23.07.2023, 19:18 ✶
Śmierć rodzica nigdy nie była łatwą sprawą. Nawet jeśli było się rodziną, która dobrze wyglądała tylko na zdjęciu, to wciąż były to osoby, które niejako ukształtowały tym, kim jesteś. Osobiście przez większość czasu utrzymywałem dobre stosunki w rodzinie, nie byłem problemowym dzieckiem, chociaż w pełni posłusznym też bym siebie nie nazwał. Pozostała część rodzeństwa...no, to już bywało różnie. Wszystko zależy czy wdali się bardziej w tatę czy mamę. - Dla mnie to nie jest argument. - pokręciłem głową na jej słowa. - Jeśli ktoś chce się odciąć od bolesnego tematu, to niech się określi w jedną stronę. Jak postanowi wrócić, to przecież ich nie wyrzucę. - westchnąłem, z widocznym cieniem irytacji. Nie rozumiałem pewnych rzeczy, a na niektóre patrzyłem inaczej niż pozostali. Mogłem się mylić, mogłem mówić głupoty, a Brenna patrzyć na mnie z politowaniem - to było moje zdanie. Zmiany pod tym kątem zachodziły u mnie rzadko. Zdecydowanie za rzadko.
Uniosłem brew, używając swojej wyobraźni w celu zobaczenia tej sceny. - Musiało to być...spektakularne. - zrobiłem krótką przerwę przed wypowiedzeniem ostatniego słowa, zastanawiając się, czy będzie ono odpowiednie. Tak, walka na miecze w salonie nie było dobrym pomysłem. Kim jednak byłem, by to oceniać czy krytykować, sam jako nastolatek wpadałem na jeszcze głupsze pomysły. Moja rozmówczyni doskonale o tym wiedziała, bo i była świadkiem kilku z nich. - Mugoli? - apropo niezbyt inteligentnych działań, to zwróciło moją uwagę. - Pewno chcieli zwiększyć panikę. Więcej ludzi, szczególnie takich, co z magią nie mają nic do czynienia i masz efekt walca. - podniosłem ręce, przystawiłem palce do siebie po czym cicho klasnąłem. - Uciekający ludzie sami na siebie wpadali, ciskali w siebie przypadkowe zaklęcia, siejąc jeszcze większy chaos i powodując więcej ran. Nie wspominając o biedakach, co się przewrócili i byli tratowani przez tłum. - pokiwałem głową, wzdychając ciężko. - Czy myśleli, że rzucicie się na mugoli zamiast na nich? Możliwe, że częściowo też. Ich przywódcą jest szaleniec, można się po nim spodziewać wszystkiego. - wzruszyłem lekko ramionami, opuszczając ręce wzdłuż tułowia.
Zaśmiałem się, rozbawiony jej stwierdzeniem. - Bo nie masz 14 lat i nie przyłapałem Ciebie na nocnych schadzkach z chłopakiem. - westchnąłem przeciągle, na moment przechodząc myślami do tego wspomnienia. - Nie wiem kto krzyczał z przerażenia bardziej, ona czy on. Dzieciaki są tak nakręcone, że myślą, że jestem czarnoksiężnikiem, co omamia innych czarami. - poruszałem palcami na Brenne, imitując rzucanie na nią uroku. Mój mały specyficzny humor runął jednak jak padło pytanie o wejście do środka. No właśnie, chce wchodzić, czy nie? - Pewno tak...chcesz wejść ze mną? Może jeszcze się znajdzie jakaś ognista whisky w skrytkach taty. - nie chciałem jej zabierać czasu, tym bardziej, kiedy ewidentnie potrzebowała odpoczynku, jednocześnie czułbym się pewniej wchodząc do środka z kimś, kogo darzyłem pewną dawką zaufania. Oczywiście do tego nie zamierzałem się na glos przyznawać.
Uniosłem brew, używając swojej wyobraźni w celu zobaczenia tej sceny. - Musiało to być...spektakularne. - zrobiłem krótką przerwę przed wypowiedzeniem ostatniego słowa, zastanawiając się, czy będzie ono odpowiednie. Tak, walka na miecze w salonie nie było dobrym pomysłem. Kim jednak byłem, by to oceniać czy krytykować, sam jako nastolatek wpadałem na jeszcze głupsze pomysły. Moja rozmówczyni doskonale o tym wiedziała, bo i była świadkiem kilku z nich. - Mugoli? - apropo niezbyt inteligentnych działań, to zwróciło moją uwagę. - Pewno chcieli zwiększyć panikę. Więcej ludzi, szczególnie takich, co z magią nie mają nic do czynienia i masz efekt walca. - podniosłem ręce, przystawiłem palce do siebie po czym cicho klasnąłem. - Uciekający ludzie sami na siebie wpadali, ciskali w siebie przypadkowe zaklęcia, siejąc jeszcze większy chaos i powodując więcej ran. Nie wspominając o biedakach, co się przewrócili i byli tratowani przez tłum. - pokiwałem głową, wzdychając ciężko. - Czy myśleli, że rzucicie się na mugoli zamiast na nich? Możliwe, że częściowo też. Ich przywódcą jest szaleniec, można się po nim spodziewać wszystkiego. - wzruszyłem lekko ramionami, opuszczając ręce wzdłuż tułowia.
Zaśmiałem się, rozbawiony jej stwierdzeniem. - Bo nie masz 14 lat i nie przyłapałem Ciebie na nocnych schadzkach z chłopakiem. - westchnąłem przeciągle, na moment przechodząc myślami do tego wspomnienia. - Nie wiem kto krzyczał z przerażenia bardziej, ona czy on. Dzieciaki są tak nakręcone, że myślą, że jestem czarnoksiężnikiem, co omamia innych czarami. - poruszałem palcami na Brenne, imitując rzucanie na nią uroku. Mój mały specyficzny humor runął jednak jak padło pytanie o wejście do środka. No właśnie, chce wchodzić, czy nie? - Pewno tak...chcesz wejść ze mną? Może jeszcze się znajdzie jakaś ognista whisky w skrytkach taty. - nie chciałem jej zabierać czasu, tym bardziej, kiedy ewidentnie potrzebowała odpoczynku, jednocześnie czułbym się pewniej wchodząc do środka z kimś, kogo darzyłem pewną dawką zaufania. Oczywiście do tego nie zamierzałem się na glos przyznawać.