04.11.2022, 23:21 ✶
Jeśli szło o Brennę, to nie myślała o Mavelle jako o dalszej kuzynce. Nawet jeżeli nosiła inne nazwisko, jej matka była ciotką Brenny i Mavelle spędziła dużą część życia w Dolinie Godryka. Może i później drogi kuzynek by się rozeszły, gdyby nie Hogwart, do którego uczęszczały razem przez sześć lat. Zaledwie jeden rok różnicy sprawił, że w szkole miały ze sobą kontakt na tyle często, by się zżyły.
Oczywiście, prawdopodobnie gdyby było inaczej, Brenna i tak nie wahałaby się z reakcją na informację o tym, że były facet nachodzi Mav w mieszkaniu i ta musi się wynieść. A brzmiała ona: zbieraj rzeczy i wpadaj do nas. (Chociaż ktoś złośliwy - kto zapewne miałby trochę racji, bo tak wyglądało życie - mógłby powiedzieć, że łatwo podejmować takie decyzje, gdy mieszkasz w ogromnym domu, w którym jest tak wiele pokoi, że sama masz problemy z ich policzeniem.) Inna sprawa, że takie zachowania były w tym rodzinie codziennością. Godryk Longbottom w końcu zaprosił pod ich dach swego czasu cztery zupełnie obce osoby, a Brenna i jej matka w reakcji po prostu dostawiły na stół przed obiadem kilka dodatkowych talerzy.
Erik nie musiał się więc martwić, że ich dom stanie się pusty. Groziła mu raczej konieczność kolejnego zaklęcia powiększającego.
- Ktoś cię w końcu weźmie za czarnoksiężnika - powiedziała Brenna, gdy zeszła na dół po tym, jak w pokoju przeznaczonym dla Mavelle zmieniła pościel i pozbyła się kurzu z szafy. Wystarczyło, że cała siedziba BUM pachniała czarną magią, a raczej podobnie do niej, bo jednak tytoń był zaledwie elementem tego zapachu.
- Tylko dziś? Nigdy nie będziesz miał z nami spokoju. Pogódź się z tym, paniczu Longbottom - roześmiała się, również wychodząc na zewnątrz. W myślach robiła przegląd wszystkiego, co należało zrobić. Sprawdzić stan dość starego łóżka w pokoju: zrobione. Świeża pościel: załatwione. Kurze: odhaczone. Zapiekanka z serem, aby Mav mogła od razu zjeść coś smacznego: czekała w kuchni.
- Spokojnie, zaraz na pewno się pojawi. Podobno to ja jestem czarnowidzem w tej rodzinie? - stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. Tak, bała się o całą swoją rodzinę, żyli w niespokojnych czasach, ale starała się nadmiernie tego po sobie nie pokazywać.
Oczywiście, prawdopodobnie gdyby było inaczej, Brenna i tak nie wahałaby się z reakcją na informację o tym, że były facet nachodzi Mav w mieszkaniu i ta musi się wynieść. A brzmiała ona: zbieraj rzeczy i wpadaj do nas. (Chociaż ktoś złośliwy - kto zapewne miałby trochę racji, bo tak wyglądało życie - mógłby powiedzieć, że łatwo podejmować takie decyzje, gdy mieszkasz w ogromnym domu, w którym jest tak wiele pokoi, że sama masz problemy z ich policzeniem.) Inna sprawa, że takie zachowania były w tym rodzinie codziennością. Godryk Longbottom w końcu zaprosił pod ich dach swego czasu cztery zupełnie obce osoby, a Brenna i jej matka w reakcji po prostu dostawiły na stół przed obiadem kilka dodatkowych talerzy.
Erik nie musiał się więc martwić, że ich dom stanie się pusty. Groziła mu raczej konieczność kolejnego zaklęcia powiększającego.
- Ktoś cię w końcu weźmie za czarnoksiężnika - powiedziała Brenna, gdy zeszła na dół po tym, jak w pokoju przeznaczonym dla Mavelle zmieniła pościel i pozbyła się kurzu z szafy. Wystarczyło, że cała siedziba BUM pachniała czarną magią, a raczej podobnie do niej, bo jednak tytoń był zaledwie elementem tego zapachu.
- Tylko dziś? Nigdy nie będziesz miał z nami spokoju. Pogódź się z tym, paniczu Longbottom - roześmiała się, również wychodząc na zewnątrz. W myślach robiła przegląd wszystkiego, co należało zrobić. Sprawdzić stan dość starego łóżka w pokoju: zrobione. Świeża pościel: załatwione. Kurze: odhaczone. Zapiekanka z serem, aby Mav mogła od razu zjeść coś smacznego: czekała w kuchni.
- Spokojnie, zaraz na pewno się pojawi. Podobno to ja jestem czarnowidzem w tej rodzinie? - stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. Tak, bała się o całą swoją rodzinę, żyli w niespokojnych czasach, ale starała się nadmiernie tego po sobie nie pokazywać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.