23.07.2023, 14:38 ✶
- To nie wstyd. Czasem niektóre rzeczy za bardzo bolą – sprostowała łagodnie. Nie, nie nazwałaby tego wstydem. Co najwyżej marnotrawstwem, ale nie miała prawa ich oceniać. Niektórzy ludzie w takich sytuacjach lgnęli do rodziny i domu pełnego wspomnień, inni… wręcz przeciwnie.
Przez głowę Brenny przeszła myśl, jak będzie z Danielle i Lucy. Czy po żałobie podniosą się i wszystko będzie… trochę inaczej, ale wciąż w obrębie tego samego układu? Czy któraś z nich postanowi, że skończyła – z Doliną Godryka, z domem ojca, z rodziną, w której pełno było szaleńców, nadstawiających głowy…?
Brenna wiedziała, że prędzej czy później głowa jednego z nich spadnie.
Zawsze tylko sądziła, że to będzie jej głowa.
- Tak – powiedziała i uśmiechnęła się nawet blado na dawne wspomnienie. Walka, a potem gorączkowe krycie zbrodni. Brenna nigdy nie bała się ojca, mimo jego surowości, ani dziadka – miała wrażenie zresztą, że ten ma do niej słabość, może dlatego, że pod wieloma względami go przypominała. Za to drżała nieraz przed matką. – Ja i Erik walczyliśmy na miecze. W salonie. Z perspektywy czasu wiem, że to nie był najlepszy wybór.
Ale odkupiła wazon, kupując bardzo podobny, o podobnej wartości i matka nawet z początku się nie zorientowała w zamianie. Potem pani Longbottom była trochę zła, chociaż tę złość koił pewnie fakt, że nowa waza była nawet ładniejsza niż stara.
– Niestety. Śmierciożercy zabili parę osób, a jeszcze więcej zginęło z powodu wichury… i stworzeń w lesie – westchnęła. Nie znała ostatecznego bilansu, ale wiedziała, że ofiar było najmniej kilkanaście. – Wyobrażasz sobie, że ściągnęli na polanę mugoli? Dali im świstokliki i teleportowali tutaj. Absolutnie nie rozumiem, jaki mieli w tym cel. Liczyli, że Brygadziści zignorują ludzi w maskach i pójdą modyfikować pamięć mugolom? – zastanowiła się na głos i pokręciła głową. Żadne z nich nie zwróciło na to uwagi na polanie. Ba, Brenna dowiedziała się o tym kolejnego ranka, gdy znalazła zagubionego mugola w lesie!
Oderwała spojrzenie od budynku i przeniosła je na Tancreda. Na jej ustach znów zatańczył uśmiech.
– Moim zdaniem wcale nie jesteś straszny – oceniła, ale była to pewnie opinia, jaka pozostała w niej z dzieciństwa, gdy jeszcze nie znała czegoś takiego jak strach, i jako mała dziewczynka nie miała żadnego oporu wobec zaczepiania sąsiadów. Tych w jej wieku, czy tych o pięć lat starszych. – Jak wszyscy – mruknęła i wzruszyła lekko ramionami. Rzeczywiście, wyglądała na niewyspaną. Ale uważała, że to normalne. Każdy Brygadzista i auror, który miał coś w głowie, przybiegł na służbę. – Zamierzasz wejść do środka? Reparo nie podziała na stałe na wszystko, ale jeśli uszkodzenia są świeże, może niektóre utrzyma.
Przez głowę Brenny przeszła myśl, jak będzie z Danielle i Lucy. Czy po żałobie podniosą się i wszystko będzie… trochę inaczej, ale wciąż w obrębie tego samego układu? Czy któraś z nich postanowi, że skończyła – z Doliną Godryka, z domem ojca, z rodziną, w której pełno było szaleńców, nadstawiających głowy…?
Brenna wiedziała, że prędzej czy później głowa jednego z nich spadnie.
Zawsze tylko sądziła, że to będzie jej głowa.
- Tak – powiedziała i uśmiechnęła się nawet blado na dawne wspomnienie. Walka, a potem gorączkowe krycie zbrodni. Brenna nigdy nie bała się ojca, mimo jego surowości, ani dziadka – miała wrażenie zresztą, że ten ma do niej słabość, może dlatego, że pod wieloma względami go przypominała. Za to drżała nieraz przed matką. – Ja i Erik walczyliśmy na miecze. W salonie. Z perspektywy czasu wiem, że to nie był najlepszy wybór.
Ale odkupiła wazon, kupując bardzo podobny, o podobnej wartości i matka nawet z początku się nie zorientowała w zamianie. Potem pani Longbottom była trochę zła, chociaż tę złość koił pewnie fakt, że nowa waza była nawet ładniejsza niż stara.
– Niestety. Śmierciożercy zabili parę osób, a jeszcze więcej zginęło z powodu wichury… i stworzeń w lesie – westchnęła. Nie znała ostatecznego bilansu, ale wiedziała, że ofiar było najmniej kilkanaście. – Wyobrażasz sobie, że ściągnęli na polanę mugoli? Dali im świstokliki i teleportowali tutaj. Absolutnie nie rozumiem, jaki mieli w tym cel. Liczyli, że Brygadziści zignorują ludzi w maskach i pójdą modyfikować pamięć mugolom? – zastanowiła się na głos i pokręciła głową. Żadne z nich nie zwróciło na to uwagi na polanie. Ba, Brenna dowiedziała się o tym kolejnego ranka, gdy znalazła zagubionego mugola w lesie!
Oderwała spojrzenie od budynku i przeniosła je na Tancreda. Na jej ustach znów zatańczył uśmiech.
– Moim zdaniem wcale nie jesteś straszny – oceniła, ale była to pewnie opinia, jaka pozostała w niej z dzieciństwa, gdy jeszcze nie znała czegoś takiego jak strach, i jako mała dziewczynka nie miała żadnego oporu wobec zaczepiania sąsiadów. Tych w jej wieku, czy tych o pięć lat starszych. – Jak wszyscy – mruknęła i wzruszyła lekko ramionami. Rzeczywiście, wyglądała na niewyspaną. Ale uważała, że to normalne. Każdy Brygadzista i auror, który miał coś w głowie, przybiegł na służbę. – Zamierzasz wejść do środka? Reparo nie podziała na stałe na wszystko, ale jeśli uszkodzenia są świeże, może niektóre utrzyma.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.