Festyny były czymś wspaniałym, kolorowym i tętniącą życiem społecznością. W takich miejscach nikt nie musiał się niczym przejmować. Może jedynie tym, że ubrudzi sobie ubranie jedzeniem, albo zabraknie mu monet na kupienie czegoś wymarzonego. Sama już obecność w tak wspaniałym miejscu, jest czymś wyjątkowym. Nie trzeba przejmować się polityką, brudami świata oraz innymi własnymi problemami. Ten tutejszy czas można spędzić samemu, w gronie znajomych czy rodziny. Xenio nie zamierzał przegapić okazji pojawienia się w takim miejscu. Po pierwsze, może znajdzie coś interesującego i unikatowego, mieszczącego się w jego budżecie. Z drugiej, mógł obserwować społeczność, przeprowadzić nawet krótkie wywiady i pomyśleć nad artykułami dla swojego kwartalnika.
Przechadzając się uliczkami, nie przejmował tym, jak był ubrany. Sam bowiem miał wrażenie, że nie jedyny miał na sobie wręcz kolorową szatę. Może jego rzucała się bardziej w oczy? Nie przejmował się tym. Jego spodnie były w kolorze bordowym, zaś szata wyjściowa niebieska ze złotymi elementami ornamentów. Włosy miał rozpuszczone, sięgające ramion. Mógł związać je w kitę, ale nie chciał. Wygodniej czuł się, gdy miał rozpuszczone. Zatrzymywał się przy prawie każdym straganie, degustując smakołyki, oglądając wyroby. Minął także stragan z ciasteczkami, zawierającymi życzenia. Jednakże nie skusił się na żadne z nich. Los wystarczająco sprawiał mu niespodzianki nawet bez hasła wyczytanego na magicznych karteczkach, które mogły ale nie musiały się spełnić.
Wtedy zaś, szedł za jakąś dziewczyną. Nie patrzył przed siebie za bardzo, gdyż uwagę przykuł mu stragan z kolorowymi wiatraczkami dla dzieci. Na długo nie patrzył w ich stronę, gdyż swoim ciałem od przodu uderzył w plecy osoby przed sobą, która gwałtownie stanęła. Automatycznie łapał równowagę i spojrzał przed siebie co się dzieje i na kogo wpadł. Dziewczyna, która wyhamowała, przetoczyła się dziwnie na bok, taranując jeden ze straganów. Od razu do niej podszedł, nie zwracając uwagi na szokujące spojrzenie sprzedawcy, który zaniepokoił się stanem swoich towarów.
- Wszystko w porządku?Zapytał z troską i wyciągnął dłoń w kierunku nieznajomej panny, która musiała obić się upadając o podłogę. Przekonany będąc, że mogła zrobić sobie krzywdę. Nie myślał, że jej wyraz twarzy sugerował zniszczenie jej własności materialnej.