Gdy profesor wskazał jej miejsce na krześle usiadła na nim powoli. Poprawiła spódniczkę mundurku, aby wyglądać odpowiednio. Zawsze chciała uchodzić za osobę ułożoną, grzeczną, dobrze uczącą się, niezamieszaną w żadne nielegalne sprawy. Starała się panować nad emocjami, aby metamorfomagia nie wyszła spod jej kontroli, aby nikt nie znał jej myśli, jej zdenerwowania. Nie raz jak zaklęcia we wcześniejszych latach jej nie wychodziły jej włosy odznaczały się głęboką czerwienią sygnalizując, że jest nerwowa, nie raz robiły się szare, gdy była zestresowana i smutna z powodu niskiej oceny, ale od dwóch lat jej włosy wykazywały się spokojem. Czasami przychodziła tylko w nowych fryzurach, czy to długich włosach lub krótkich, a czasem kręconych, gdy szukała swojej tożsamości. Dzisiaj jednak była ta ułożoną panną Chang, z prostymi czarnymi włosami, bladą skórą i zabarwionymi ustami na kolor delikatnie malinowy.
– No dobrze – zaczęła z cichym westchnięciem. – Nie lubię jak inni owijają w bawełnę, więc też nie będę tego robić – zdecydowała się na szczerość, chociaż potrafiła odrobinę kłamać. W jej domu kręcenie było na porządku dziennym. – Ciekawi mnie wróżbiarstwo i chciałabym wiedzieć, czy jasnowidzenia można się nauczyć. Wiem, że jest to dar, z którym się człowiek rodzi, ale czy można go w sobie obudzić, pomimo tego, że się nie wykazywało proroctwem? – zapytała w końcu. Tak, czytała książki, słuchała na wróżbiarstwie, ale ciekawiło ją to, czy to nie jest jakaś ukryta wiedza, aby ludzie nie uczyli się jasnowidzenia?