04.11.2022, 23:51 ✶
Patrick przenosił ciężkie spojrzenie to z Brenny na Mavelle, to z Mavelle na Brennę. Obu kobietom ufał na tyle, by nie obawiać się, że w krytycznym momencie któraś z nich spanikuje i zacznie uciekać. Wciąż również żywił w sobie cichą nadzieję, że zdołają wyprzedzić atak śmierciożerców i wszystko zakończy się najlepiej jak tylko będzie mogło. A najlepiej by było, gdyby Thomas zniknęła jeszcze przed pojawieniem się zwolenników Lorda Voldemorta.
- Tak – odpowiedział Mavelle. Jeszcze raz wskazał im palcem na koordynaty, choć już doskonale wiedział, że obydwie pewnie zdążyły się ich nauczyć na pamięć. – W odstępach piętnastosekundowych – zaproponował na wszelki wypadek.
Potem Steward zarzucił na ramiona ciemny płaszcz. Z jego kieszeni wyciągnął czapkę i naciągnął ją na głowę w taki sposób, by ukryć swoje włosy. W odróżnieniu od Brenny nie był tak znany jak Longbottomowie, ale też przez to wcale nie musiał być bezpośrednio powiązywany z działaniami Zakonu Feniksa. I chociaż Patrick nie wstydził się swojej działalności, uważał że im dłużej niewiele osób będzie o niej wiedziało, tym lepiej nie tylko dla niego, ale też dla wszystkich innych. Choćby dlatego, że gdyby tylko wpadł w ręce śmierciożerców, lepiej by było, gdyby zginął jako auror, nie jako członek Zakonu Feniksa.
- Aportuję się pierwszy. Potem Mavelle. Brenna, będziesz ostatnia.
- Tak – odpowiedział Mavelle. Jeszcze raz wskazał im palcem na koordynaty, choć już doskonale wiedział, że obydwie pewnie zdążyły się ich nauczyć na pamięć. – W odstępach piętnastosekundowych – zaproponował na wszelki wypadek.
Potem Steward zarzucił na ramiona ciemny płaszcz. Z jego kieszeni wyciągnął czapkę i naciągnął ją na głowę w taki sposób, by ukryć swoje włosy. W odróżnieniu od Brenny nie był tak znany jak Longbottomowie, ale też przez to wcale nie musiał być bezpośrednio powiązywany z działaniami Zakonu Feniksa. I chociaż Patrick nie wstydził się swojej działalności, uważał że im dłużej niewiele osób będzie o niej wiedziało, tym lepiej nie tylko dla niego, ale też dla wszystkich innych. Choćby dlatego, że gdyby tylko wpadł w ręce śmierciożerców, lepiej by było, gdyby zginął jako auror, nie jako członek Zakonu Feniksa.
- Aportuję się pierwszy. Potem Mavelle. Brenna, będziesz ostatnia.
***
Aportowali się na skraju niewielkiego zagajnika, w odległości najwyżej pięćdziesięciu metrów od domu, w którym mieszkała Anne Thomas. Ze względu na porę roku, na dworze było już kompletnie ciemno, a śnieg trzeszczał pod butami, gdy się poruszali. Było również zimno, tak zimno, że oddechy zamieniały się w małe obłoczki z pary.
Patrick opierał się o jedno z pozbawionych liści drzew i obserwował dom. W mroku nocy niewiele dało się dostrzec: kontury krzewów porastających ogród, drewniane ogrodzenie i furtkę. W jednym z okien widać było zapalone światło. Z boku gospodarstwo wyglądało na całkiem zwyczajne. Żadnej czaszki unoszącej się na niebie. Żadnych dźwięków wskazujących na to, że Śmierciożercy byli już na miejscu.
Na swój sposób Steward poczuł ulgę, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że przecież to niczego nie ułatwiało.
- Chodźmy. Może naprawdę zdołamy ją przekonać, zanim pojawią się tutaj śmierciożercy – rzucił cicho w stronę obydwu kobiet, a potem ruszył w stronę domu Anne Thomas. – Słuchajcie, możemy zrobić jeszcze jedno. Jedno z nas zostanie na czatach, dwójka spróbuje ją przekonać – zaproponował jeszcze, ale nie optował za bardzo za tą opcją. Równie dobrze mogli się schować przed śmierciożercami i zaatakować znienacka już w domu.
Kiedy Patrick otwierał furtkę, wciąż nie słyszeli żadnych podejrzanych dźwięków. Za to ich zbliżanie się, musiało zaalarmować Anne, bo gdy byli w połowie drogi do drzwi frontowych, na ganku pojawiło się światło, szczęknął klucz w zamku i drzwi uchyliły się, ukazując drobną sylwetkę młodej kobiety.
Patrick opierał się o jedno z pozbawionych liści drzew i obserwował dom. W mroku nocy niewiele dało się dostrzec: kontury krzewów porastających ogród, drewniane ogrodzenie i furtkę. W jednym z okien widać było zapalone światło. Z boku gospodarstwo wyglądało na całkiem zwyczajne. Żadnej czaszki unoszącej się na niebie. Żadnych dźwięków wskazujących na to, że Śmierciożercy byli już na miejscu.
Na swój sposób Steward poczuł ulgę, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że przecież to niczego nie ułatwiało.
- Chodźmy. Może naprawdę zdołamy ją przekonać, zanim pojawią się tutaj śmierciożercy – rzucił cicho w stronę obydwu kobiet, a potem ruszył w stronę domu Anne Thomas. – Słuchajcie, możemy zrobić jeszcze jedno. Jedno z nas zostanie na czatach, dwójka spróbuje ją przekonać – zaproponował jeszcze, ale nie optował za bardzo za tą opcją. Równie dobrze mogli się schować przed śmierciożercami i zaatakować znienacka już w domu.
Kiedy Patrick otwierał furtkę, wciąż nie słyszeli żadnych podejrzanych dźwięków. Za to ich zbliżanie się, musiało zaalarmować Anne, bo gdy byli w połowie drogi do drzwi frontowych, na ganku pojawiło się światło, szczęknął klucz w zamku i drzwi uchyliły się, ukazując drobną sylwetkę młodej kobiety.