23.07.2023, 11:47 ✶
Słysząc pytanie wróciłem na chwilę wzrokiem na budynek. - Wiesz, to nie tylko ode mnie zależy. - pokiwałem przecząco głową, wzdychając cicho. To był jeden z powodów, dla których powtarzałem, by spisać testament i określić w nim, punkt po punkcie, co ma się stać z majątkiem. Reszta rodzeństwa ani nie chciała się zrzec domu, ani go sprzedać, ani cokolwiek z nim zrobić. - Wstyd. - dodałem jeszcze pod nosem, nie do końca wiadomo co mając na myśli.
Wysłuchałem wieści o czarnoksiężniku w ciszy. Mój wzrok na chwile zrobił się nieobecny, wskazując, że odbiegłem myślami w inne miejsce. Co takiego chciał uzyskać, po prostu mordując innych ludzi? Pokaz swojej mocy? Pamiętam postulat i głoszenie wyższości "czystokrwistych" czarodziejów nad tymi, którzy wymieszali się z mugolami czy mugolakami. Sam też posiadałem w krwiobiegu zarówno krew jednych jak i drugich. Wcale tak dużo czasu nie minęło od podobnego podejścia i mordowania nieprzebranej rzeszy ludzi w imię czystości ras. Czy my czarodzieje również musieliśmy się sprowadzać do takiego...barbarzyństwa? Uznawania siebie lepszy tylko na podstawie faktu, że nasi przodkowie żenili się między sobą? Jedno było dla mnie pewne - moje badania musiały przyśpieszyć. Nawet jeśli ceną miała być moja wolność czy życie.
Kiwnąłem głową, ponownie zdobywając się na grymas uśmiechopodobny. - Biedne wazony, zawsze padają ofiarą młodzieńczych psot. - nawet jeśli nie było to wynikiem niefortunnego popchnięcia tudzież biegania i trącenia wazonu łokciem - te uwielbiały spadać i rozbijać się akurat wtedy, kiedy to ty byłeś w pobliżu. Dlaczego nie mogły tego zrobić same od siebie, mądrale jedne. - Tak, nie dziwię się. Nie mam co porównywać, bo nas nie dotyczyło to bezpośrednio, jednak uczniowie są nadal bardzo niespokojni. Szczególnie te jednostki, które straciły członków rodziny. - moim zmaganiom daleko było do pola bitwy i narażania swojego zdrowia i życia, co nie zmieniało faktu, że ręce pełne roboty też miałem. Ciężko mi zliczyć ile razy usłyszałem "dlaczego akurat on/ona". No właśnie, dlaczego? - Poza tym, doliczając jeszcze dodatkowe zabezpieczenia i środki ostrożności dla zamku i jego okolicznych terenów, to wszystko jest względnie po staremu. Nawyki członków kadry również się zbytnio nie zmieniły. Uczniowie śmieją się ze szlafroku z kaczek, a na dźwięk moich kroków uciekają w popłochu. Wiesz, nie roztaczam zbytnio...przyjacielskiej aury. - osoby które mnie znały nieco lepiej były świadome, że w gruncie rzeczy jestem dobrym człowiekiem i można na mnie polegać. Niestety opowieści pomiędzy uczniami, jak i innymi dorosłymi, dotyczącymi mojego pochodzenia, jasnowidztwa i innych dziwnych rzeczy, które wokół mnie potrafiły się zadziać, wpływały dość negatywnie na mój wizerunek. I wiecie, tak na dobrą sprawę to dobrze. Przynajmniej czuli do mnie respekt i mogłem liczyć na ciszę w klasie. - Ty zapewne masz tyle roboty, że nawet nie masz czasu się porządnie wyspać? - bardziej stwierdziłem niż zapytałem, chociaż dało się usłyszeć wydźwięk małej niepewności.
Wysłuchałem wieści o czarnoksiężniku w ciszy. Mój wzrok na chwile zrobił się nieobecny, wskazując, że odbiegłem myślami w inne miejsce. Co takiego chciał uzyskać, po prostu mordując innych ludzi? Pokaz swojej mocy? Pamiętam postulat i głoszenie wyższości "czystokrwistych" czarodziejów nad tymi, którzy wymieszali się z mugolami czy mugolakami. Sam też posiadałem w krwiobiegu zarówno krew jednych jak i drugich. Wcale tak dużo czasu nie minęło od podobnego podejścia i mordowania nieprzebranej rzeszy ludzi w imię czystości ras. Czy my czarodzieje również musieliśmy się sprowadzać do takiego...barbarzyństwa? Uznawania siebie lepszy tylko na podstawie faktu, że nasi przodkowie żenili się między sobą? Jedno było dla mnie pewne - moje badania musiały przyśpieszyć. Nawet jeśli ceną miała być moja wolność czy życie.
Kiwnąłem głową, ponownie zdobywając się na grymas uśmiechopodobny. - Biedne wazony, zawsze padają ofiarą młodzieńczych psot. - nawet jeśli nie było to wynikiem niefortunnego popchnięcia tudzież biegania i trącenia wazonu łokciem - te uwielbiały spadać i rozbijać się akurat wtedy, kiedy to ty byłeś w pobliżu. Dlaczego nie mogły tego zrobić same od siebie, mądrale jedne. - Tak, nie dziwię się. Nie mam co porównywać, bo nas nie dotyczyło to bezpośrednio, jednak uczniowie są nadal bardzo niespokojni. Szczególnie te jednostki, które straciły członków rodziny. - moim zmaganiom daleko było do pola bitwy i narażania swojego zdrowia i życia, co nie zmieniało faktu, że ręce pełne roboty też miałem. Ciężko mi zliczyć ile razy usłyszałem "dlaczego akurat on/ona". No właśnie, dlaczego? - Poza tym, doliczając jeszcze dodatkowe zabezpieczenia i środki ostrożności dla zamku i jego okolicznych terenów, to wszystko jest względnie po staremu. Nawyki członków kadry również się zbytnio nie zmieniły. Uczniowie śmieją się ze szlafroku z kaczek, a na dźwięk moich kroków uciekają w popłochu. Wiesz, nie roztaczam zbytnio...przyjacielskiej aury. - osoby które mnie znały nieco lepiej były świadome, że w gruncie rzeczy jestem dobrym człowiekiem i można na mnie polegać. Niestety opowieści pomiędzy uczniami, jak i innymi dorosłymi, dotyczącymi mojego pochodzenia, jasnowidztwa i innych dziwnych rzeczy, które wokół mnie potrafiły się zadziać, wpływały dość negatywnie na mój wizerunek. I wiecie, tak na dobrą sprawę to dobrze. Przynajmniej czuli do mnie respekt i mogłem liczyć na ciszę w klasie. - Ty zapewne masz tyle roboty, że nawet nie masz czasu się porządnie wyspać? - bardziej stwierdziłem niż zapytałem, chociaż dało się usłyszeć wydźwięk małej niepewności.