluźnić się nieco i prócz lekkiego uśmiechu uszczypliwości, skinąć w stronę ekspedientki, by zamówić czarną kawę. Oparła się o jedno z wysokich krzeseł przy blacie, obserwując jak do Brenny podchodzi kolejna osoba, tym razem witając ją z charakterystyczną dla wyższych sfer kurtuazją. Zaraz potem, do ich małego tłumu dołączyła kolejna czarownica i dopiero widząc je obie, Moody skojarzyła postacie ze wspomnieniem Kasyna Mirage.
Pozwoliła głosowi Brenny prowadzić się przez tłum, w milczeniu tylko potakując co jakiś czas. Duże ilości ludzi, którzy nie próbowali jej zabić ani wyśmiać rozkojarzały kobietę, a to sprawiało, że wyglądała nawet bardziej podejrzanie niż zazwyczaj.
- Uhuh. - Odparła niewyraźnie do Longbottom, kiwając głową na powitanie Mavelle, z którą znały się z pracy w Brygadzie. Obie wyglądały ładnie, ewidentnie wkładając jakiś wysiłek w dostosowanie się do pozytywnej atmosfery, jaka panowała w kawiarni. Ida wybijała się z tłumu, czarne dzwony i biała koszula wepchnięta do spodni, stanowiły małą wariację od jej typowego wyglądu. Zmusiła się jednak do rozpuszczenia włosów, które nawet porządnie uczesane spływały długimi falami na plecy, podtrzymywane na skroniach przez duże okulary przeciwsłoneczne typu awiator.
- Ida Moody. - Zerknęła najpierw na drobną blondynkę, o uroczo zaczerwienionych policzkach, a potem na towarzyszącego jej kota, który leniwie usadowił się na blacie.
Spokój, opanowanie i kontrola. Dziś nic nie miało prawa ją zaskoczyć, szczególnie w tak niepozornych warunkach. Nabrała powietrza i wypuściła nosem głęboki oddech, wreszcie skupiając się na rozmowie.
- Tiramisu. Pączki są za słodkie. I nic nie musisz mi kupować, stać mnie jeszcze na kawę. - Uniosła dłoń w znaku stop, głucha na czystą uprzejmość w głosie znajomej. Nawet gdyby miała przez miesiąc gryźć sam piach, nigdy nie pozwoliłaby nikomu kupować coś dla siebie.
Nikomu poza Eden, a i tego czasami żałowała, gdy piękne prezenty Lestrange wałęsały się z wyrzutem po jej lichym mieszkaniu, pozostawiając przy każdym spojrzeniu w ich stronę dekoncentrację ich niezrozumiałą relacją.
Przygryzła wnętrze ust, zmuszając się do porzucenia niewygodnego tematu myśli i zamiast tego skierowała w stronę Nory dalszą próbę rozmowy. - Fajna miejscówka. Pewnie dużo musiało ci zejść czasu na to całe... Pieczenie.
Miała nawet zamiar powiedzieć coś więcej, wysilić się mimo własnych ograniczeń na kontynuowanie rozmowy, ale skupienie zgromadzonych przeniosło się w stronę kogoś innego, toteż i oczy Moody posłusznie ruszyły w kierunku…
- Wybacz, spóźniłeś się na casting Mruczku, już kogoś wybrali. - Skrzyżowała ramiona, podbródkiem wskazując na rudowłosego kuguchara, spoczywającego obok Figg. Nie miała pojęcia na jakiej zasadzie ktoś przekonał, a może zmusił, Longbottoma do tego rodzaju wyczynów, ale w swoich umyśle Zeneida zgodnie podjęła decyzję, że prędzej sama sobie wykopałaby dół i rzuciła Avadę.
Na szczęście, skoro cała uwaga zapewniona już była innej jednostce, sama Moody mogła rozluźnić się nieco i prócz lekkiego uśmiechu uszczypliwości, skinąć w stronę ekspedientki, by zamówić czarną kawę. Oparła się o jedno z wysokich krzeseł przy blacie, obserwując jak do Brenny podchodzi kolejna osoba, tym razem witając ją z charakterystyczną dla wyższych sfer kurtuazją. Zaraz potem, do ich małego tłumu dołączyła kolejna czarownica i dopiero widząc je obie, Moody skojarzyła postacie ze wspomnieniem Kasyna Mirage.
give me a bitter glory.