04.11.2022, 22:35 ✶
W odpowiedzi Patrick posłał krzywy uśmiech Brennie. Powitanie zostało - jego zdaniem - odhaczone, mógł więc już w pełni poświęcić swoją uwagę uroczo wyglądającej Mavelle. W końcu nie po to do niej podszedł by po krótkiej wymianie zdań uciekać.
- Chyba powinienem jej raczej dać dzisiaj spokój. Zobacz jaka jest oblegana – zauważył cicho. Nie wydawało mu się by Longbottomówna z tego powodu w jakikolwiek sposób ucierpiała. Na tyle, na ile zdołał ją poznać, lubiła towarzystwo i dobrze się w nim czuła.
Wysunął w stronę Bones swoje prawe ramię, by – jeśli będzie miała na to ochotę, nie zamierzał jej przecież do niczego zmuszać – mogła się go złapać. Chociaż o tym nie wiedział, nie potrafił przecież Mavelle czytać w myślach, oboje mieli całkiem podobne plany na ten wieczór.
- Wyglądam jak nie ja. I czuję się kompletnie jak nie ja – rzucił miękko, z trochę udawanym zawstydzeniem, kątem oka obserwując co działo się dookoła nich. – Za to ty wyglądasz prześlicznie. Nie masz ochoty przejść się razem ze mną po sali? Moglibyśmy przy okazji poszukać czegoś do picia – zaproponował. Naprawdę nie miał nic przeciwko temu, żeby jak najszybciej wtopić się w tłum i spędzić całkiem miły wieczór w towarzystwie akurat Mavelle. Na co dzień nie obracał się wcale w towarzystwie śmietanki czarodziejskiego świata i teraz również do niego nie aspirował. – Pomagałaś przy tym? – zapytał, myśląc o balu charytatywnym.
Steward nigdy nie zorganizował żadnego balu, ale wydawało mu się, że musiało być z tym mnóstwo roboty. O ile się orientował, Bones mieszkała u Logbottomów, musiała więc pewnie coś na ten temat wiedzieć. No i czyż w tej sytuacji istniał mniej prosty temat do rozmowy?
- Chyba powinienem jej raczej dać dzisiaj spokój. Zobacz jaka jest oblegana – zauważył cicho. Nie wydawało mu się by Longbottomówna z tego powodu w jakikolwiek sposób ucierpiała. Na tyle, na ile zdołał ją poznać, lubiła towarzystwo i dobrze się w nim czuła.
Wysunął w stronę Bones swoje prawe ramię, by – jeśli będzie miała na to ochotę, nie zamierzał jej przecież do niczego zmuszać – mogła się go złapać. Chociaż o tym nie wiedział, nie potrafił przecież Mavelle czytać w myślach, oboje mieli całkiem podobne plany na ten wieczór.
- Wyglądam jak nie ja. I czuję się kompletnie jak nie ja – rzucił miękko, z trochę udawanym zawstydzeniem, kątem oka obserwując co działo się dookoła nich. – Za to ty wyglądasz prześlicznie. Nie masz ochoty przejść się razem ze mną po sali? Moglibyśmy przy okazji poszukać czegoś do picia – zaproponował. Naprawdę nie miał nic przeciwko temu, żeby jak najszybciej wtopić się w tłum i spędzić całkiem miły wieczór w towarzystwie akurat Mavelle. Na co dzień nie obracał się wcale w towarzystwie śmietanki czarodziejskiego świata i teraz również do niego nie aspirował. – Pomagałaś przy tym? – zapytał, myśląc o balu charytatywnym.
Steward nigdy nie zorganizował żadnego balu, ale wydawało mu się, że musiało być z tym mnóstwo roboty. O ile się orientował, Bones mieszkała u Logbottomów, musiała więc pewnie coś na ten temat wiedzieć. No i czyż w tej sytuacji istniał mniej prosty temat do rozmowy?